Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Typowe nawiedzone miejsce (i osoba)  (Przeczytany 208 razy)
Mircea

*

Zobacz profil
« : Luty 14, 2011, 15:52:03 »

         

Tytuł samego opowiadania brzmi po prostu "Spadek".
Dla tematu wybrałem tytuł sugerujący tematykę utworu. Niestety utwór jest zbyt rozwlekły, żeby go odpowiednio "przycią
ć". Zrobiłem to najlepiej, jak tylko potrafię.
Skupiłem się na wewnętrznych przeżyciach narratora/ bohatera. Inne części składowe są ze sobą zbyt mocno powiązane, żeby taka robota była z nimi możliwa. Poniższy fragment wydawał mi się nadawać do tego celu najlepiej, chociaż gdy teraz o tym myślę, sądzę, że był jeszcze jeden. Muszę to jeszcze sprawdzić.





 Z obecnej perspektywy widzę coraz wyraźniej, że równie dobrze mogło nie być żadnych wakacji w jakimś tam dworku/ pałacyku, a moi przyjaciele tak naprawdę nigdy nie istnieli, a byli wyłącznie wytworem mojej wyobraźni czy też efektem ubocznym psychotropów, aplikowanych mi w wariatkowie. Może nikt nie zginął, a ci, których jakoby spotkał ów tragiczny los, odzwierciedlali jedynie różne źródła moich frustracji, z kolei zgon każdej z tych postaci symbolizował ich stopniowa eliminację? Któż to wie? Ja z pewnością nie.
         Dworek ze względu na swój zabytkowy charakter i odosobnione położenie stanowił wręcz wymarzoną scenerię dla powieści gotyckiej lub horroru, lecz gdy horror okazuje się być prawdą, a tak zwana rzeczywistość horrorem, trafiasz do piekła, skąd nie zawsze można uciec i nie każdemu człowiekowi się to udaje. Niektórzy tam pozostają, bo, czymkolwiek ono jest, pochłania ich (jak większość z naszej ósemki, zakładając naturalnie, że oni w ogóle istnieli).    Mnie szczęśliwie udało się tego uniknąć, ale moje piekło (w tej czy innej postaci) towarzyszy mi zawsze, dokądkolwiek bym się nie udał. Czasami pozwala o sobie zapomnieć, jednak wyłącznie po to, żeby w najmniej spodziewanej chwili, kiedy już zdążę o nim zapomnieć, uderzyć z dziesięciokrotnie większą siłą niż poprzednim razem.
          W starym domu Pauliny coś się wydarzyło.
          Spotkaliśmy Zło, ono zaś podniosło głowę i spojrzało prosto na nas. Gdy ci, którzy mieli dość odwagi, odwzajemnili spojrzenie, zobaczyli samych siebie. Interesujące, prawda? Kto by pomyślał, że pod latarnią może być aż tak ciemno? Ile potrzeba odwagi, by uzmysłowić sobie, czym jest tak zwane Zło? Pytanie to jest tak naiwne, banalne i infantylne, że nigdy nie zdołam chyba pojąć filozofów, etyków i teologów, którzy je zadają. Bo niby czym miałoby ono być? Prostym brakiem dobra? Szatanem, potężnym, złowrogim Bytem, opozycyjnym wobec Najwyższego Dobra, czyli Boga? Nieee? Nie, moi drodzy. Odpowiedź brzmi znacznie prościej. Zło jest człowiekiem, każdym z nas.  Krótko mówiąc, Zło to my.
         Wszyscy jesteśmy zarówno Dobrem, jak też Złem, bo każdy człowiek ma w sobie jedno oraz drugie. Dlatego również Raj i Piekło (z naciskiem na to ostatnie) bardzo łatwo można znaleźć na tym świecie, gdzie koniec końców przyszło nam żyć.    
         Jestem pisarzem, którego twórczość obejmują głównie opowiadania i powieści grozy, ale nie przypuszczałem, jak bardzo prawdziwe okaże się jedno krótkie zdanie, którym rozpocząłem swój literacki debiut. Tekst ów opublikowałem jakieś pół roku przed opisywanymi tutaj przeze mnie wydarzeniami. Do dzisiaj jeszcze odnoszę dziwne, nieprzeparte wrażenie, że rozpoczynając od niego swoje opowiadanie ściągnąłem na siebie jakąś klątwę czy przekleństwo.      
        ?Za każdym z nas chodzą stale całe armie widm?. Obawiam się, niestety, że ?moje? widma za bardzo wzięły sobie do serca to, co napisałem. Od tamtych pamiętnych dni nie potrafię się od nich za cholerę uwolnić. Niekiedy wydają mi się one być bardziej materialne niż ja sam. Obrazy z tamtego okresu nadal mnie prześladują, jednak przybierają one formę przebłysków, czy, jak kto woli, wizji, ponieważ nie miewam marzeń sennych.  Czasami zastanawiam się nawet czy istnieję naprawdę, czy zostałem przez kogoś wymyślony. Mam tak, odkąd obejrzałem ?W paszczy szaleństwa? Johna Carpentera. Wiem, wiem! To tylko surrealistyczny film, kolejny ekstrawagancki horror, nic więcej.                        
        Czy jednak moja twórczość naprawdę była jedynie fikcją? Bardzo bym tego sobie życzył, ja jednak na przykład ośmielam się żywić pewne wątpliwości w tej materii. Wierzcie lub nie, ale wszystko, co wydarzyło się w żakowskim dworku (a przynajmniej to, w czym uczestniczyłem czy tez czego byłem świadkiem, bądź tak mi się wydaje) rozegrało się niemal identycznie, jak fabuła jednego z moich opowiadań. Przerażające, prawda? Autor horrorów stał się bohaterem historii, którą sam wymyślił. Zupełnie jakby twoja twórczość wpływała na otaczająca cię rzeczywistość. Co tam wpływała! ona chyba się na nią przekładała i po części ją nawet generowała. Teraz, kiedy sobie to uświadamiam, za każdym przypomnieniem po ciele biegną mi miliardy mrówek. Wtedy nie zwracałem uwagi na takie detale, lecz obecnie, jak choćby w tej chwili? Skóra cierpnie na grzbiecie. Czy ich zbieżność była całkowicie przypadkowa, czy może świadczy o czymś więcej?
        Serce podeszło mi do gardła, bo przypomniałem sobie, jaki los spotkał bohatera ?Dziedziny? Stefana Grabińskiego. Czy i po mnie któregoś dnia, albo pewnej nocy przyjdą jakieś ?Dziwotwory?, będące płodem mojej własnej wyobraźni? Zechcą mnie tylko odwiedzić czy przyprawią o śmierć, zazdrosne o mój rzeczywisty byt? Taka literacka, ?prywatna? wersja Freddy?ego Kruegerra z ?Koszmaru z ulicy Wiązowej"? Rzecz godna pióra Łukasza Orbitowskiego, a z całą pewnością co najmniej Daniela Odiji. Chyba jedynie wspomniani panowie zdołaliby wykreować wizję świata, która byłaby równie chora, przerażająca, przygnębiająca ,surrealistyczna oraz zwariowana i przewrotna, a zarazem dostatecznie sugestywna, aby dało się w nią uwierzyć.
        A może się mylę? Może moja twórczość i wyobraźnia wcale nie odpowiadają za to, co nas spotkało w domu Pauliny, bądź są odpowiedzialne tylko częściowo? Kto wie, może i pobyt w szpitalu psychiatrycznym także sobie uroiłem? Może moja wyobraźnia jest zanadto rozbuchana, a wszystko, o czym tutaj piszę odnosi się wyłącznie do nieistniejącego, wymyślonego przeze mnie świata oraz postaci, które ja sam wykreowałem? Trudno jednoznacznie to rozstrzygnąć, ale możliwe, że za bardzo identyfikuję się z jedną z nich. Czyżbym zatracił zdolność odróżniania prawdy od fikcji? Nie mam pojęcia. Naprawdę tego nie wiem. Niczego już nie jestem pewny. Może uciekam w fikcję, bo za bardzo przeraża mnie prawdziwy świat. Być może to moja próżność każe mi doszukiwać się związków pomiędzy tym, co kiedyś napisałem, a tym, co się wydarzyło lub wydaje mi się, że się wydarzyło. A może nie. Może naprawdę jest w tym wszystkim coś więcej.                                                               
Zapisane
crusia
Moderator Globalny

*

Miejsce pobytu:
Toruń


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #1 : Luty 14, 2011, 17:19:00 »

Stara zasada publikowania tylko fragmentu opowiadania została już zniesiona - możesz opublikować od razu całość.
Zapisane
Mircea

*

Zobacz profil
« Odpowiedz #2 : Luty 16, 2011, 14:23:02 »

Zamieszczanie tekstu na Waszym portalu to koszmar, że niech się schowają wszystkie horrory! Dobrze, że nie próbowałem zamieścić calego opowiadania! Po skopiowaniu z edytora tekstu poprawianie opowiadania w taki sposób, by w miarę odpowiadało normom estetyki trwa wieczność. Wątpię, czy zdecyduję się zamieścić tutaj resztę "Spadku".
Mam jednak szalony pomysł - propozycję. Opublikuję początek opowiadania, a Wy możecie dopisać resztę. Jedyne ograniczenie to realia historyczne - akcja musi toczyć się wkrótce po powstaniu listopadowym. Opublikowany tekst stanowi część większej całości, która akurat powstaje. Proponuję zabawę w napisanie wspólnej wersji. Dajcie mi tylko znać, czy się zgadzacie.


                  
« Ostatnia zmiana: Październik 25, 2011, 09:11:48 wysłane przez Mircea » Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do: