Strony: 1 ... 34 35 [36] 37   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Niewarte tematu filmy rozmaite  (Przeczytany 112892 razy)
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #700 : Czerwiec 01, 2020, 20:28:59 »

Tak to jest, jak się jeno na nowe produkcje czeka ;) Ja w maju widziałem 26 filmów, z czego 14 to rzeczy z niedawno minionej dekady. A produkcji z 2020 roku to jeszcze chyba żadnej nie widziałem :D

Co do "Ataku paniki" - bardzo świeżo i światowo ten film wypadł. Jasne, podobnych produkcji trochę już na świecie powstało, ale nie sądziłem, że jest w Polsce ktokolwiek, kto tak zgrabnie poprowadzi tego typu "hyperlink cinema". Sam wystawiłem mu 7/10, co mnie zaszokowało wręcz ;)

A z tymi komediami to jest coś na rzeczy, niektóre filmy są tak reklamowane - może komedie przyciągają po prostu więcej widzów? Nawet dołujące "Blue Jasmine" Allena wchodziło do kin jako komedia ;)
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #701 : Czerwiec 30, 2020, 19:05:32 »

Tak to jest, jak się jeno na nowe produkcje czeka ;)

W czerwcu już jest lepiej,  bo widziałem około 20 filmów, a też dlatego, bo nadrobiłem kilka filmów reżyserów, których sobie cenię, ale nie widziałem ich wszystkich filmów.

7500 (2019)

Nocny lot z Berlina do Paryża. Chwilę po wzbiciu się samolotu w powietrze i odpięcia pasów przez załogę i pasażerów dochodzi do ataku terrorystycznego. Dwóch pasażerów szturmuje kokpit raniąc dwójkę pilotów, ale nie udaje im się przejąć kontroli nad maszyną. Przez większość czasu to trzymający w napięciu thriller stawiający na jedno miejsce akcji, czyli kokpit. Nie widzimy co się dzieje w samolocie, tylko tyle co jeden z pilotów, którego świetnie gra Joseph Gordon Levitt.

Debiutujący reżyser stawia na realizm co działa przez większość 90 minutowego filmu, ale coś się popsuło w ostatnim akcie, gdzie dochodzi do rozwiązań dość dziwnych, które popychają fabułę do przodu. Główny bohater zachowuje się w ostatnich minutach filmu nie powiem, że nie odpowiednio do sytuacji, bo ciężko powiedzieć jakby każdy z nas zachował się w takich trudnych sytuacjach, więc nie oceniam bohatera  ale przez decyzje bohatera ostatnie 20 minut ogląda się jak rozciągnięty epilog, który zaczyna nudzić.  Od pewnego momentu wiadomo jak film się skończy, więc napięcie spadło przez co nie mogę postawić więcej jak 6/10, mimo świetnej roboty realizacyjnej i dobrej gry JGL.

 Artemis Fowl (2020)

Adaptacja pierwszego tomu serii fantasy napisanej przez Eoina Colfera, która na tą chwilę składa się z ośmiu tomów, to film słaby, więc nie dziwi mnie, że Disney zdecydował się wrzucić swoją produkcję na platformę Disney+. Wiadomo że epidemia, ale inne blockbustery Disney przesuwa premiery o kilka m-cy, a nawet rok, a skoro film Kennetha Branagha wrzucili na D+ to musi oznaczać, że coś z filmem nie wyszło. No i nie wyszło. Film jest nudny, nieciekawy, choć cały czas się coś dzieje. Jedyne co mi się podobało to krajobrazy, bo kręcono w Irlandii. No i Lara McDonnell w roli Kapitan Niedużej.

Nie licząc ich największych hitów, które zarabiają miliony dolarów rocznie, czyli filmów Pixara, kinowego uniwersum Marvela, Star Wars, i kopii jeden do jednego ich animacji, np. Pięknej i Bestii,  Króla Lwa, które kręcą jako filmy fabularne, to (prawie) każda próba zrobienia czegoś innego i nowego to są filmy słabe, tragiczne (może oprócz filmu z Kubusiem Puchatkiem i Ewanem McGregorem).

Choć nawet remaki animacji Disneya to nie są idealne filmy, ale większość tych filmów zarabia grubą kasę co rok, np. ostatnie SW zarobiło ponad miliard (i to ciekawy przypadek, bo klapa jeśli chodzi o opinie, ale zarobił dużo). A reszta ich produkcji, których nie wymieniłem jest taka jak Artemis Fowl, czyli nieoglądalna kupa,  ale co ciekawe tworzona przez dobrych reżyserów. Jest to  kolejna wysokobudżetowa produkcja Kennetha Branagha, która mi nie podeszła. A gdybym nie znał jego ekranizacji Szekspira to bym mógł pomyśleć, że cały talent Branagha gdzieś przepadł. Ocena: 4/10.

Barry Lyndon (1975)

Ostatnio mało ciekawych nowości, więc wziąłem się za nadrabianie filmów, których nigdy nie widziałem (ewentualnie przypominałem sobie, bo widziałem tak dawno, że nic nie pamiętam) i zacząłem od jednego z klasyków Stanleya Kubricka. No i zanudziłem się na tym 3 godzinnym filmie na śmierć.

Ok, żartowałem, jestem zachwycony filmem. To jedyny film Kubricka, którego nie widziałem i może mnie pamięć myli, ale wydaje mi się, że pierwszy, który mnie NIE zmęczył (mimo tego, że większość oceniam przynajmniej na 8/10), tylko seans zleciał bardzo szybko i miejscami film mnie bawił, bo czasami to jest mocno czarna komedia.

O realizacji filmu mądrzejsi ode mnie się wypowiadali, więc powiem tylko tyle że np. zdjęcia to ideał, dosłownie każde ujęcie z filmu nadaje się na obraz na ścianie. Muzycznie film też dostarcza. A jak to bywa u Kubricka, to czasami jego wybory muzyczne wydają się być dziwne, ale idealnie pasują do scen. Historia też jest bardzo ciekawa, wciągnąłem się w losy głównego bohatera, choć to nie jest postać, której bym kibicował.

Postawię 9/10, choć nie jestem zdziwiony, że dla wielu widzów to arcydzieło, ale ja 10  daję tylko ulubionym filmom. Bardzo rzadko stawiam najwyższą ocenę, ale ta którą postawiłem to jest wysoka ocena. Nie mam się do czego przyczepić i na tą chwilę to mój ulubiony film Kubricka, choć musiałbym przypomnieć sobie wcześniejsze, żeby się w tym upewnić.

Da 5 Bloods (2020)

Czterej czarnoskórzy weterani wracają do Wietnamu dziesiątki lat po wojnie w poszukiwaniu szczątków swojego dowódcy i ukrytego złota. Najnowsza produkcja Spike'a Lee to połączenie komedii, dramatu o Afroamerykanach - weteranach wojennych cierpiących na PTSD, kina wojennego, buddy movie, kina politycznego i coś na kształt nieoficjalnego remaku znakomitego filmu Johna Hustona Skarb Sierra Madre.

Spike Lee chciał poruszyć dużo tematów i wyszedł groch z kapustą. No i film jest za długi, jakby wyciąć z 30-40 minut to byłby lepszy, bo po 90 minutach zacząłem się nudzić, a film trwa dwie i pół godziny. Ale przez pierwsze 90 minut nie jest tak źle jak niektórzy mówią, tylko że ostatnia godzina to jest straszna słabizna. Tak mnie zmęczył ostatni akt, w którym wali Spike Lee przekazem wprost w widza, jak to on ma w zwyczaju w ostatnich filmach. Bohaterowie łamią czwartą ścianę i mówią do kamery co myśli Spike Lee.

Podobnie było w dobrym Czarnym bractwie. BlacKkKlansman  z młodym Washingtonem i Adamem Driverem, o czarnoskórym policjancie, który wstąpił do Ku Klux Klanu. Film mi się podobał w 90%, ale niepotrzebnie w ostatnich 10 minutach reżyser walnął agitkę polityczną, więc zmienił się w ostatnich minutach gatunek filmowy, co bardzo zgrzyta z resztą filmu. Oglądało się zakończenie, tak jakby Lee miał widzów za głupków, że nie załapali przekazu jaki płynie z treści Czarnego bractwa.

W najnowszym filmie te 10 minut niepasujące do całej reszty z poprzedniej produkcji jest rozciągnięte do 30-40 minut , przez co jak początkowo miałem dać 7/10, to ostatnie 30-40 minut jest tak męczące, że na 5.5/10 spadła ocena. Gdyby film skrócić, wywalić niektóre momenty, to mógłby z tego wyjść dobry film, a tak wyszło takie nie wiadomo co. Oczywiście doceniam pomysł na film, realizację, aktorstwo, zwłaszcza Delroy'a Lindo, którego znam z ról w kinie popularnym, w sensacyjnych filmach, a tutaj ma dramatyczną rolę i dał radę.

Emma (2020)

Kolejna ekranizacja klasycznej powieści Jane Austen, to niby wierna adaptacja, ale twórcy filmu postanowili zrobić z tego klasyka literatury komedię omyłek, co wyszło zabawnie, uroczo, wzruszająco, bezpretensjonalnie i świeżo. Znakomita główna rola Taylor-Joy, która nie potrzebuje dialogów byśmy wiedzieli co Emma myśli. Wystarczy jak gra twarzą, by sprzedać wszystkie emocje jakie towarzyszą Emmie. Anya pokazała, że nie jest tylko królową horrorów, ale w każdym gatunku się sprawdzi. Ale nie tylko ona błyszczy aktorsko, bo praktycznie cała obsada gra pierwszorzędnie, np. Bill Nighy, Josh O'Connor, Jennifer Flynn.

Brawa należą się też  dla debiutującej reżyserki Autumn de Wilde i dla odpowiedzialnych za scenografię i kostiumy, bo Emma wygląda przepięknie (mam na myśli film i tytułową bohaterkę). Rewelacyjna jest też muzyka Isobel Waller Bridge, która idealnie buduje klimat produkcji. Soundtrack brzmi wesoło i figlarnie, jak tytułowa bohaterka i film. Nie spodziewałem się aż tak dobrej produkcji po tej milionowej adaptacji powieści. Ocena: 8/10.

Eurovision Song Contest: The Story of Fire Saga (2020)

Wiil Ferrel po obejrzeniu jednego z konkursów Eurowizji, tak zafascynował się tym muzycznym programem, że postanowił nakręcić hołd dla Eurowizji, film narodzony z miłości do tego konkursu, Jest to komedia o Larsie i Sigridzie, którzy od dziecka marzą, żeby wziąć udział w Konkursie Eurowizji. W wyniku pewnych wydarzeń, których nie zdradzę (choć mnie kusi bo to zagranie godne Georga R.R. Martina i Gry o Tron) udaje im się dostać na kolejną edycję konkursu.

Nie przepadam za Ferrellem, ale to całkiem sympatyczny film. Już początek mnie rozbawił, ale niezamierzenie, gdyż Islandczyka gra Pierce Brosnana, a resztę mieszkańców miasteczka grają aktorzy znani z produkcji islandzkich, szwedzkich. Jakbym miał zgadywać to pewnie odpowiedzialny za wybór aktorów poprosił o Islandczyka, a ktoś się przesłyszał i zrozumiał,że potrzebują Irlandczyka;-)

Jak już jestem przy byłym Bondzie to niestety jest bardzo drewniany, to kolejna komedia, w której Brosnan nie ma wyczucia komedii, choć w jego Bondach były sceny humorystyczne, w których wypadał dobrze. Lubię go za 007 i kilka dobrych ról dramatycznych, ale w komediach sobie zupełnie nie radzi.  A wracając do filmu, to sympatycznie się ogląda, co jest zasługą głównej obsady, czyli Willa Ferrella i Rachel McAdams.

No i doskonałego Dana Stevensa w roli rosyjskiego faworyta oraz zabawnych dialogów i absurdalnych pomysłów. Może nie każdy dowcip trafia, ale ogląda się miło i lekko. Film ma też świetnie zaśpiewane piosenki przez Ferrella, ale nie przez McAdams i Stevensa (w jego przypadku to zdziwiłem się, bo potrafi śpiewać co pokazał w serialu Legion), tylko prawdziwych piosenkarzy. A finałowa piosenka aż za dobrze na Eurowizję, brzmi jak zaginiony kawałek z którejś z animacji Disneya. Ocena: 6+/10.

Fail Safe (1964)

Widziałem kilka filmów Sidneya Lumeta (12-u gniewnych ludzi, Serpico, Pieskie popołudnie, Werdykt z Paulem Newmanem, Gloria, Nim diabeł dowie się że nie żyjesz, Wzgórze, Agresja, Morderstwo w Orient Expressie i Rodzinny interes) i w większości są to znakomite produkcje, nie tylko debiut. A ostatnio nadrobiłem kilka innych, w tym mniej znanych. I zacząłem od Czerwonej liniii, który podobnie jak debiut reżyserski Lumeta o ławie przysięgłych jest produkcją, w której postaci tylko rozmawiają ze sobą, ale napięcie można kroić nożem.

Jest to produkcja trochę w stylu filmu Kubricka Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę ale tematyka w filmie Lumeta jest podana od początku do końca na poważnie, to nie jest satyra. Zresztą słyszałem, że Kubrick podobno podał do sądu o plagiat twórców Fail Safe, ale nie wgłębiałem się w temat, nic więcej nie wiem.

Akcja dzieje się w czasie zimnej wojny między Rosją a Ameryką. Pewnego dnia na ekranach amerykańskich radarów pojawia się UFO. Dowództwo zgodnie z procedurą wysyła swoje bombowce uzbrojone w broń masowego rażenia  do ataku na określone miasta w ZSRR. Ale gdy alarm zostaje odwołany, jedna z grup bombowców w wyniku błędu komputera dostaje omyłkowy rozkaz ataku na Moskwę. Rozpoczyna się tragiczny wyścig z czasem.

Film oparty na dialogach, wiec aktorzy są najważniejsi i wszyscy grają jak najlepiej potrafią, nie tylko tak znane nazwiska, jak Walter Matthau i Henry Fonda, ale też nieznani mi, jak aktor grający tłumacza. Sceny z tłumaczem i prezydentem USA, gdy rozmawiają przez telefon z Rosjanami to mistrzostwo świata. Moim zdaniem w tych scenach nie tylko Fonda, ale też aktor grający tłumacza daje wielki popis aktorstwa. No i to nietypowe jak na Hollywood zakończenie. Bardzo dobry thriller polityczny o którym do niedawna nie słyszałem. Ocena: 8/10.

Force of Nature (2020)

Czekam na każdy film z Melem Gibsonem, ale na seans tej produkcji nie miałem ochoty, mimo tego, że fabuła dość ciekawa jak na kino akcji (nadzorujący ewakuację budynku policjant musi stawić czoła przestępcom i niszczycielskiej sile huraganu), bo trailer zapowiadał słabe kino akcji na poziomie produkcji ostatnich z Brucem Willisem, które lądują prosto na vody.  Trailer zapowiadał film, który mógłby lecieć na Polsacie albo TV 4 i niestety to jest tak marna produkcja.

Zresztą rolę Gibsona miał grać początkowo Willis, ale zrezygnował i dostał tą rolę inny (dawny) bohater kina akcji. Szkoda, bo ostatnio Gibson ma dobre role w dobrych filmach, a trafiła mu się taka padaka. Dobrze jedynie, że gra drugoplanową rolę. Jeden z najgorszych filmów z Melem Gibsonem, na poziomie Maczety 2 Rodrigueza. Ocena: 3/10.

Fort Apache the Bronx (1981)

Dobre kino policyjne, jak z lat 70-ych, które mógłby nakręcić Sidney Lumet, ale to nie jest jego film. Film przypomina trochę seriale takie jak The Wire i  The Shield, czyli jest kilka równolegle prowadzonych wątków, które się wzajemnie przeplatają. Dużo dobrego dla tej produkcji robi klimat Bronxu i rola Paula Newmana, który nawet w tak mało znanej produkcji pokazuje klasę aktorską. W ważnej drugoplanowej roli pojawia się Pam Grier. Ocena: 7/10.

My Spy (2020)

Agent CIA JJ ma wiele zalet i jedną kardynalną wadę - szybciej strzela niż myśli. Po kolejnej zawalonej misji otrzymuje proste zadanie, czyli obserwowania mamy i 9-letniej Sophie. Niezła komedia familijna z Dave Bautistą, przypominająca trochę Gliniarza w przedszkolu z Arnoldem. Ocena: 6/10.

Network (1976)

Sieć Lumeta z Peterem Finchem, Williamem Holdenem, Faye Dunaway i Robertem Duvallem, to kolejny thriller polityczny Lumeta, w którym nic tylko gadają, czyli tak jak w debiucie 12-u gniewnych ludzi, a film trzyma w napięciu. Reżyser mocno po głowie wali przekazem, film może wydawać się przesadzony, a przynajmniej za premiery mógł być tak odbierany, ale dzisiaj ogląda się jak Jokera, tylko nakręconego w latach 70-ych. Ocena: 7/10.

Night Falls on Manhattan (1996)

Kolejny udany film Sidneya Lumeta, którego akcja dzieje się w kręgach policyjnych, ale trochę inny jak poprzednie. Zaczyna się jak dobre kino policyjne (choć to jak nieporadni są w tym filmie gliniarze, którzy sami siebie zabijają, jak ścigają mordercę to myślałem że tylko w latach 70-ych tak pokazywano policję), ale dość szybko film zmienia się w dramat sądowy, a w trzecim akcie dostajemy historię, oczywiście jak to u Lumeta, o korupcji w policji.

Dobra robota, choć moim zdaniem akcja pędzi za szybko. Każdy z wątków powinien trwać dłużej, lepiej byłoby jakby film trwał z godzinę dłużej, albo gdyby powstał z tej produkcji serial, bo wszystkie wątki trwają po około 30 minut. Widać to najlepiej po głównym bohaterze, który na początku jest asystentem, a już w połowie filmu kandyduje na prokuratora.

Żaden z wątków nie wybrzmiewa należycie, ale Lumet to tak sprawny reżyser, że ogląda się z przyjemnością. Warto obejrzeć dla ról Andy Garcii, (niedawno zmarłego) Iana Holma, Jamesa Gandolfini (za nim zagrał w serialu Rodzina Soprano), ale tutaj nawet drugi plan jest świetny, np. prokurator generalny, grany przez Roba Leibmana, który zachowuje się jak typowy krzyczący i ciągle zdenerwowany kapitan na posterunku policji z filmów z lat 80-ych. Ocena: 7/10.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 01, 2020, 12:38:47 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #702 : Czerwiec 30, 2020, 21:21:45 »

Power (1986)

Kolejny dobry thriller od Lumeta, oparty na dialogach, świetnie zagrany przez Richarda Gere (jeszcze nie siwy), Gene Hackmana, Denzela Washingtona (okazało się że przed Dniem Próby, na początku swojej kariery, też grał role negatywne), Julie Christie i J.T. Walsha. Choć wolałbym Gene Hackmana w głównej roli, a Gere'a na drugim planie, bo lepszy aktor.  Po prostu wolę Gere'a z lat późniejszych, bo jak postarzał się, to jakimś cudem stał się lepszym aktorem. Ocena: 7/10.

Prince of the City (1981)

Policjant Daniel Ciello decyduje się współpracować z prokuraturą i informować ją o zakrojonej na szeroką skalę korupcji wewnątrz wydziału. Książę wielkiego miasta, czyli powrót Lumeta do tematu korupcji policji, ale tym razem jest to trochę inny obraz jak Serpico z Alem Pacino, choć wcale nie gorszy. Bardziej przypomina, też przez długość bo trwa 3 godziny, epopeję, filmy jakie kręciło się o gangsterach.

Jest to opowieść o gliniarzu, który jest innym policjantem jak bohater grany przez Pacino, nie tak naiwny idealista jak Serpico, tylko gość , który dobrze żyje i zarabia, ale z czasem zmienia zdanie. W roli głównej Treat Williams, za którym nie przepadam, chyba tylko w 1941Spielberga mi się podobał. Początkowo proponowano tą rolę właśnie Alowi Pacinowi, który odmówił przez podobieństwa do Serpico. Widać że to rola skrojona pod Pacino, bo jest sporo scen, gdzie Danielowi puszczają nerwy, więc Williams drze się, pewnie w tych scenach Al Pacino by szarżował na 100%. A co do Williamsa to wypadł ok, ale wciąż nie uważam żeby to był za dobry aktor. Nie rozumiem jego popularności w latach 80. Ocena: 8/10.

Q & A (1990)

Pytania i odpowiedzi to kolejny z serii filmów Lumeta o gliniarzach, ale nie jest tak, że jedynie takie filmy kręcił, po prostu te produkcje nadrobiłem. Młody adwokat stara się znaleźć dowody w sprawie przeciwko powszechnie szanowanemu policjantowi. W roli prawnika Timothy Hatton a gliniarza gra świetnie Nick Nolte. To nie jest tak dobry film jak Prince of the City i Serpico, mimo świetnego Nolte'a. Na uwagę zasługuje też rola Armanda Assante. Zaskoczyło mnie, że Assante jest więcej jak Nolte, który wymieniony jest z Huttonem w rolach głównych, a więcej go nie ma jak jest.  Ale mimo tego, że to nie kolejne Serpico i Prince of the City to i tak całkiem niezła produkcja, którą oceniam na 6/10.

The Anderson Tapes (1971)

Ostatni wspólny film Lumeta i Connery'ego, którego nie widziałem do tej pory to heist movie, w którym szkot gra włamywacza Duke'a. No i nadrobiłem w końcu. Po wyjściu z więzienia Duke razem ze swoją ekipą (m.in. młodziutki Christopher Walken) obmyśla plan okradzenia mieszkańców luksusowych apartamentów. Jak na Lumeta to wyjątkowa pozycja, bo jest to kino czysto rozrywkowe, jest sporo humoru, ogląda się lekko.

Connery gra w sumie Bonda,  bo 10 minut od rozpoczęcia filmu jest już u swojej byłej dziewczyny, której rzuca tekst typowy dla Bonda Connery'ego "nie miałem od 10 lat baby", a ona szczęśliwa ląduje z nim w łóżku, ale są też inne niepoprawne polityczne dialogi, jak "taki grubiutki facet, pedał". I pomimo całej mojej sympatii do szkockiego aktora (widziałem większość filmów z nim, a od lat 80 do ostatniego filmu to wszystkie) i twórczości Lumeta to jest najsłabszy ich wspólny film. O wiele lepszy jest ostatni film Lumeta i Connery'ego, Rodzinny biznes z lat 80-ych , który też można zaklasyfikować jako heist movie (choć musiałbym moją opinię zweryfikować, bo widziałem wieki temu), w którym Dustin Hoffman grał syna Seana Connery'ego.

Najlepszymi filmami tego cenionego reżysera i Szkota wciąż pozostają The Hill z 1965 roku i The Offence z 1973 roku. Wzgórze jest znane,  ale Agresji, w której gra gliniarza przesłuchującego podejrzanego o pedofilię mało kto słyszał, mimo tego jak to dobry film. No i film nic na siebie nie zarobił za premiery, mimo tego że kosztował milion dolarów. Pewnie dlatego, bo to była zupełnie inna rola jak 007 czy złodziej z Taśm prawdy, gdzie powtarza trochę rolę agenta brytyjskiego.

Widzowie nie chcieli pewnie go oglądać w roli nerwowego gliniarza, a The Offence miał premierę kilka lat po tym jak pożegnał się z Jamesem Bondem. Pokazał w tych filmach, że jest dobrym aktorem, co zaowocowało w latach 80 i 90 gdzie zagrał najlepsze role w swojej karierze. Connery to taki aktor, który jest jak wino, czyli czym starszy, to lepszy. No i siwizna dodała mu elegancji, nie dziwne że obsadzano go później w rolach królów. Jest jeszcze Morderstwo w Orient Expressie, ale to Agresja i Wzgórze są najlepszymi filmami Lumeta z Seanem Connery. A co do Taśm to postawię 5/10, czyli pierwszy film Lumeta, który mi nie podszedł.

The Host (2020)

Niezły holenderski film, który zaczyna się jak historia o gościu, który wpakował się w długi w kasynie i wykorzystują go gangsterzy do własnych celów, ale w połowie zamienia się w thriller w stylu Psychozy. Ocena: 6/10.

The Informer (2019)

Były agent sił specjalnych Pete Koslow, Amerykanin polskiego pochodzenia, infiltruje polską mafię, kierowaną przez 'Generała' Klimka, która opanowała handel narkotykami w Nowym Jorku. Film jak film, widziałem lepsze z gatunku kina sensacyjnego, ale kto by pomyślał, że obejrzę 'polski' film o mafii, która rządzi półświatkiem w USA, na dodatek z tak dobrymi aktorami, jak Joel Kinnaman, Rosamund Pike, Clive Owen i Ana De Armas. Co prawda nie mają co grać - Kinnaman jedzie na swojej charyzmie, Clive Owen ma całkowicie wywalone, podobnie Pike, a De Armas jest zatroskaną, martwiącą się żoną.

Jest to jeden z tych niewielu amerykańskich filmów, gdzie Polaków grają Polacy, którzy dobrze mówią po polsku i grają całkiem dobrze. Dwie role grają aktorzy, których znam z polskiego kina. Syna Klimka, Staszka, gra Mateusz Kościukiewicz, a więźnia, który pomaga Kinnamanowi w kiciu gra Mirosław Staniszewski (wypłynął główną rolą w Jestem Mordercą Macieja Pieprzycy, o sprawie wampira ze śląska). A nawet Kinnaman stara się mówić po polsku i daje sobie całkiem dobrze rade. Ocena: 5/10.

The Last Days of American Crime (2020)

Rząd wkrótce wyśle do umysłów obywateli sygnał, który położy kres wszelkim przestępstwom. Tymczasem społeczeństwo nie chce się na to zgodzić i dochodzi do protestów. Ale nim dojdzie do wysłania sygnału grupa złodziei planuje dokonać ostatniego skoku na bank.

Zwiastun zapowiadał fajne kino akcji, ale zastanowiło mnie to, że trwa 2,5 godziny, co nie jest dobrym prognostykiem dla prostego kina akcji, choć są wyjątki jak Gorączka Michaela Manna. Miałem słuszne obawy, bo przez 70 minut dosłownie NIC się nie dzieje, wieje nudą. Oczywiście po 70 minutach są nawet fajne sceny akcji, ale fabuła jest tak opowiedziana, że przez połowę nie mogłem się połapać o co chodzi, mimo tego jak prosta to historia. Ale nie powinienem być zaskoczony,  bo to film Oliviera Megatona (a raczej Megatrona :D), który nakręcił wcześniej Transportera 3, Taken 2 i 3.  Szkoda Edgara Ramireza, Sharlto Copley'a i Michaela Pita na tak słaby film. Ocena: 3/10.

The Pawnbroker (1964)

Kolejny z filmów Lumeta jaki nadrobiłem jest to Lombardzista. Wydaje mi się, że to jeden z pierwszych przypadków filmu, w którym poruszono temat zespołu stresu pourazowego. A jak się nie mylę to w latach 60 nie zdiagnozowano tego zespołu, dopiero po wojnie w Wietnamie zaczęto robić badania w tym kierunku.

Jest to opowieść o tytułowym lombardziście, byłym więźniu obozu koncentracyjnego, który nie potrafi okazywać uczuć innym. Obserwujemy przeżycia głównego bohatera, które przeplatane są wspomnieniami z obozowego życia. A normalne sytuacje dnia powszedniego w głowie bohatera zamieniają się w chwile traumatyczne, trudne do zniesienia. Sidney Lumet z ogromną wrażliwością pokazuje sytuacje głównego bohatera, którego doskonale gra Rod Steiger. Wierzy się w jego postać, w jego cierpienie. Za samą główną role film zasługuje na 7/10.

The Song of Names (2019)

II wojna światowa. Dziewięcioletni Martin nawiązuje silną więź ze swoim przybranym bratem Dovidlem - Żydem polskiego pochodzenia, który przybył do Londynu jako uchodźca. Dovidl jest uzdolnionym skrzypkiem. Mając ponad 20 lat Dovidl ma zagrać swój debiutancki koncert, ale na godzinę przed występem znika bez śladu. Wiele lat później Martin postanawia znaleźć zaginionego brata.

Super obsada, bo Tim Roth, Clive Owen i  Magdalena Cielecka w drugoplanowej roli, ale ta europejska produkcja jest tak nijaka, mimo dobrej gry aktorów, też mam na myśli dzieciaków grających Martina i Dovidla w retrospekcjach, że nie wywołuje żadnych emocji, choć powinna przez to jaki temat porusza. Ocena: 5/10.

Where'd You Go, Bernadette (2019)

Bernadette Fox ma kochającego, choć zapracowanego męża oraz córkę, piętnastoletnią Bee, dla której jest najlepszą przyjaciółką. Bernadette jest kobietą ekscentryczną, nieunikającą konfliktów z otoczeniem. Pewnego dnia znika w dziwnych okolicznościach. Córka postanawia za wszelką cenę ją odnaleźć.

Richard Linklater stara się jak może byśmy polubili główną bohaterkę i jej problemy pierwszego świata, jak niektórzy mogli by powiedzieć, i trzeba przyznać, że udaje mu się to, dzięki poczuciu humoru reżysera i jego wrażliwości, pokazuje z empatią bohaterów. Ale dla mnie to jeden ze słabszych filmów Linklatera, choć i tak na porządnym poziomie co oczywiście jest zasługą obsady, zwłaszcza Cate Blanchett, która gra na swoim wysokim poziomie. Po serialu Mrs. America to kolejna świetna rola aktorki w ostatnim czasie i choćby dla niej warto zobaczyć film. Choć do ideału filmowi daleko, o wiele lepszy był przedostatni film Linklatera ze Steve Carellem i Bryanem Cranstonem. Ocena: 6/10.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 01, 2020, 12:37:15 wysłane przez michax77 » Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #703 : Lipiec 09, 2020, 20:21:27 »

Dobry debiut reżyserski Andrew Pattersona, realizacyjnie to świetna robota, zdjęcia, muzyka, montaż, no i świetnie zagrany, ale też nietypowy film SF,  bo film opiera się głównie na dialogach wypowiadanych w szybkim tempie,  jak w filmach wg scenariuszy Sorkina, a dialogów jest dużo co może początkowo rozprasza, ale z czasem film wciąga i trzyma mocno w napięciu. Nie ogląda się jak dzieło debiutanta, ale reżysera ze swoim stylem. Nie zdziwię się jak Patterson zostanie zauważony przez Hollywood i zrobi coś np. dla Marvela, dla Disneya, bo widać już w pierwszym filmie jaki ma talent. Ciężko do tego debiutu się o cokolwiek przyczepić. Ocena: 7/10.

No ja się przyczepię do początku, który jest przekombinowany. Ciężko przez pierwsze kilkanaście minut powiedzieć coś dobrego o bohaterach, bo cały czas są w ruchu i prawie zawsze tyłem do widza... i dialogi w tej części filmu były lekko męczące. Ale jak już przebrniemy przez to przydługie intro i wchodzi właściwa historia to robi się duuużo lepiej. Faktycznie jest tu kilka fajnych zabiegów formalnych, jak ten przejazd kamery z jednego końca miasta na drugi i montażowe zabawy z połączeniami telefonicznymi... tylko to mi się znów gryzło trochę z tymi bardzo długimi, statycznymi monologami  :D Ale same monologi były świetne. Klimat sci-fi rodem z Twilight Zone wręcz się z nich wylewał i to jest też największy plus tego filmu.

The Vast of Night dostaje ode mnie 6.5/10. Udany debiut ale ma parę mankamentów.
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room. Trakt - Letterboxd
michax77

*



« Odpowiedz #704 : Wrzesień 04, 2020, 22:50:19 »

Legacy of Lies (2020)

Scott Adkins gra byłego agenta MI6, Martina, który odszedł ze służby z powodu pewnej tragedii z przeszłości. Po wielu latach kontaktuje się z nim dziennikarka, która prosi go o pomoc w znalezieniu pewnych plików na które polują też angielskie i rosyjskie służby. Niby kolejny z wielu filmów klasy B z Scottem Adkinsem, ale trochę inny od pozostałych produkcji.

Nie twierdzę, że nagle z kina akcji aktor przeszedł do dramatów psychologicznych, ale gra trochę bardziej skomplikowaną postać jak w innych filmach (chodzi mi o przeszłość bohatera). Pokazane są jego relacje z córką, jest to równie ważny wątek co pozostałe. I przyznam, że to kolejny w ostatnim czasie film z Adkinsem, gdzie gra spoko. Choć pewnie fanów mordobić zmartwi to, że mało się bije (a gość dla mnie jest godnym następcą Van Damme i reszty fighterów z lat ery VHS), że nie popisuje się sprawnością fizyczną, ale to i tak jeden z lepszych filmów z Adkinsem. Ocena: 6/10.

Mortal (2020)

Eric odkrywa, że ma super moce, które mogą krzywdzić ludzi, ale też im pomagać. Jedyną osobą, która stara mu się pomóc jest Christine współpracująca z policją. Ciekawy pomysł na film, który przenosi norweskie baśnie/mity do współczesności, czyli historię Thora (po obejrzeniu trailera chyba każdy domyślił się kim jest główny bohater), ale film nie do końca się udał. Nie przeszkadza mi jak długo się film rozkręca, w czym pomagają piękne zdjęcia, tylko to jak kończy się, czyli w najciekawszym momencie i dlatego nie dam więcej jak 5/10, bo dostałem urwaną historię, jakbym zobaczył pilot serialu.

Problemem też jest to, że nie uwierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia między bohaterami, chemii nie widziałem między Ericiem i Christine. Są to postacie niezbyt charyzmatyczne,  co w przypadku Erica jest błędem, gdy okazuje się kim jest.

Palm Springs (2020)

Kolejna komedia bawiąca się motywem utknięcia w pętli czasowej, ale udana. Nie jest to do końca powtórka z Dnia Świstaka, tylko trochę inne podejście. Nie widziałem za wiele filmów i seriali z Andy Sambergiem, ale tutaj się sprawdza w roli znudzonego chłopaka, który utkwił w pętli czasu, więc żyje z dnia na dzień. Równie dobra jest dziewczyna grana przez Cristin Milioti, która przypadkiem wplątuje się w dzień świstaka Andy Samberga. A co najważniejsze jest między nimi chemia. Świetny jest też J.K. Simmons na drugim planie.

Przez pierwszą połowę seansu to szalona komedia, ale w drugiej połowie jakby twórcy się skapnęli, że niewiele czasu im zostało do końca, więc film zamienia się w typową i schematyczną komedię romantyczną z elementami pętli czasu, ale wciąż zapewniającą dobrą rozrywkę. Ocena: 7/10.

Peninsula (2020)

Sequel jednego z lepszych filmów z zombiakami, czyli Train to Busan (choć też widziałem lepsze koreańskie filmy, nie jest aż tak genialny jak się mówi), a tak naprawdę to jest spin-off dziejący się w tym samym świecie, z akcją kilkadziesiąt lat później, który ogląda się jak połączenie Walking Dead z Mad Maxem, tylko w koreańskim wydaniu. Więc jeśli nie oglądaliście Train to Busan to możecie obejrzeć dwójkę, bo nie ma nic wspólnego z poprzednim filmem. Początkowo trochę się nudziłem, ale z czasem akcja się rozkręca.  Jest to typowe kino akcji od Koreańczyków, ze strzelankami, pościgami, tylko w bonusie dostajemy zombiaki i postapo. Oglądało się całkiem dobrze w drugiej połowie i dlatego oceniam na  6/10.

Project Power (2020)

Na ulicach Nowego Orleanu rozchodzą się plotki o tajemniczej pigułce, która wyzwala super moce. Ale jest pewien haczyk ? każda osoba reaguje na nią inaczej, ale też nie wie, co się stanie dopóki jej nie połknie. Niby kolejny taki sobie akcyjniak Netflixa ze znanymi twarzami w rolach głównych (tym razem Jamie Foxx i Jason Gordon Levitt), ale jest w filmie kilka interesujących pomysłów. Więc kolejny netflixowy średniak, ale jest w nim kilka ciekawych scen z super mocami. Ocena: 5/10.

Remember (2015)

Kolejny z wielu filmów poruszających temat Holocaustu i ofiar obozów zagłady, ale  film Atoma Egoyana to trochę inna produkcja z tego gatunku. Głównym bohater jest 90-letni Zev Guttman przebywający w domu spokojnej starości, który cierpi na demencję.  Zev obiecał niedawno zmarłej żonie zemstę na człowieku odpowiedzialnym za wymordowanie jego całej rodziny i rodziny przyjaciela.  Zev zostaje wysłany na misję przez przyjaciela z listem, który mu będzie mu przypominał kim jest i jakie ma zadanie do wykonania.

Są momenty do których można się przyczepić, np.  ilu niemieckich oprawców ukrywa się w jednym kraju albo to, jak długo rodzina Zeva nie może go znaleźć, ale wszystkie sceny spotkań ze zbrodniarzami wojennymi (i nie tylko) nie pozostawiły mnie obojętnym. W roli głównej Christopher Plummer i pokazał aktorską klasę. Żałuję że tak mało filmów z nim widziałem, choć wiem jak to jest wybitny aktor.

W wiarygodny sposób zagrał zmęczonego życiem dziadka, któremu już nic nie zostało, cierpiącego na demencję, a list to jedyna motywacja do działania. Zresztą cała obsada gra dobrze np. Martin Landau, Bruno Ganz, nawet Dean Norris, lepiej znany jako Hank z serialu Breaking Bad świetnie wypadł. Oczywiście znowu gra stróża prawa, jak w większości seriali i filmów, ale tym razem rasistę. Więc trochę inna rola od innych występów w rolach gliniarzy i agentów.  Scena spotkania z bohaterem granym przez Norrisa trzyma mocno w napięciu, podobnie jak inne spotkania.

Brawa też należą się dla Atoma Egoyana za reżyserię i dla zdjęciowca, bo film wygląda wizualnie pięknie. No i finałowy zwrot akcji, którego nie zdradzę, ale to jeden z tych twistów, o których nie zapomina się po seansie. Nie jest to zwrot akcji pozbawiony sensu, tylko  logiczny, choć przyznam, że nie spodziewałem się takiego rozwiązania. Ale nawet bez tego finałowego twistu postawiłbym filmowi 8/10, bo to jeden z lepszych filmów poświęconych ofiarom II wojny światowej.

Sputnik (2020)

Na Ziemię wracają kosmonauci, rozbijają się w Kazachstanie. Okazuje się, że jeden z nich wrócił z pasożytem. Do bazy wojskowej zostaje ściągnięta pani doktor by pomogła kosmonaucie. Niby nic oryginalnego, czyli dostajemy rosyjską wersję pomysłów z Obcego, Gatunku albo Coś, czyli motywów wielokrotnie przerabianych w horrorach i SF, ale udało się Rosjanom nakręcić dobrą mieszankę horroru SF z pasażerem na gapę z kosmosu.

Akcja dzieje się w latach 80 czyli lata komunizmu, ale co zaskakujące nie ma chwalenia ZSRR, np. jest scena z wiadomości, w której pokazano całych i zdrowych bohaterów ZSRR, których wita szczęśliwy naród, a prawdziwi kosmonauci są zamknięci nie wiadomo gdzie. Film ma kilka ciekawych rozwiązań, np. pomysł na to czym pasożyt się żywi albo to, że tworzy z nosicielem nierozerwalną symbiozę. Dobrze zagrany i trzymający w napięciu rosyjski horror SF. Ocena: 7/10.

The One and Only Ivan (2020)

Typowy disneyowski film dla dzieci z Bryan?em Cranstonem i gwiazdami w dubbingu (Sam Rockwell, Angelina Jolie, Helen Mirren i Danny De Vito), ale wyszło średnio. Niestety wszyscy aktorzy nie mają co grać, jedynie De Vito wyróżnia się w roli psa. Pomysł na historię o zwierzakach, które próbują odzyskać wolność jest ciekawy, ale bardziej zainteresowała mnie prawdziwa historia goryla, którą film się inspirował, a nie przeróbka na ugrzeczniony film Disneya dla dzieci. Ocena: 5/10.

The Old Guard (2020)

Fajnie, że w filmie Netflixa występuje jedna z najważniejszych i najpopularniejszych obecnie gwiazd Hollywood, czyli Charlize Theron, tylko szkoda, że to kolejna słabizna od Netflixa. Film opowiada o drużynie nieśmiertelnych walczących ze złem na świecie, czyli trochę jak z historia z filmu Nieśmiertelny z Lambertem, ale ta adaptacja komiksu jest na poziomie seriali superbohaterskich Netflixa. Seriale Marvela i Netflixa, bo o nie mi chodzi, wyróżniały się tym, że czasami była scena akcji, ale przez większość odcinków bohaterowie gadali.

No i to jest dokładnie taka produkcja, w której jest kilka scen akcji, więc Theron pokazuje swoje wyszkolenie, jak jest wysportowana, ale wiemy o tym od premiery Mad Max Fury Road i Atomic Blonde, że tak jak Keanu Reeves lubi występować w scenach akcji, strzelankach, bójkach, tylko że sceny akcji są nakręcone tak nijako, że żadnej nie zapamiętałem. A przez większość filmu tylko gadają. Film nie dorównuje produkcji Netflixa z Thorem,  czyli Tyler Rake, który też nie jest idealnym kinem akcji z gwiazdą, ale produkcja z Hemsworthem wyróżniała się scenami akcji. Tamten film miał coś więcej do zaoferowania jak charyzmę aktora, a ta produkcja ma tylko charyzmę Theron, bo poza tym to wieje nudą. Ocena: 4/10.

The Vanished (2020)

Dziewczyna znika z rodzinnego wypadu na kemping a policja nie jest w stanie podjąć żadnego tropu. Rodzice rozpoczynają poszukiwania na własną rękę. Mam problem z tym filmem, bo z jednej strony nie trzyma w napięciu, a Thomas Jane, Jason Patric i zwłaszcza Anne Heche grają słabo, ale z drugiej strony dałem się zaskoczyć finałowym zwrotem akcji. Choć są na początku filmu sugestie co do tego, co się naprawdę stało, więc nie powinna mnie końcówka zaskoczyć. Więc mam problem z oceną, bo  trochę się męczyłem, ale zakończenie jednak plus. Ocena: 5/10.

Waiting for the Barbarians (2020)

Sędzia pracujący w odległej placówce zaczyna kwestionować swoją lojalność wobec Imperium. Cieszy kolejna w ostatnim czasie dobra rola Johnny Deppa (choć drugoplanowa), który gra subtelnie i bez tony makijażu. Mark Rylance też wypadł dobrze, ale film jest przymulający, nudny. Wystąpił też Pattinson, ale w epizodzie. Jeszcze zdjęcia się bronią, ale film tak mnie zmęczył, że nie postawię więcej jak 5/10.
Zapisane
J1923

*

Miejsce pobytu:
Sto(L)ica

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #705 : Wrzesień 15, 2020, 14:42:10 »

Ostatnio oglądałem kilka filmów na dość zbliżonym poziomie.

Ślicznotki
Film oparty na faktach. O grupie striptizerek naciągających mężczyzn na potężne wydatki lub też po prostu ich okradających. Nie jest to wielkie dzieło, ale wykonawczo w sumie nie ma się do czego przyczepić, oprócz wyjątkowo marnej sceny związanej z wejściem do klubu celebryty. Ogólnie film do obejrzenia, choć mógłby być krótszy. Niektóre sceny fajnie i pomysłowo nakręcone.
6/10

Proceder
Kolejna produkcja na faktach. Tym razem brany na warsztat jest życiorys Chady - rapera reprezentującego nurt uliczny. Widać, że film został zrobiony na szybko. Niektóre sceny są słabe i naiwne - bardziej pasują do nieudanej komedii romantycznej. Natomiast w ogóle ciekawy jest rys psychologiczny bohatera (świetnie zagrana rola). Tylko że dla osób postronnych jawi się po prostu jako przygłup i degenerat. Nie wiem czy tak było w rzeczywistości, na szczęście ma swojego anioła stróża -bezbłędnego szefa wytwórni, który dziwnym trafem odpowiada też w dużej mierze za produkcję filmu.
Ani to specjalnie, ani to specjalnie psychologiczny dramat, ani specjalnie to nie życiorys Chady, niemniej ogląda się dobrze.
5+/10

Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa.
Też na faktach, ale te już widać, że są bardzo mocno podkoloryzowane. Prawdopodobnie to po prostu kompilacja różnych wydarzeń z życia mafii w Polsce, które zostały przyporządkowane do jednego bohatera w filmie. Niestety, niektóre są po prostu tragiczne. Film jest z pomysłem, zrealizowany z jajem i ze śmiałą wizją reżysera, niemniej niezbyt mi przypadł do gustu. Dziwię się, że tyle pochlebnych opinii na temat tego filmu wyczytałem, bo jednak nie jest on wart tyle atencji.
5/10

W lesie dziś nie zaśnie nikt.
Znane nazwiska w obsadzie filmu niezbyt znanego reżysera, który porwał się z motyką na słońce i stworzył chyba pierwszy poważny (oczywiście z przymrużeniem oka) polski slasher. I co? I jajco! :D Twórcy żonglują śmiało konwencjami i trochę bawią się z widzem, nawet to zyskało jakieś uznanie widzę, ale ten film jest po prostu słaby. Z tym, że jest to poziom porównywalny do innych dość niskobudżetowy produkcji tego typu. Naprawdę nie uważam go za specjalnie słabszy niż  kretyńskie odpowiedniki z zachodu. Nawet rzekłbym, że ma więcej sensu. Ani oglądanie tego filmu, ani obejrzenie kolejnej części Piątku trzynastego specjalną rozrywką dla mnie nie jest.
3+/10
Zapisane

PIŁKA NOŻNA DLA BANDYTÓW!!! Gra jaki to film NOWA LISTA: http://pastebin.com/AqjMF434
michax77

*



« Odpowiedz #706 : Wrzesień 15, 2020, 22:05:49 »

Ostatnio oglądałem kilka filmów na dość zbliżonym poziomie.

Ślicznotki
Film oparty na faktach. O grupie striptizerek naciągających mężczyzn na potężne wydatki lub też po prostu ich okradających. Nie jest to wielkie dzieło, ale wykonawczo w sumie nie ma się do czego przyczepić, oprócz wyjątkowo marnej sceny związanej z wejściem do klubu celebryty. Ogólnie film do obejrzenia, choć mógłby być krótszy. Niektóre sceny fajnie i pomysłowo nakręcone.
6/10


W lesie dziś nie zaśnie nikt.
Znane nazwiska w obsadzie filmu niezbyt znanego reżysera, który porwał się z motyką na słońce i stworzył chyba pierwszy poważny (oczywiście z przymrużeniem oka) polski slasher. I co? I jajco! :D Twórcy żonglują śmiało konwencjami i trochę bawią się z widzem, nawet to zyskało jakieś uznanie widzę, ale ten film jest po prostu słaby. Z tym, że jest to poziom porównywalny do innych dość niskobudżetowy produkcji tego typu. Naprawdę nie uważam go za specjalnie słabszy niż  kretyńskie odpowiedniki z zachodu. Nawet rzekłbym, że ma więcej sensu. Ani oglądanie tego filmu, ani obejrzenie kolejnej części Piątku trzynastego specjalną rozrywką dla mnie nie jest.
3+/10

Co do Ślicznotek to film jak film, ale Lopez dobrze gra i dla niej warto zobaczyć. No i jak na swój wiek, to wygląda super, nie dałbym jej tyle lat ile ma obecnie. No i szacunek za formę fizyczną, chciałbym być w takiej formie, jak będę w jej wieku. Po scenie tańca na początku to mi szczęka z wrażenia opadła. Choć może nie powinienem być zaskoczony skoro jest piosenkarką, więc musi być cały czas w formie. A po filmie obejrzałem kilka koncertów Lopez z ostatnich lat i tak samo wymiatała jak w tej scenie na początku, tylko oczywiście dłużej, bo cały koncert  :)


A co do polskiego slashera to z Twojej opinii wynika że nie przepadasz za slasherami, więc czemu brałeś się za polski slasher? :) To trochę tak jakbym nie przepadał za ogólnie horrorami, a obejrzał całą serię Krzyk Cravena, który wywraca cały gatunek do góry nogami, albo Dom w głębi lasu czy Porąbanych, i później narzekał na te filmy, które bawią się gatunkiem, wyśmiewają go . Oczywiście polskiemu slasherowi dalelo do tych amerykańskich filmów bawiących się tym lub innymi podgatunkami horrorów, ale nie rozumiem czepiania się slashera o to, że jest slasherem i że jest zrobiony jak slasher, czyli tanio. Przecież o to w tym filmie (i innych) chodzi  :)

Ale nie będę się rozpisywał, tylko wkleję swoją opinię tutaj z tematu o horrorach. Film czerpie z garściami z wielu klasycznych slasherów, ale też nie tylko, bo są sceny nawiązujące do Evil Dead, do polskich filmów, w sumie to można powiedzieć do czego nawiązania nie ma. Film jest schematyczny, czyli wiadomo że wszyscy zginą, a na koniec zostanie final girl, która załatwi morderców. Bohaterowie też są postaciami wziętymi prosto ze slasherów, czyli outsiderka, głupiutka blondyna, sportowiec, nerd, ale udało się tym postaciom dodać elementy polskości. Oczywiście to nie są bohaterowie rozbudowani psychologicznie, ale mają w sobie swojskość. Ale też nie jest tak że nic z nimi Kowalski nie robi, bo np. nerd okazuje się być najbardziej rozsądną osobą w całym towarzystwie (i też służy za meta komentarz, trochę jak bohaterowie serii Krzyk), blondyna też nie jest taka głupiutka jak się początkowo wydaje.

Brawa dla aktorów młodych, bo wszyscy grają dobrze, na tyle im pozwalają postacie, które są delikatnie naszkicowane, ale aktorzy sporo im dodają. Oczywiście najlepszy jest Julek, nerd (Michał Lupa), ale też podobała mi się Zosia, outsiderka, w którą wcieliła się Julia Wieniawa. Tak szczerze nie wiem skąd krytyka jej roli (wszędzie widzę komentarze O ZNOWU WIENIAWA, NIE OGLĄDAM, BO NIE LUBIĘ JEJ) a jest ok. Oglądam dużo polskiego kina, ale widocznie nie to co większość, bo nie znam jej i nie wiem skąd ta nienawiść do aktorki. Reszta młodzieży też jest dobra, na czele z Wiktorią Gąsiewską w roli blondyny. W ogóle plusem jest to że bohaterowie budzą emocje, sympatie, dzięki czemu im kibicowałem, a to dla mnie najważniejsze w slasherach, a za często się nie zdarza w tym gatunku. Starsze pokolenie też daje radę, choć pojawiają się głownie w epizodach, Wojciech Mecwaldowski, Mirosław Zbrojewicz, Olaf Lubaszenko, Piotr Cyrwus, najwięcej jest Gabrieli Muskały.

Punkt wyjścia jest super, czyli dzieciaki wyjeżdżają na obóz bez internetu i komórek, więc nie trzeba tłumaczyć dlaczego nie używają współczesnych technologii. Widać miłość reżysera do slasherów, ogólnie do śmieciowego kina, więc ciężko mi film skrytykować jakoś bardzo. Reżyser przyznał, że nie chciał pierwszym polskim slasherem wywracać cały gatunek, tylko otworzyć tym filmem drzwi innym próbom kręcenia kina gatunkowego i widać że zrobił dokładnie taki film jaki chciał. Zresztą może powstanie dwójka, co zapowiada zakończenie. Ja nie miałbym nic przeciwko, w części drugiej Kowalski może bardziej zaszaleć.

Plusem oprócz obsady jest strona techniczna, bo wizualnie film wygląda ładnie, ale największym plusem jest muzyka, która jest inspirowana soundtrackami Johna Carpentera, ale też muzyką z włoskich horrorów, takich jak Cannibal Holocaust, to taki miks syntezatorowych dźwięków i przeróbki Cannibal Holocaust. Kolejnym plusem są efekty praktyczne, które są ok. Sceny morderstw wyglądają spoko, można narzekać że nie pokazano uderzeń, tylko efekty ciosów, widocznie budżetu nie starczyło, ale jest sporo obrzydliwych scen, za co należy się plus. Oczywiście film w ogóle nie straszy, ale tak szczerze czy jakikolwiek slasher amerykański straszył? Większość to są campowe, kiczowate filmy,które ogląda sie ze znajomymi dla zabawy, pełne krwi (i cycków) i podobnie jest z polską wersją. Dam 6.5/10, bo nie potrafię źle myśleć o tej produkcji. O wiele lepiej się bawiłem na tym polskim hołdzie dla slasherów jak choćby na American Horror Story 1984, który też próbował oddać klimat tego gatunku, a wyszło nijako i nudno.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 15, 2020, 22:09:29 wysłane przez michax77 » Zapisane
J1923

*

Miejsce pobytu:
Sto(L)ica

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #707 : Wrzesień 16, 2020, 07:39:32 »

Co do pierwszej wypowiedzi, zgadzam się - Jennifer Lopez gra dobrze, a wygląda jeszcze lepiej. Wiem, że jest tancerką, piosenkarką, bardzo aktywną i na dodatek no po prostu jest obdarzoną pierwiastkiem piękna, ale mógłbym wymienić pewnie kilkanaście takich osób, które ni w ząb nie wyglądają w połowie tak oszałamiająco jak ona.

Co do W lesie..., to ciekawość mnie zawiodła w tę stronę. Chciałem zobaczyć jak wybrnęli polscy twórcy z próby zmierzenia się ze slasherem. Jak już zauważyliśmy: realizatorsko całkiem, całkiem. Niemniej film mi się nie podobał, po prostu :D
Natomiast, podobnie jak ty nie zgadzam się z nienawiścią w stronę Wieniawy. Rozumiem absolutnie, że jej się nie lubi, bo zupełnie nie zasadnie jest wszędzie, ale rolę udźwignęła spokojnie.
Zapisane

PIŁKA NOŻNA DLA BANDYTÓW!!! Gra jaki to film NOWA LISTA: http://pastebin.com/AqjMF434
michax77

*



« Odpowiedz #708 : Wrzesień 16, 2020, 13:15:44 »

W sumie to ja nawet nie wiem że Wieniawy wszędzie dużo, bo nie oglądam w ogóle telewizji, a zakładam że pewnie w jakiś polskich serialach się przewija. Ja ją pierwszy raz widziałęm w tym slasherze, w ogóle jej wcześniej nie kojarzyłem, a jeśli gdzieś wcześniej wystąpiła w filmie jaki widziałem to nie pamiętam.

Ale ja tak mam z polskimi aktorami i aktorkami, że jak ich jest za dużo to oglądam z nimi tylko te lepsze filmy i seriale, a gorsze omijam. Dlatego nigdy nie zmieniłem zdania o Pazurze, Lindzie (w latach 90 wszędzie ich było pełno), czy ostatnio o Kocie, Szycu (jeszcze jakiś czas temu grywali w głupich komediach), a nawet nie mam nic do Karolaka, bo nie oglądam komedii w których gra, poza jednym czy dwoma wyjątkami, i nawet w tych komediach jak np. Listy do M. był jednym z lepszych aktorów.

Pamiętam jak kilka lat temu zachwycił mnie Piotr Głowacki w 80 milionów, ale gość mi się w końcu przejadł, bo występował rocznie w 10-20 filmach, serialach, reklamach (to lata jak jeszcze telewizje oglądałem). A nawet jak próbowałem od niego odpocząć, to pojawiał się w małych rolach w filmach, w których myślałem że go nie będzie.

Więc taką mam zasadę do polskich aktorów, oglądam z nimi tylko te lepsze, dobre filmy i seriale, a jeśli większość to chłam to pomijam. Dlatego np Szyca znam głównie z Oficera, Wojny polsko ruskiej, a ostatnio z Zimnej Wojny, Watahy, Piłsudskiego (film beznadziejny, ale rola dobra), to samo Kota znam głownie z ambitnych filmów (Zimna Wojna), czy biografii (Bogowie), bo większości komedii, w których grali nie widziałem. I to dotyczy każdego polskiego aktora i aktorka, omijam większość dziadostwa z nimi, tylko dobre oglądam, żebym aktor nie zaczął mnie wkurzać (tak mam z Brucem Willisem, obraziłem się na niego za Die Hard 5 i nie oglądam żadnego nowego filmu z nim od premiery ostatniej części Szklanej Pułapki).  Więc trochę mnie dziwią te memy o Karolaku na przykład, który akurat w tych komediach co go widziałem, jest jednym z lepszych elementów, gra dobrze. No i chyba w teatrze się udziela.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 16, 2020, 13:20:15 wysłane przez michax77 » Zapisane
J1923

*

Miejsce pobytu:
Sto(L)ica

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #709 : Wrzesień 16, 2020, 14:01:24 »

Ty chyba mieszkasz poza Polską, prawda?
Problem z Wieniawą nie jest taki, że ona za często gra, tyle że jest totalnie wszędzie. Wchodzi się na stronę www portalu typu wp czy onet, a tam "Co Wieniawa sądzi o jutrzejszej prognozie pogody", "Zobacz, co założyła na siebie Wieniawa, totalny szok" , "Jakie warzywa należy trzymać w lodówce obok Julii" ;)

Ja lubię też doceniać aktorów po prostu za wykonaną pracę, choć niestety w podświadomości rodzą się pewne uprzedzenia. W każdym razie, ona najzwyczajniej w tym filmie zagrała w porządku. Tyle.

