p.a.
|
 |
« : Wrzesień 09, 2010, 10:31:11 » |
|
A co mi tam, wrzucę tu to i owo... Na początek opowiadanie, którego de facto nigdy nijak nie nazwałem. Jest stare, z 2002 roku.
Chciałem napisać o tobie książkę. Nic wielkiego, pewnie kilkadziesiąt stron i na tym koniec. Miała być zwieńczeniem czegoś, co w myślach dumnie i pretensjonalnie nazywałem "czymś większym"; moją pierwszą prawdziwą książką a zarazem opus magnum. Oczywiście dokonałbym wszystkich koniecznych w takich książkach zabiegów. Zmieniłbym twoje imię, różne życiowe okoliczności i tak dalej, byś nadal mogła sobie spokojnie żyć w swoim małym mieszkaniu na Saint Vallier, dopełniając codziennych rytuałów nieudanego życia, pijąc czarną kawę i patrząc na telewizor z pilotem w ręku, czasem przeżywając orgazm o trzeciej nad ranem, chociaż seks pewnie już dawno stracił dla ciebie swój smak. Najprawdopodobniej nigdy byś tej książki nie przeczytała, bo niby gdzie, niby jak? Przy takim trybie życia książki w najlepszym razie zbierają kurz. Zresztą nawet gdybyś ją przeczytała, pewnie nie domyśliłabyś się, że jest ona o tobie. A tak właśnie miało być. Owa książka miała opowiadać o pewnym młodym mężczyźnie, który pewnego dnia odkrywa twoje zdjęcie z lat szkolnych. Pierwszym akapitem miał być opis tego właśnie zdjęcia i ciebie, siedzącej za drewnianą ławką, gdzieś w sali polonistycznej, z popiersiami Mickiewicza i Słowackiego w tle. I to zdjęcie miało stać się początkiem obsesji mojego bohatera. Zauroczony twoim pięknem niedostępnej kobiety, postanawia cię odnaleźć. Cały czas jest świadom absurdalności swoich poczynań, wszak od wywołania zdjęcia minęło sporo lat. Wbrew zdrowemu rozsądkowi rozpoczyna jednak poszukiwania. Stopniowo dociera do ludzi, którzy mogliby coś o tobie wiedzieć, w końcu poznaje twój adres i numer telefonu. Jak miała się później potoczyć akcja - nie jestem tego pewien. Na pewno bohater mój zadzwoniłby do ciebie. Pewnie byłabyś zdziwiona, może nawet przestraszona, w końcu to wszystko zalatywałoby niebezpieczną obsesją, a la przeciętny thriller klasy B, rodem z czwartkowej ramówki TVP. I prawie na pewno któregoś dnia mój bohater stanąłby przed drzwiami twojego mieszkania. A później - nie wiem, nie mam pojęcia. Może wyciągnąłby od ciebie parę starych zdjęć? Może nalegałby, abyś opowiedziała mu historię swojego życia? Z pewnością chciałby wiedzieć, dlaczego wylądowałaś w takim miejscu, dlaczego tak się to wszystko poukładało. Jestem też przekonany, iż nie zrobiłby ci żadnej krzywdy, chociaż oczywiście tego też byś się obawiała. I w pewnym miejscu moja książka skończyłaby się. Nie wiem, czy byłoby w niej miejsce na jakiś punkt kulminacyjny, na jakiś przełomowy moment lub - a co mi tam!- na jakiś morał. Może byłaby to książka bez wniosków, puenty, całego tego bagażu przydatnego jedynie na lekcjach polskiego, urywająca się nagle tak, jak czasem nagle urywa się życie.
Wiadomość o twojej śmierci doszła do mnie przypadkiem. Ot, pewnego dnia, gdzieś między szóstym a siódmym papierosem, w okolicach końcówki drugiego refrenu Hjartad Hamast - zanim odezwie się to pianino i te skrzypce a wszystko zanurzy się w jakimś nieokreślonym szumie wiatru - usłyszałem, że nie żyjesz. Tak po prostu. Poznałem parę faktów związanych z twoim pogrzebem, parę plotek, które ludzie roznosili rozchodząc się do domów, a które wobec twojej śmierci nie mają najmniejszego znaczenia. Wyciągnąłem później twoje zdjęcie - to samo, które opisywałbym w książce - i jeszcze raz utwierdziłem się w przekonaniu, jak bardzo byłaś piękna tych dwadzieścia parę już lat temu. Jeszcze raz spojrzałem w te oczy, które odważnie i dumnie spoglądały w obiektyw. Nie czułem wielkiego smutku. Twoja śmierć nie była dla mnie szokiem. Przecież w ogóle cię nie znałem. Przecież po raz pierwszy usłyszałem o tobie, gdy natrafiłem w szufladzie na to stare zdjęcie. Przecież nigdy nie widziałem cię na oczy, chociaż bardzo chciałem cię odnaleźć, chociażby z tego powodu, iż byłem ciekaw, jak wyglądasz teraz. I nawet zdobyłem twój adres; czasem jadąc autobusem patrzyłem na światło w twoim oknie i zastanawiałem się, co w tym momencie robisz. I często myślałem sobie, co by było, gdybym pewnego dnia przyszedł do ciebie i próbował cię poznać. Bo tak naprawdę to ja jestem tym facetem z mojej nie napisanej książki, tak naprawdę to ja zafascynowałem się tym zdjęciem i twoją urodą sprzed lat, to w mojej głowie pojawiła się ta obsesja, chociaż nigdy nie wprowadziłem jej szerzej w życie.
Teraz, gdy jadę autobusem, już nie spoglądam w kierunku okien na Saint Vallier. Już cię tam nie ma, nie żyjesz. Zastanawiam się czasem, czy ktoś tak naprawdę zmartwił się twoją śmiercią, czy komuś byłaś naprawdę bliska. Zresztą i tak nie ma to teraz najmniejszego znaczenia. Ty nie żyjesz, a ja nie napiszę książki o tobie. Bo tak jakoś nie wypada grzebać teraz w twoim życiu, bo czułbym się trochę nie fair w stosunku do ciebie, nawet teraz, gdy cię tu nie ma. Bo chyba jedyne, co mogę ci ofiarować, to moje milczenie, przerwane - na moment - dla tych kilkudziesięciu linijek tekstu.
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 09, 2010, 10:33:32 wysłane przez p.a. »
|
Zapisane
|
|
|
|
lorddemon1991
|
 |
« Odpowiedz #1 : Wrzesień 13, 2010, 18:36:07 » |
|
Bardzo fajny tekst. Motyw listu - przynajmniej coś takiego przypomina - do zmarłej osoby jest fajny. Tylko mam jedno pytanie, czemu książka? Ta kobieta to jakaś sławna osoba, czy tylko po prostu osoba bardzo ważna, chodź to dziwne, skoro jej nie zna, dla autora książki. Wiem, że to głupie pytanie, ale skąd bohater miał zdjęcie tej kobiety?
|
|
|
|
|
Zapisane
|
"In ancient days, in an ancient world, the Sibyls sung their melodies But the song is lost, and no one hear when Sibyls speak the words of gods the world is deaf" - Therion
|
|
|
Magnis
|
 |
« Odpowiedz #2 : Wrzesień 13, 2010, 19:35:41 » |
|
Twoje opowiadanie napisane w stylu listu jest dobre i mi się spodobało, ponieważ umiesz stworzyć ciekawe opowiadanie, które potrafi zainteresować.Tobie się to udało chociaż tekst jest krótki  .
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 13, 2010, 19:38:42 wysłane przez Magnis »
|
Zapisane
|
Mistrzem grozy w Polsce jest Stefan Grabiński.
|
|
|
p.a.
|
 |
« Odpowiedz #3 : Wrzesień 14, 2010, 10:34:15 » |
|
Dzięki. Opowiadanie jest prawie że autobiograficzne. To zdjęcie istnieje. Tym łatwiej odpowiedzieć mi na pytanie, skąd bohater je miał - bo jego mama była nauczycielką dziewczyny ze zdjęcia;) W zasadzie opisałem tu praktycznie swoje emocje, próbując jedynie stworzyć tu pewną nostalgiczną atmosferę, zaś całą wypowiedź włożyć w usta kogoś, kto nie jest mną... Inspiracją było opowiadanie Cortazara pt. "Niewpory". Cudownie się złożyło, iż ta kobieta faktycznie mieszkała na Saint Vallier, bo francuska nazwa ulicy idealnie do Cortazara pasuje  A dlaczego chciałem napisać książkę? Nie wiem, po prostu to zdjęcie mnie zaintrygowało. Młoda, ładna osoba, przed którą było całe życie. A dowiedziałem się, że życie wiedzie marne... W którym momencie popełniła błąd? Dlaczego tak się to wszystko potoczyło? Krążyłem po Rybniku w okolicy tego mieszkania i próbowałem sobie wyobrazić scenę, w której faktycznie tam wchodzę, dzwonię, próbuję rozmawiać...
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
murhaaja

Miejsce pobytu: Wrock
|
 |
« Odpowiedz #4 : Wrzesień 14, 2010, 16:31:47 » |
|
wiem, że zabrzmię okrutnie nieco, ale, jeśli mogę spytać, to ta dziewczyna naprawdę umarła, czy żyje?
a tekst bardzo mi się podoba, przede wszystkim ze względu na tą nostalgię
|
|
|
|
|
Zapisane
|
bo lepiej pożyjemy gdy was wymordujemy więc wszystkich zabijemy śpiewając refren ten
|
|
|
p.a.
|
 |
« Odpowiedz #5 : Wrzesień 15, 2010, 09:01:06 » |
|
Tak, umarła. Przy czym była w wieku jakichś 40 lat, to było dosyć stare zdjęcie.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Tathagatha

Miejsce pobytu: Lublin
|
 |
« Odpowiedz #6 : Listopad 16, 2010, 12:54:04 » |
|
Może i mało radosna twórczość p.a., ale bardzo ciekawa. Jestem właśnie w pracy i pomyślałam, że przeczytam tylko kilka linijek, a dokończę w domu. Jednym tchem to przeczytałam. Pisałam to już wielokrotnie i napiszę po raz kolejny: lubię teksty, które wywołują we mnie emocje. A ten taki jest. Chętnie poczytałabym inne Twoje prace, jeśli je masz.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
|
|
|
p.a.
|
 |
« Odpowiedz #7 : Listopad 16, 2010, 14:30:24 » |
|
Bardzo dziękuję, to chyba najcieplejsze słowa, jakie kiedykolwiek słyszałem nt. moich wypocin. Skończonych rzeczy posiadam raptem kilka (w tym jedną dość pretensjonalną mini-powieść sprzed lat kilkunastu:)), ale wydaje mi się, iż to jest mój najlepszy tekst. Mam kilka rozpoczętych rzeczy, masę pomysłów na pojedyncze sceny w głowie, ale jednocześnie mam też skłonność do zbyt częstego zadawania sobie pytania "czy to ma sens". I ilekroć siadam, by coś napisać (a nie zdarza się to często), szybko rezygnuję, zniechęcony, pełen wątpliwości. Na dodatek siadam w bardzo różnych momentach i trudno ukryć - no, przynajmniej ja to dostrzegam - wpływ innych pisarzy. Tutaj chciałem uzyskać nastrój a la Cortazar, w rozpoczętej powieści próbuję narracji w stylu "Rozmowy w Katedrze" Vargasa Llosy... I również świadomość, iż uprawiam jedynie jakieś tam naśladownictwo powstrzymuje mnie przed dalszym pisaniem.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Tathagatha

Miejsce pobytu: Lublin
|
 |
« Odpowiedz #8 : Listopad 16, 2010, 14:52:15 » |
|
Doskonale Cię rozumiem, mam podobnie. Sama kiedyś pisałam różne opowiadania i wiersze, teraz nawet nie wiem gdzie one są. Zawsze jednak uważałam, że to co pisze jest płytkie lub mało interesujące. Może to była trzeźwa ocena, a może zbyt krytycznie do siebie podchodzę. W każdym bądź razie totalnie zarzuciłam pisanie.
Szczerze, to w myślach miałam dużo cieplejsze słowa, ale jak widać uzewnętrznianie się również nie jest moją mocną stroną:)
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
|
|
|
|
|
Tathagatha

Miejsce pobytu: Lublin
|
 |
« Odpowiedz #10 : Listopad 16, 2010, 22:44:08 » |
|
Na to chyba nigdy nie jest za późno... mam taką nadzieję.
W zasadzie to mam doskonałą okazję, żeby tego poszukać. Jestem w trakcie przeprowadzki, więc idealny moment, żeby pogrzebać w starych zeszytach. Hehe....tak,tak...zeszytach:) Się pisało na lekcjach matematyki, czy fizyki.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
|
|
|
p.a.
|
 |
« Odpowiedz #11 : Luty 04, 2012, 16:22:22 » |
|
Ostatnio stworzyłem kolejną miniaturę... w zasadzie stworzyłem przy trzecim do niej podejściu  Tekst zacząłem pisać bodaj w sierpniu 2010, ale przerwałem, bo nie wiedziałem, dokąd w zasadzie chcę podążyć. W marcu 2011 już wiedziałem i tekst dokończyłem, ale nie miałem pomysłu, jak pewne rzeczy tam poukładać. Przysiadłem wreszcie dwa tygodnie temu, przysiadłem i dziś i tekst jako tako jest ukończony. Pewnie jeszcze jakieś poprawki zrobię, dopiszę parę zdań, ale wydaje się, iż mniej więcej jest taki, jaki go sobie wymyśliłem. Tytuł roboczy (i chyba ostateczny): Intercity Co ty sobie w zasadzie wyobrażałaś? Naprawdę sądziłaś, że możesz po prostu... że możesz tak zrobić a wszyscy wokół poklepią cię ze zrozumieniem po plecach? Głowa mi pęka i myślę sobie, że dobrze byłoby, gdyby już było po wszystkim. Spoglądam na zegarek. Dziesiąta czterdzieści pięć. Nie umiem skupić wzroku na wskazówkach, drży mi ręka. Red Bull skrzydeł może nie dodał, ale kończyny jakby rwały się do lotu. Zimno mi. Idę do kuchni i zaparzam herbatę. Piję, płyn parzy mój język, ktoś puka do drzwi. Obudziłem się w środku nocy i wałęsam się teraz po mieszkaniu. Oto i twój święty zeszyt - to nie pamiętnik, raczej dziennik pokładowy. Data, godzina, treść kolejnych pyskówek, plus twoje nic nie wnoszące wnioski, uwagi, podkreślenia i wykrzykniki. No i oczywiście dokładne sprawozdanie z 8. października. Wyszłaś wtedy z domu z twarzą upapraną rozmazanym od łez makijażem. Ty i ta twoja skłonność do robienia scen. Wypchany plecak z niedokładnie zasuniętymi zamkami, spojrzenie unikające mojego wzroku. Zapomniałaś tylko rzucić standardowe ?jadę do mamy?. Oczywiście wkrótce wróciłaś, po co? Zabrakło ci kasy? Tęskniłaś za wyżywaniem się na mnie? Mamusia cię wypieprzyła? W sumie, gówno mnie to teraz obchodzi. Myślałaś wtedy, że co, że padnę ci do stóp? A, rzeczywiście, coś w ten deseń, precyzyjnie opisałaś swój stan emocjonalny w zeszyciku. Idiotka. Kretynka. Tak, już wtedy miałem cię serdecznie dosyć. Nienawidziłem cię od dobrych dwóch lat; od dnia, w którym... sama dobrze wiesz. Zresztą, jakie to ma teraz znaczenie? Siedemnaście minut po trzeciej, spróbuję jeszcze trochę się zdrzemnąć. Ignoruję pukanie głośno puszczając muzykę. Wytrzymuję tak parę minut, dźwięki wwiercają się w głowę niczym wiertarka udarowa. Wyłączam, nasłuchuję: pukanie ustało. Otwieram szafkę, szukam jakichś leków przeciwbólowych. Popijam wciąż zbyt ciepłą herbatą, głośno przy tym siorbiąc. I chuj. Trza się zabrać do roboty, już za dziesięć jedenasta. Wychodzę z domu na krótki spacer, osiedle tonie w psim gównie i kolorowych papierkach. Pierwszy dzień wiosny, śnieg nareszcie stopniał. Wałęsam się trochę bez celu, obserwując szczebioczące nastolatki i gówniarzy słuchających polskiego rapu z dyndających na piersiach telefonów komórkowych. Wchodzę do sklepu, kupuję batonik i Red Bulla, którego wlewam w siebie wytrenowanym ruchem. Wracam do domu, spoglądam na zegarek: dziewiąta dwanaście. Właśnie się przebudziłaś i patrzysz na mnie nieprzytomnym wzrokiem. Starając się ignorować hałas, idę do toalety. Red Bull wylatuje przezroczystym strumieniem. Głowa mi pęka. Wychodzę, patrzę, myślę: coś trzeba z tym zrobić. Patrzę na zegarek: dziesiąta pięćdziesiąt trzy. Pociąg przejedzie za jakieś osiem minut. Ale to jeszcze nie ten. Głowa mi pęka, na korytarzu wciąż jakieś wrzaski. Idę do łazienki. Nalewam wody do wiadra, gorący strumień parzy mi dłoń, przeklinam głośno, głowa boli coraz mocniej. Głowa boli coraz mocniej. Wychodzę z łazienki, podchodzę do szafy, wyciągam walizę, potem drugą. Ta w kratkę się nada, myślę. Spoglądam na zegarek, czekam. Punktualnie o jedenastej pociąg przewala się z łoskotem po szynach, mijając nieczynną od dawna stację. Lubię tam czasem chodzić i patrzeć na zabite deskami okna, na urwane w połowie drzwi, na zarośnięty zielskami peron. Lokalne pociągi nie jeżdżą od kilku lat, te krajowe się tu nie zatrzymują. Stop. Przywołuję się do porządku: już pięć po jedenastej. Kolejne Intercity za trzy godziny. Wyszłaś z łóżka i przez jakiś kwadrans łapałaś formę, intensywnie tuszując rzęsy przy kiepskim oświetleniu. Wyglądasz teraz jak tania dziwka i spoglądasz się na mnie tym swoim pretensjonalnym spojrzeniem. Czego, mówię. Prychasz jak rozkapryszona księżniczka, rzucasz jakimś zbędnym komentarzem. Układam sobie wszystko w głowie. Spoglądam na zegarek, szacuję. Wychodzę do kuchni i zaczynam zmywać naczynia. Wskakuję pod prysznic: wyczerpała mnie ta robota. Pozwalam ciepłemu strumieniowi spływać po moich plecach i czuję, jak się odprężam. Wychodzę z kabiny, wycieram się, ubieram. Zaglądam do pokoju: wszystko w porządku. Znów rozlega się pukanie. Otwieram: sąsiadka. Zapraszam ją do środka. Ona także jest kimś wyjątkowym. Wchodzę do pokoju a ty, odwrócona do mnie tyłem, czekasz, by wypowiedzieć uprzednio przygotowane zdanie. Gdy w końcu spoglądasz na mnie, wydajesz się zaskoczona, wreszcie próbujesz coś powiedzieć. Zdanie urywa się w połowie, padasz w moje ramiona. Brzydzę się tobą, popycham cię na fotel. Pochylam się i zmazuję ci ten kpiący - nawet teraz! - wyraz twarzy. Przypominam sobie o walizce i wszystko jest już jasne. Spoglądam na zegarek - dziesiąta trzydzieści pięć. Mam jeszcze trochę czasu. Zostawiam tą wścibską sukę w wannie, niech sobie teraz popuka. Zawsze trzymała twoją stronę, kretynka w papilotach. Nie daję rady z tą głową. Zaraz zwariuję. Wciskam kciuk w bolące miejsce nad gałką oczną, choć wiem, że to nic nie da. Spoglądam na zegarek: trzynasta pięćdziesiąt. Już prawie. Zaglądam do każdego pokoju, zamykam okno. Z jakiegoś powodu wydaje mi się to ważne. W łazience głośno kapie woda: miałem to naprawić, myślę. Jest mi niedobrze, zaraz zwymiotuję. Spłukuję i dokładnie płuczę usta. Szukam gumy do żucia: widziałem gdzieś opakowanie. Idę po klucze, wkładam je do kieszeni. Muszę już wyjść, myślę. Muszę coś zrobić z tą walizką, z tym ciałem. Twoim ciałem. No i muszę zdążyć na pociąg. Muszę zdążyć na pociąg.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
HYRE

Miejsce pobytu: Olsztyn
|
 |
« Odpowiedz #12 : Luty 07, 2012, 19:01:25 » |
|
To wszystko jest trochę niespójne, ale myśl przewodnią masz w zasadzie dobrą 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
p.a.
|
 |
« Odpowiedz #13 : Luty 07, 2012, 20:17:03 » |
|
Hmm... Zdecydowałem się poszatkować narrację, bo taka opowieść w wersji "liniowej" byłaby jakaś taka...Zachowując proporcje, "21 gram" w wersji poukładanej też nie miałoby sensu  Dzięki takiemu układowi dopiero na końcu jest w 100% jasne, co się właściwie stało. Jakby co, chronologicznie, akapitami, leci to tak: 2-4-6-8 a potem 1-3-5-7-9  Oczywiście narracja w dalszym ciągu jest fragmentaryczna, ale to też celowo, opowiadanie miało być tylko zarysem pewnej sytuacji, reszta zależy od wyobraźni czytelnika  Generalnie bardzo lubię nieliniową i fragmentaryczną narrację i to był mój pierwszy eksperyment z czymś takim  A, i dzięki, że chciało Ci się przeczytać 
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Luty 07, 2012, 20:24:40 wysłane przez p.a. »
|
Zapisane
|
|
|
|
HYRE

Miejsce pobytu: Olsztyn
|
 |
« Odpowiedz #14 : Luty 07, 2012, 23:50:30 » |
|
Przyjemność po mojej stronie, też bazgrze amatorsko  , ale Ty widzę nie masz mojego problemu ładnie zakańczasz, ja natomiast mam ciągle problemy z zakończeniami i tak rozciągam bez opamiętania te moje makabry 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
p.a.
|
 |
« Odpowiedz #15 : Luty 08, 2012, 01:07:50 » |
|
No cóż, ja czasami zaczynam od zakończeń  W sensie: mam je w głowie, tylko muszę coś wymyślić, co by takie zakończenie usprawiedliwiało. Akurat tego tekstu to nie dotyczy, ale paru innych rzeczy - już tak. A co do rozciągania... Też ostatnio tworzę takie opowiadanie, które rozrasta się i rozrasta i jakoś nie umiem go dokończyć - choć to akurat przypadek, kiedy zaczynałem od zakończenia  Po prostu cały środek mi się rozrasta 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|