Witam serdecznie po pierwsze. Pokrótce chciałbym nieco naświetlić cóż też mam zamiar poniżej przedstawić. W zasadzie jest to mini książeczka, której oczywiście nigdy nie wydałem, jest to jedno z wielu opowiadań, ale za to jedno z nielicznych które ukończyłem

, ale obiecałem, że będzie krótko - a więc, nazwijmy to jednak - opowiadaniem - to w zasadzie taka wariacja horrorów klasy B filmowych i książkowych, taka zabawa, powiedzmy, tanim stylem. Więc mamy niezbyt rozbudowane dialogi, "nadnaturalizm", sztampowego bohatera i przede wszystkim akcję. Nie wrzucam tu całego opowiadania (bo jest ono dosyć długie), ale będę je publikował (o ile ktokolwiek będzie miał je ochotę dalej czytać

) w częściach, a to dlatego, że opowiadanie jest z tzw. "wyborami". Czytaliście serię "Wehikuł czasu" ? - tutaj jest tak samo, w pewnych momentach akcja się zatrzymuje i możecie wybrać co będzie dalej robił bohater.
Zapraszam do zabawy i życzę miłej lektury.
ZEMSTA HEXELSUSA
?Kości demona mają
podobną moc jak ożywiony
demon. Tak podają księgi.?
- o. Anton
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sala. Nie. Wielka pieczara, która nie widziała nigdy słonecznego światła. A jednak coś ją rozświetla. Kipiąca breja jeziora lawy w dole, gotująca się i wrząca. Na wpół płynne rozgrzane do czerwoności kamienie wypryskują na wierzch raz po raz. Gorące bąble gazu wydobywają się do góry pękając i uwalniając smrodliwą zawartość. Żywy ogień szamocze się po kotłujących się falach liżąc płynną magmę. Coś pośród wiecznie poruszającej się breji zaistniało. Język ognia zatoczył krąg wokoło ssącego wiru, ale to nie tam coś zaczęło się dziać. W jakimś miejscu zaczęły uwalniać się smrodliwe gazy zapalając się żółtym gazem, coś zamieszało breję gotującej się lawy.
Wieczny, nieskończony blask wrzącej lawy oświetla skały, których nie ujrzał słoneczny promień, ani nigdy nie dostrzegło ludzkie oko. Z leniwie poruszającej się rozmiękłej do czerwoności skały pośród płonącej magmy coś zatoczyło krąg mieszając wściekle gorącą kipiel. Z wnętrza breji lawy wyrosło nagle ponad powierzchnię. Ręka, nieludzka owrzodzona dłoń zakończona szponami.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O godzinie 5.25 dostałeś telefon z biura. To był Sam Gebbons, powiedział tylko:
- Przyjedź jak najszybciej, Hexelsus wrócił-
Niczego więcej nie zdążyłeś się dowiedzieć, gdyż coś was rozłączyło. Zastygłeś przy słuchawce nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Przecież zabiłeś Hexelsusa ? pana, władcę Kangali.
Gdy byłej już w samochodzie zadzwoniłeś do Gebbonsa.
- Hexelsus zniszczył pół bazy, sam zobaczysz, jak przyjedziesz ? nastąpiła chwila milczenia, po której dodał ? on przybył po ciebie.
Jest 6.00, znajdujesz się w centrum, w drodze do bazy. Jak zwykle zastał cię korek, ale to już nie daleko. Przeczekałeś, aż sznur samochodów ruszy dalej i skręciłeś w Piątą Aleję Johna Abrasha.
Po drodze minął cię z rykiem syreny wóz strażacki, a po pięciu minutach zobaczyłeś szatańskie dzieło Hexelsusa.
Połowa budynku zostało zburzona, ze zgliszcza poskręcanej stali i betonu wciąż wydobywa się wielka chmura czarnego dymu ? wszędzie pełno policji, służb specjalnych, straży pożarnej i jednostek medycznych.
Zaparkowałeś samochód i ruszyłeś w stronę Gebbonsa stojącego przy swoim Fordzie Taurusie i wpatrującego się w strugi wody wylewanych z węży strażackich.
Sam odwrócił się w twoją stronę nim do niego doszedłeś.
- Dobrze, że jesteś ? powiedział podając ci rękę.
- Są ofiary?- zapytałeś zwracając wzrok z Gebbonsa na budynek.
- Wszystko stało się w nocy i nie było nikogo prócz ochroniarzy, niestety jeden zginął- tu Gebbons przerwał na chwilę podnosząc napięcie i dodał ? Hexelsus zabił go i namazał krwią wiadomość dla ciebie ?
- W języku szatana?-
- Nie, tylko główną wiadomość napisał po ludzku-
- To dosyć dziwne- zauważyłeś.
- Istotnie, być może zrobili to członkowie sekty- usłyszałeś zza pleców głos, a potem ujrzałeś wysokiego mężczyznę w ciemnym płaszczu z dobrze ułożoną fryzurą.
- To agent Stoker ? przedstawił mężczyznę Gebbons ? nasz specjalista od sekt ?
Wymieniliście spojrzenia podając sobie dłonie.
- Skąd to przekonanie? ? zapytałeś prawie służbowym, nieco prowokującym tonem.
- Hexelsus nie żyje, sam pan go z resztą uśmiercił. Hexelsus nie miał wyznawców, przynajmniej nic nam na ten temat nie wiadomo-
- Przypuszczamy, że mogli to być Oni ? wtrącił Gebbons.
- Oni? ? zdziwiłeś się.
- Jego też pan zabił, a on swój kult na Ziemi ma ? wyjaśnił Stoker.
- To dlaczego nie podpisali się w imieniu Oni ? zauważyłeś.
- To tylko teoria, kapitanie, chce pan zobaczyć miejsce, w którym zabito strażnika? ? Gebbons zdjął rozmowę z toru.
- Jeżeli nie to przejdźmy do mojego biura ? dodał.
*****************************************************
1. Chcesz zobaczyć miejsce zbrodni?
2. Idziecie do gabinetu Gebbonsa?
*****************************************************
KONIEC CZ1.
I jak widać powyżej można teraz wybrać co zrobi (a w zasadzie co zrobicie bo to Wy jesteście głównym bohaterem) bohater opowiadania. Po w komentarzach napiszcie:
1. Chcę zobaczyć miejsce zbrodni
lub
2. Idę do gabinetu Gebbonsa.
Czekam 2 dni, jeżeli nie będzie odzewu sam opublikuję dalszą część do następnego "wyboru". A jeżeli po 3 takich "akcjach" nikt nie będzie chętny do wyrażenia opinii - opowiadanie nie będzie kontynuowane.
Oczywiście zachęcam do komentarzy tego króciutkiego wstępu do opowiadania biorąc pod uwagę, to co napisałem we wstępie. Sam rozumiem, że nie wiele można powiedzieć po tak krótkim tekście (oprócz tego co sam powiedziałem na jego temat we wstępie, ale, powtarzam się