Co do Piotra Głowackiego to też miałem podobnie. Na początku zapamiętałem go z kilku ról, a potem okazało się, że facet gra w każdym filmie (w 2015 wg filmwebu 11 pozycji). Co gorsza, gra w mnóstwie badziewnych produkcji.
Niestety, teraz każdy co lepszy aktor musi się zaangażować w jakiś kataklizm, ale tacy jak Kot czy Dorociński w tych produkcjach nie staczają się na poziom tych dzieł, tylko zostają na przynajmniej porządnym poziomie. Czego nie można powiedzieć przykładowo o Szycu czy Karolaku, którzy dostosowują się do tragicznego poziomu filmu.
Zapisane

PIŁKA NOŻNA DLA BANDYTÓW!!! Gra jaki to film NOWA LISTA: http://pastebin.com/AqjMF434
Cobenka666

*




Gryffindor

« Odpowiedz #710 : Wrzesień 16, 2020, 15:15:15 »

Ano, wszędzie pełno Wieniawy. Obecnie bierze udział w polsatowskim Tańcu z gwiazdami i przez wielu jest postrzegana bardziej jako celebrytka, a nie aktorka, bo zagrała w paru filmach i serialach :D Ludzi drażni tym, że wybiła się na romansie z Królikowskim, podpisuje milionowe kontrakty reklamowe i za byle post na Insta dostaje taką kasę, że już trzecie mieszkanie w Warszawie kupuje :D A jest ledwo po 20 i powiedzmy sobie szczerze, aktorka z niej średnia, a urodą też nie powala.
Zapisane

It is just the beginning of the end
J1923

*

Miejsce pobytu:
Sto(L)ica

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #711 : Wrzesień 16, 2020, 17:17:28 »

Specjalistka od Pudelka już się fachowym zdaniem podzieliła, aczkolwiek ja muszę przyznać, że p. Wieniawa to jest jakiś fenomen. Zupełnie nie wiem skąd jej popularność wynika. Ani nie jest wyjątkową pięknością, ani nie jest specjalnie uzdolniona, ani nie gra w wielu produkcjach, serialach itp., ani nawet nie popisuje się (chyba) skandalami, nawet cyckami nie błysnęła nigdzie (chyba). Zresztą na skandale to sobie mogą pozwolić ludzie stanowiący jakąś markę. Tymczasem kobitka spotyka się z podrzędnej klasy aktorzyną (moim prywatnym zdaniem zakała polskiej kinematografii - o ile prawdą jest to co napisała Cobenka666, bo tego nie wiedziałem), który też nie należy do pierwszej linii celebrytów. Zatem skąd wynika ten cały szum wokół niej, to tego nie jestem w stanie zrozumieć.

Kiedyś z ciekawości poszukałem o niej informacji i wynikało z nich, że jest chyba pierwsza w Polsce jeśli chodzi o ilość osób obserwujących na instagramie i robi to bodajże ponad milion osób. I znów sobie zadałem po cichu pytanie: ale o co chodzi?


Zapisane

PIŁKA NOŻNA DLA BANDYTÓW!!! Gra jaki to film NOWA LISTA: http://pastebin.com/AqjMF434
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #712 : Wrzesień 16, 2020, 17:42:32 »

Ha, widzicie, a ja ją ledwo kojarzę :D Warto zupełnie odciąć się od telewizji i wszelakiej maści pudelków :D
Zapisane
Cobenka666

*




Gryffindor

« Odpowiedz #713 : Wrzesień 16, 2020, 18:04:56 »

p.a., ja tam wolę mieć kontrolę nad telewizją  i Pudelkiem :D

Specjalistka od Pudelka już się fachowym zdaniem podzieliła, aczkolwiek ja muszę przyznać, że p. Wieniawa to jest jakiś fenomen. Zupełnie nie wiem skąd jej popularność wynika.  Tymczasem kobitka spotyka się z podrzędnej klasy aktorzyną (moim prywatnym zdaniem zakała polskiej kinematografii - o ile prawdą jest to co napisała Cobenka666, bo tego nie wiedziałem), który też nie należy do pierwszej linii celebrytów.

To chyba wynika z tego, że Królik jest popularny na portalach plotkarskich, w sumie jego fenomenu też nie rozumiem, bo mam o nim podobne zdanie co Ty, Jot :D Ale jak tylko ma nową dziewczynę to na Pudlu o tym huczy :D A Wieniawa była z nim, gdy miała jakieś 17 lat, wtedy właśnie zaczął się ten cały szum wokół niej, wszyscy o niej gadali, zaczęli obserwować na IG i zaczęła dostawać lukratywne kontrakty reklamowe, w tym ten od Deichmann, za milion złotych, jakby co najmniej jakimś Markiem Kondratem polskiego kina była xD
Cholera wie czym to idzie, może spece od reklamy widzą, że laska ma powodzenie na Insta i do niej uderzają? Teraz chyba to medium rządzi w świecie reklamy. Ale trzeba też pamiętać o fenomenie osób znanych z tego, że są znane :D Takie Kardashianki też nie mają za wiele do zaoferowania światu, a są cały czas na świeczniku.
Zapisane

It is just the beginning of the end
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #714 : Wrzesień 16, 2020, 18:07:47 »

Takie Kardashianki też nie mają za wiele do zaoferowania światu, a są cały czas na świeczniku.

No, w jednym miejscu któraś tam ma całkiem sporo do zaoferowania :D
Zapisane
Cobenka666

*




Gryffindor

« Odpowiedz #715 : Wrzesień 16, 2020, 18:31:50 »

No tak, silikonem z odwłoka Kim można by było wykończyć niejedną łazienkę xD
Zapisane

It is just the beginning of the end
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #716 : Wrzesień 16, 2020, 18:47:02 »

Googlowałem "Wieniawa"... i dalej nie kojarzę :D Ale ja unikam polskiego kina ile się da :) Chociaż ten "W lesie dziś..." mam dalej na liście do obejrzenia. Może w końcu się zmuszę.
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room. Trakt - Letterboxd
Cobenka666

*




Gryffindor

« Odpowiedz #717 : Wrzesień 16, 2020, 19:47:40 »

Hehe, na jakim świecie wy żyjecie, tylko Jot i ja jesteśmy ogarnięci :D ;)
Zapisane

It is just the beginning of the end
J1923

*

Miejsce pobytu:
Sto(L)ica

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #718 : Wrzesień 16, 2020, 19:54:34 »

p.a. jeśli dobrze kojarzę, to ktoś z tej rodziny ma nawet atrybuty nadspodziewane w stosunku do płci reprezentowanej :)

Generalnie, ja mam dość podobnie jak ty. Czyli telewizji nie oglądam, na pudelki nie zaglądam {wybacz, Cobe), kojarzyłem ją z rodzinka.pl, która gdzieś się obiła o oczy. Lecz nie kojarzyłem z nazwiska. Te chyba poznałem podczas reklamy butów. A potem to już poszło. Mam pocztę na wp.pl i mam wrażenie, że za każdym razem jak wchodzę na stronę, to gdzieś na wierzchu jest o niej info.

HAL9000, ale tłumaczymy Ci, że ona z polskim kinem niewiele ma wspólnego. Ja nie unikam tych produkcji, a widziałem ją może w 3 filmach.
Zapisane

PIŁKA NOŻNA DLA BANDYTÓW!!! Gra jaki to film NOWA LISTA: http://pastebin.com/AqjMF434
Cobenka666

*




Gryffindor

« Odpowiedz #719 : Wrzesień 16, 2020, 20:08:47 »


na pudelki nie zaglądam {wybacz, Cobe)

Chlip ;( Nikt nie chce dzielić ze mną tej pasji x(
Zapisane

It is just the beginning of the end
Strony: 1 ... 34 35 [36] 37   Do góry
Drukuj
Skocz do: