HYRE

Miejsce pobytu: Olsztyn
|
 |
« : Marzec 09, 2011, 01:26:43 » |
|
Jaki trud wkładasz w każdy oddech nieustanny, Jakim trudem się staje każdy krok Twój zachłanny, Dokąd biegniesz w noc boso leżąc w półśnie życia, Dokąd wiodą Twe ścieżki,
Nie mów, Ja nie pytam.
Czyja ręka nad Tobą przegania drwin cienie, Czemu z posad świata nie wystąpi drżenie, Kim się stajesz, gdy zgroza tylko w Tobie żyje,
Czemu wtedy, gdy wszystko w Twych oczach pomarło, czemu wtedy, gdy huragan zbierał pełne ziarno, Nie zburzono Jerycha, wieża Babel stała, czemu noc przyszła po dniu, Czemu się nie stała...
Cisza, nie, zamarły życia!
Nie chcesz? Nie możesz? Nie mów, Ja nie pytam.
PONURE LUBE
Tej jesieni jestem sama, I nic więcej się nie zdarzy, Przyjaciele gdzieś odeszli, W końcu mogę się zamarzyć.
Tej jesieni mam już kogoś, Koty chodzą spać na dachy, A ja patrzę na ruiny, Z mistycyzmem-powiekami.
Czarny kogut wzywa zorze, Ranek kij odłożył na bok, Tej jesieni mi pomoże, Stróż mój pewnie, lecz czy anioł?
Po ulicy biegną liście, Każdy jakby w inną stronę, Muszą mieć ciekawe życie, Co dzień śpią przy innym rowie,
Zamarzają na chodniku, Co noc patrzą w oczy Boga, Który zsyła im bezdomnych, I wicherki-niespokojne przenośniki.
Już szeroko pyłem wieje, Zima w mrozy się ubiera, Zaraz wejdzie wystrojona, I zapłacze śniegiem z nieba.
Te kunsztowne płatki złudne, Dadzą matce spać przez noce, Żeby znów się odrodziła, Ku przestrodze, w swym patosie.
Siły zbiera, żywić musi, Dzieci gani, lecz i kusi, Kocha skórą, nie dotyka, Tylko czasem ktoś w nią wnika.
Swoje trupy ukołysze, Nie pozwoli bać się śmierci, Widzi gdy się rodzą dzieci, Czuje kiedy pragną przerwy.
Tak mijają moje lube, Musze czekać dwa kwadranse...
Co rok inną jestem sobą, Pył czerwieni rządzi drogą, Wszystko stoi, to ja biegnę, W prawdzie ciszy, złudnej, pięknej...
...
Wieczny koniec-ciągu taniec, Urok mroku-słońca śmiałość, Kruchość chwili-zło nadludzkie, Sprzeciw niesie ruin twórcę.
Czasu chwiejność-wzywa niemoc, Światła złudność-dźwiga przemoc, Mroku śmiałość-obezwładnia, Kroku marność-krew roztarta, Piachu pyły-spokój niszczą, Silne wiatry-tną przejrzystość.
Każdy człowiek to samotność, W zbiorowości złudna lotność!
|