Strony: [1]   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Mrs. America (FX i Hulu, HBO GO)  (Przeczytany 47 razy)
michax77

*



« : Lipiec 30, 2020, 22:14:22 »

Mrs. America

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=IFDrs1iuGmQ" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=IFDrs1iuGmQ</a>

Miniserial FX i Hulu dostępny na HBO GO, to kolejny z seriali z gwiazdą filmową w roli głównej, co w ostatnich latach stało się normalnością, a nie czymś niespotykanym, że znana aktorka/aktor gra główną rolę w serialu (albo znany reżyser bierze się za serial). W przypadku Mrs. America chodzi o Cate Blanchett, która już pojawiała się w serialach (np. w australijskim znakomitym Rake dostępnym na Netlixie), ale w gościnnych występach, a tutaj gra główną rolę, czyli konserwatystkę Phyllis Schlafly.

Miniserial przedstawia historię inspirowaną faktami. Jest to historia ruchu reministycznego, którego celem było wprowadzenie w USA w latach 70-ych poprawki do konstytucji gwarantującej kobietom równe prawa (w skrócie ERA). Po przeciwnej stronie barykady stała konserwatystka Phyllis Schlafly, grana przez australijską gwiazdę. Twórczynią serialu jest Dahvi Waller, która pisała wcześniej scenariusze do seriali Mad Men i niedocenianego, ale znakomitego Halt and Catch Fire.

Tematyka przyznam, że mnie za bardzo nie interesowała, ale trailer mnie kupił swoją energią. Serial podobnie jak trailer jest dynamiczny, dowcipny i pełen energii. Oglądałem całość z zainteresowaniem, mimo tego, że porusza temat o którym nie wiedziałem nic. A jaka to jest produkcja idealnie oddaje czołówka z rewelacyjnym kawałkiem Waltera Murphy?ego Fifth of Beethoven.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=S86Zsk85DBc" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=S86Zsk85DBc</a>

Muzycznie serial dostarcza w każdym odcinku. Hity z lat 70-ych nie są tylko po to, bo świetnie brzmią, ale też świetnie współgrają z tym co się dzieje na ekranie, np. fragment, w którym Gloria Steinem idzie w zwolnionym tempie, a w tle leci I Feel Love Donny Summer i obserwują ją z zachwytem przeciwniczki , to zapamiętam na długo.

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=v3iq8simU34" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=v3iq8simU34</a>

Już w zwiastunie widać było, że to będzie serial stylizowany na produkcje z lat 70-ych i potwierdza to miniserial. Oczywiście miejscami Mrs. America jest trochę przerysowana, ale nie aż tak jak myślałem. Byłem pewien, że od pierwszego odcinka Schlafly będzie pokazywana jako zło wcielone, a feministki jak anioły, a tak do końca nie jest.

Wszystkie kobiety są pokazywane przede wszystkim jako ludzie, z wadami i zaletami, więc są też sytuacje, gdy to feministki wkurzają swoim zachowaniem, a nie tylko Schlafly i jej dziewczyny. No i nawet można polubić Schlafly, przynajmniej na początku, bo z czasem to się zmienia, zwłaszcza w ostatnim odcinku, w którym pokazano jednostronnie co się z nią stało. Ale nawet mimo tego, jak bohaterka zmienia się przez dziewięć odcinków, to  w ostatniej scenie było mi jej po prostu szkoda, co jest zasługą Blanchett, która gra tak jak tylko ona potrafi.

W ostatnich latach w (prawie) każdym filmie, jakim ją widziałem to nie miała co grać, więc jechała na swojej charyzmie, a w miniserialu w końcu może pokazać na co ją stać. Podoba mi się, że serial daje też zabłysnąć reszcie aktorek, że gwiazda nie zagarnęła całego serialu dla siebie. W każdym z odcinków jest Phyllis, ale też każdy z epizodów jest poświęcony innej bohaterce i to po obu stronach barykady.

