Witam
Oto kolejna moja miniaturka, być może trochę niedopracowana ale życzę miłej lektury

i oczywiście proszę o opinie.
DRZWI Kolejny raz jego nerwowy i błędny wzrok powędrował w kierunku drzwi. Siedział na starym krześle i obserwował klamkę, kołysząc się w tył i w przód. Nierówny oddech, rwał się co chwila i przyprawiał o kolejne ataki duszącego kaszlu. Nerwowo pomacał kieszenie kurtki, upewniając się, że w każdej chwili może sięgnąć po broń i odeprzeć atak. Rękawem wytarł z czoła pot ściekający przez krzaczaste brwi do oczu, zasnuwając je mgłą, co przeszkadzało w obserwacji.
Wiedział doskonale, że dziś znów przyjdzie i nie będzie odwrotu. Nie miał jednak żadnej drogi ucieczki, jego lokum składało się z łazienki i małego, zagrzybiałego pokoju z oknem wielkości kratki ściekowej w którym ciężko było rozróżnić jaka jest pora dnia przez zalęgający na nim od lat bród. Łazienka przypominała jedna z tych na zapomnianych stacjach benzynowych, bez okna, z zatkanym kiblem, czarną umywalką i słabo rozświetlającą ją żarówką na kablu leniwie zwisającą z sufitu.
Jest!
Klamka powoli opadła w dół. Serce omal nie wyrwało mu w piersi wielkiej dziury. Krew w skroniach pulsowała z taką siłą, że nie słyszał nic innego poza równomiernym dźwiękiem pompowanej do mózgu cieczy. Kurczowo zacisnął rękę na rękojeści, próbując wstać i zaatakować napastnika pierwszy, lecz nadludzki strach skrępował jego umysł, który nie potrafił wysłać nawet najprostszej komendy do którejkolwiek części ciała zmuszając ją do poruszenia się. Nagle drzwi zaczęły się uchylać i do pokoju pewnym krokiem weszła postać w białym uniformie niosąc w ręku niewielką strzykawkę. Zanim zdążył zareagować poczuł delikatne ukłucie w szyję, wszystkie mięśnie bezwładnie rozluźniły się, z kieszeni wypadł mały plastikowy pistolet, a ciało powoli zaczęło osuwać się na podłogę.
W tym momencie do sali weszło dwóch sanitariuszy i położyło go na pryczy, krępując mu ręce i nogi starymi parcianymi pasami , po czym bezszelestnie i bez słowa opuścili pomieszczenie.
- Jeff od jutra zwiększamy Ci dawkę leku podwójnie, mam dość twoich cholernych paranoi! ? powiedział, nadal trzymając strzykawkę.
- Dobrze doktorze Petterson ? wypowiedział te słowa z charakterystycznym dla siebie sarkazmem, gdyż wiedział, że jutro znów będzie próbował odeprzeć atak