Gaslonsky
|
 |
« : Lipiec 13, 2011, 23:17:00 » |
|
No to nadszedł czas na mnie.
Niniejsze wypociny są częścią założonej przeze mnie stronki otchlan.weebly.com . Jeżeli ktoś miałby ochotę na więcej, zapraszam w tamto miejsce. Będę wdzięczny za wszystkie opinie. ------ Stanąłem na krawędzi dachu i spojrzałem w dół. U moich stóp - leniwie rozlane po horyzoncie budynki, uśpione przez późną porę ulice. Tu i ówdzie widzę małe okienka, a przez nie pomieszczenia pełne śpiących ludzi.
Zamykam oczy, kiedy moją sylwetkę owiewa zimny wiatr o kojącym zapachu nocy i pobliskiego parku zmieszanym ze smrodem tego całego świata. Rozpościeram ręce, pozwalam mu płynąć przez moje palce.
Nasłuchuję.
Ponad wieczorną ciszę wzbił się zaledwie jeden dźwięk. Był nieśmiały i ledwie słyszalny. Potem nastał moment ciszy tak przejmującej i tak ponurej jak sama śmierć. Nagle ponad tę dźwiękową próżnię zaczęły przebijać się pierwsze akordy, coraz głośniej. Ich fałsz zaczął wdzierać się w moje zmysły płynnie, wlewał mi się w uszy.
Mam zaledwie krótką chwilę. Znów spoglądam przez okna w mieszkania. Staram się dostrzec każdą śpiącą, niewinną twarz. Z każdą z nich pragnąłbym zamienić się na świadomość. Jak zdrowy musi być sen, gdy nie umie się słuchać.
Dzień z jego niebieskim niebem to doprawdy wspaniała ochrona dla zmysłów. Jednak gdy tylko błękit zanika, zanika także bezpieczeństwo. Tu i teraz, w objęciach nocy jesteśmy całkowicie otwarci na wszechświat i jego niepojęte dla naszej głowy prawa.
Setki dźwięków zbitych w jedną katafonię spływają wprost na mnie. Gwiazdy przemówiły. Uwięzione w nieskończonej czerni wyją w agonii, a ja je słyszę. Niemożliwy do wytrzymania pisk i ryk uderza w ziemię, z wściekłością rykoszetując od brudnych, szarych murów, atakuje moją głowę z niemożliwą do wytrzymania głośnością.
Oto dzieje się potworna symfonia kosmosu, w którą wsłuchują się potęgi, których natura istnienia leży poza naszym zrozumieniem. Zostałem wybrany, obdarzony talentem by słyszeć to, co nie jest przeznaczone dla naszych uszu.
Na samym początku to był tylko hałas niewiadomego pochodzenia. Póki nie zacząłem rozumieć. Jak moja natura mniejsza od atomu w skali prawdziwej przestrzeni może znieść taką wiedzę?
W jednej chwili zrozumienie natury tej czerni wypełnia moją głowę, a na moje barki spada cały ciężar ciał niebieskich umiejscowionych w przestrzeni. Zostaję zmiażdżony. Moje nogi nie wytrzymują, chwieją się, a zmysły proszą o wybawienie i ciszę.
Boże, jakie to głośne.
Stanąłem na krawędzi dachu... jedyna droga ucieczki od nieba to droga na dół.
|