Wydarzenia są przedstawione z perspektywy kobiet tamtej ery ? zarówno ekipy Schlafly, jak i feministek, więc nie tylko Cate błyszczy aktorsko w tej produkcji, ale też reszta aktorek, np. Rose Byrne, Tracey Ullman, Uzo Aduba, Margo Martindale. Może jedynie Elizabeth Banks nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, jak reszta, choć też dostała swój odcinek. Nie licząc Sarah Paulson, która gra fikcyjną postać, czyli Alice, to pozostałe aktorki grają prawdziwe postacie. No i casting jest idealny. Nie chodzi tylko o to jak to dobre aktorki są, ale też jak bardzo przypominają prawdziwe wersje swoich postaci.

Zwłaszcza bym wyróżnił genialną Rose Byrne, która gra ikonę feminizmu Glorię Steinem. Przyznam, że ciężko mi odróżnić Rose Byrne od prawdziwej Glorii, jak porównam prawdziwą i fałszywą Glorie. No i też aktorce bardzo do twarzy w kostiumach z lat 70-ych, dziewczyna świetnie wygląda. Dla mnie to jedna z najlepszych ról Rose Byrne, która nie odstaje aktorsko od Blanchett. I dla mnie jest zaskoczeniem sporym że Byrne nie dostała nominacji do Emmy, choć inne aktorki tak.

Wszystkie panie grają tak dobrze, że nagrodziłbym serial za całą obsadę, za casting, a nie tylko za główną rolę, bo to było pewnie, że Cate Blanchett będzie nominowana do Emmy. Na wszelkie nagrody zasługuje za tą rolę, ale tak samo zasługuje cała żeńska obsada. Wspomniałem wcześniej o Alice, fikcyjnej bohaterce, którą gra ulubiona aktorka Ryana Murphego, twórcy AHS, ACS, Feud i Pose.

No i jak w ostatnich serialach Murphy?ego, Sarah Paulson, jechała na autopilocie, to w roli fikcyjnej przyjaciółki Phylis, Alice, gra na swoim dobrym poziomie. Rozumiem czemu twórcy stworzyli taką postać, żeby widz miał perspektywę, jak zmieniła się Phylis, bo to oczyma Alice obserwujemy przemianę postaci granej przez Blanchett.  Nie dość że świetnie Paulson zagrała, to też okazało się, ze potrafi śpiewać (jeśli śpiewała np. w American Horror Story to zapomniałem).

Nie wspominam nic o facetach, bo serial jest zdominowany przez kobiety całkowicie. Męża Phyllis gra John Slattery, ale jest go tyle co nic, nie ma za wiele do grania. Chyba zapamiętam tylko gościnny występ Bobby Cannavale, który pojawia się na parę minut, ale to występ z rodzaju takich, że wpadnę na chwilę na plan.

Mrs America to kolejna dobra serialowa produkcja z gwiazdą w roli głównej, ale też serial, w którym gwiazda nie dominuje nad resztą obsady, nad całością, jak jest np. w The Loudest Voice, który  ogląda się tylko dla genialnej roli Russella Crowe?a, czy w serialu HBO To wiem na pewno , w którym Mark Ruffallo daje taki popis aktorstwa, że cała reszta się nie liczy.

W przypadku Mrs. America, mimo rewelacyjnej Cate Blanchett, mamy do czynienia z taką produkcją, gdzie każda z aktorek, nawet mniej znana, wyróżnia się swoją grą. Jest to też serial, którego tematyka mnie w ogóle nie interesowała, ale tak zrealizowany, z taką energią, że seans każdego odcinka minął mi szybko. Oglądało się jak dobrą rozrywkę, choć to serial na ważny temat, a nie lekka, rozrywkowa produkcja.  Ocena: 7/10.
Zapisane
Strony: [1]   Do góry
Drukuj
Skocz do: