Gotham Cafe

Forum ogólne => Seriale => Wątek zaczęty przez: michax77 on Grudzień 16, 2019, 22:42:15



Tytuł: Watchmen (HBO)
Wiadomość wysłana przez: michax77 on Grudzień 16, 2019, 22:42:15
http://www.youtube.com/watch?v=luvIreUzyXI

Strażnicy to serial Damona Lindelofa, który nawiązuje do komiksu Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa pod tym samym tytułem, uważanego za arcydzieło i kult. Ale nie jest to adaptacja komiksu, tylko coś na kształt kontynuacji oryginału Moore'a i Gibbonsa, którego akcja dzieje się współcześnie, w 2019 roku, a nie w latach osiemdziesiątych. Istotne jest to też z tego powodu, że wielu widzów, którzy nie znają komiksu, ale widziały film Zacka Snydera, który jest dość wierną adaptacją, tylko ma całkowicie zmienione zakończenie. No i ma to znaczenie, by wiedzieć jak się skończył komiks nim zasiądzie się do serialu, bo można się zdziwić o czym oni gadają.

Oczywiście doceniam komiks, podobał mi się, czytałem go co prawda dość dawno, pewnie przed premierą filmu Zacka Snydera, ale pamiętam że była to bardzo ciekawa lektura. Jedyny problem miałem taki jak z każdym serialowym, filmowym, komiksowym czy książkowym arcydziełem. Jak zasiada się do seansu albo czytania dzieła powszechnie uważanego za arcydzieło, to zawsze mam obawy, czy spodoba mi się aż tak jak wszystkim. A jak spodoba mi się mniej, to wtedy będzie rozczarowanie? Nie wspominając o sytuacji, gdy mi dzieło nie podejdzie zupełnie. Na szczęście bardzo mi się spodobał, ale czy bym uznał za arcydzieło to nie mam pojęcia. Ale rozumiem dlaczego jest na liście najlepszych komiksów, dlaczego jest tak cenionym dziełem.

Z filmem Snydera zaś mam tak, że lubię mimo paru wad, ładnie przeniósł karty komiksu do filmu, ale wydaje mi się, że lepiej zrozumiał komiks, o co w nim chodzi, twórca Lost i wspaniałego The Leftovers. Lindelof, który jest fanem komiksu długo był namawiany przez HBO, bo wiedział co go może spotkać, jaka krytyka, albo co gorsze hejt. Zresztą jeszcze długo przed premierą serialu napisał list dlaczego w ogóle bierze się za tą swoją kontynuację kultowego dzieła. No i zapowiedział że 2 sezon jeśli w ogóle powstanie, to decyzja będzie zależała w dużej mierze  od tego jak przyjęty będzie serial przez fanów. Pewnie wyobraził sobie sytuację jak Lindelof - fan komiksu zareagował by, gdyby dowiedział się, że ktoś robi kontynuację jego ukochanego dzieła. No i pewnie  też by narzekał, miał mieszane uczucia.  

A w przypadku kultowych dzieł, arcydzieł, nieważne czy komiksy, książki, filmy, seriale jest tak, że każdy powrót do dzieła po latach oznacza to, że trzeba przygotować się na dużą krytykę, przynajmniej części widzów, bo wiadomo, że nie każdego fana się zadowoli, jeśli w ogóle fandom się da zadowolić. Więc tak jak można było się spodziewać serial spotkał się z ogólnie bardzo dobrym przyjęciem dziennikarzy i krytyków, nie tylko w USA, ale też w Polsce, pewnie w innych krajach też. No i dla HBO okazał się sukcesem, bo co prawda w samej telewizji za wiele widzów nie zebrał, ale jeśli weźmie się pod uwagę oglądalność ze wszystkich platform jakie ma HBO w USA, ze wszystkich widzów to Watchmen okazał się sukcesem dla stacji.

 Jest to idealny przykład tego rodzaju serialu, który najlepiej sprawdza się do puszczania tradycyjnie, czyli tydzień po tygodniu, a nie wrzucania całości od razu. Dzięki temu można podyskutować ze znajomymi, wymieniać się opiniami i teoriami po każdym odcinku, dokąd fabuła prowadzi, czyli typowa produkcja dla Lindelofa. A w fandomie to jak w fandomie serial zbiera mieszane opinie. Oczywiście jest dużo osób, które po każdym odcinku powtarzały, że to lewicowa agitka polityczna, która robi dobrze afroamerykanom, serial skierowany przeciwko prawicowcom i wiele różnych obrzydliwych epitetów. No i pozwolę sobie na prywatę, bo ja mam prawicowe poglądy,  a wcale tak nie uważam, że to jest tego typu produkcja. No i co więcej serial bardzo mi się podoba. Nie uważam go za gówno, ale ale za bardzo dobrą rozrywkę. Widocznie jestem jakiś bardzo nietypowy prawicowiec:)

A co do fandomu to wiadomo,  że ile (zakochanych w oryginale) widzów tyle opinii i oczywiście każdy uważa, że ma rację. Część widzów jest zachwycona, uważa że Lindelof zrozumiał komiks, oddał idealnie jego ducha, ale też są odmienne opinie, czyli zniszczył komiks, nasrał na na niego, nie zrozumiał nic z przekazu oryginału. Ale co ja mówię o opiniach fandomu kultowego dzieła, bo  wśród moich dobrych kumpli mam całkowicie odmienne opinie. Jeden mi tydzień w tydzień krytykował i narzekał na serial, a drugi kumpel tydzień w tydzień, podobnie jak ja, był zadowolony. Ale ja nie jestem aż takim fanem komiksu, zresztą też za wiele z niego nie pamiętam, więc w dyskusje się nie wdawałem, tylko pisałem że mnie się podoba.

 A tak ogólnie do wracania do dzieł uważanych za świętości to mam takie podejście, że nie mam nic przeciwko powrotom, jeśli twórca ma pomysł, jeśli rozumie oryginał, ma do niego szacunek. No i nie mam nic przeciwko temu jak twórca bawi się oryginałem, ale dodaje coś nowego od siebie, zmienia, tylko z zachowaniem sensu przedstawionego świata. No i w przypadku serialu Lindelofa nawet ja widzę jego miłość do komiksu,  że zrozumiał oryginał. Oczywiście nie każdemu musi przypaść do gustu to jak zabawił się światem i  postaciami znanymi z oryginału, ale ja szanuje Lindelofa za jego wizję. No i lubię jak twórcy bawią się kultowymi dziełami, które są nie do ruszenia, jak przetwarzają motywy, wątki, postacie. Nie będę porównywał z oryginałem, bo mało z komiksu pamiętam, poza ogólnymi wrażeniami, że mi się podobał.

Mogę tylko powiedzieć tyle, że to jest typowy serial Lindelofa, przypominający najlepsze odcinki "Lost" i najlepsze odcinki "Pozostawionych", choćby przedostatni epizod A God Walks into a Bar to miłosna historia w stylu miłosnych historii jakie były w odcinkach The Leftovers i Lost (zwłaszcza miałem skojarzenia z pewnym odcinkiem z Desmondem). A typowy serial Lindelofa to oczywiście mam na myśli też to, że na początku mamy kilka wątków i postaci, które wydają się być niepołączone ze sobą, ale czym dłużej serial trwa to widać powiązania między bohaterami i wątkami, jak historie ładnie ze sobą się łączą. A dzięki temu, że całość ma tylko 9 odcinków, to na pytania i zagadki, których dostajemy dużo w pierwszej połowie serialu, to w drugiej połowie zaczynają się pojawiać odpowiedzi. I w sumie nie są to jakieś wymyślne odpowiedzi, by zaskoczyć widza twistem, zwrotem akcji, który wprowadzony jest bez sensu, ale większość rozwiązań jest zrobiona w taki sposób, że można we wcześniejszych odcinkach zauważyć okruszki porozrzucane przez Lindelofa i odpowiedzi nie zaskakują.

 Przyznam że niektórych rozwiązań się domyśliłem, bo fabuła jest prościutka, w tym tego z ostatnich minut siódmego odcinka, a innych nie, ale nawet tych, kórych się nie domyśliłem to mają sens, są logiczne.  Nie jest to sytuacja jak w Lost, gdy tak długo czekało się na odpowiedzi, czyli kilka lat, więc wiele osób finałem się rozczarowało (choć mnie się podobał). Nie jest to też przypadek świetnego Letfovers, w przypadku którego Lindelof przed emisją zapowiedział, że nie poznamy odpowiedzi o tym co się stało, bo nie o to w Pozostawionych chodzi. W przypadku Strażników Lindelof zapowiedział, że serial nie zakończy się cliffhangerem, a na większość pytań poznamy odpowiedzi. Ale inna sprawa, czy te odpowiedzi widzom będą pasować.

Podoba mi się do czego prowadzą poszczególne wątki, fajnie że Lindelof nie przekombinował. Podoba mi się też to co zrobiono w siódmym i ósmym odcinku z jedną postacią, czyli Manhattanem. Co prawda komiksu dokładnie nie pamiętam, więc nie powiem czy oddaje w pełni charakter postaci znanej z oryginału, ale spotkałem się z wyśmianiem przez część fandomu końcówki ósmego  odcinka, ale bardziej mnie przekonują wypowiedzi tych osób, które chwaliły rozwiązania związane z doktorem Manhattanem. Podały solidne argumenty, cytaty z komiksu, i wierzę opiniom tych czytelników, bo znają lepiej oryginał jak ja.

Realizacyjnie serial stoi na wysokim poziomie, jak każda produkcja HBO, czyli to jak scenariusz został rozpisany na 9 odcinków zasługuje na pochwałę, tak samo reżyseria odcinków, zdjęcia, montaż, a zwłaszcza DOSKONAŁA muzyka Trenta Roznera i Atticusa Rosa podbiła moje serce (a raczej uszy:D). Aktorsko to też solidna robota, wszyscy są znakomici w swoich rolach, nawet jak nie każda postać jest interesująca, to aktorzy wyciągają wszystko ze swoich bohaterów. Mam na myśli Reginę King, Dona Johnsona, Yahya Abdul-Mateen II, Toma Misona, Louis Gossetta Jr, Hong Chau, ale najlepsi moim zdaniem są Tim Blake Nelson, Jean Smart i Jeremy Irons.

 Podobały mi się też wszystkie nawiązania do oryginału oraz innych komiksów, oczywiście te co zauważyłem, do filmu Snydera, ale też do innych dzieł popkultury. Mam na myśli serial, który oglądają w świecie Watchmen, czyli American Hero Story, który jest nawiązaniem do seriali Ryana Murphyego, znanego z American Horror Story, American Crime Story. Podoba mi się to w jak ciekawy sposób Lindelof i spólka rozwinęli komiksowy oryginał, jak pogrywa sobie z materiałem źródłowym. Oczywiście niektórzy uważają, że narobił na komiks, używając łagodnych słów, ale ja podpisuję pod opiniami tej części fandomu, która uważa, ze Damon Lindelof oddaje ducha oryginału, udanie przetwarza materiał, zna zasady rządzące tym światem i  bohaterów, ich charaktery, jak się mogli zmienić przez te lata. Oprócz widzów, którzy przesadzają z negatywnymi opiniami, uważają za kupę, to są też widzowie, którzy zachwalają, ale też lubią przesadzać, tylko w drugą stronę. No i ja jestem bliżej opinii pozytywnych jak już wcześniej wspomniałem, ale też bez przesady, bo to nie jest arcydzieło, tylko bardzo dobra rozrywka. Ocena: 8/10.