Strony: 1 ... 29 30 [31]   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Niewarte tematu filmy rozmaite  (Przeczytany 95241 razy)
marczewek

*

Miejsce pobytu:
była stolica byłego województwa




mój nik wzion sie od mojego imienia

« Odpowiedz #600 : Maj 11, 2019, 18:45:11 »

Na pokuszenie (2017)
Ciekawa pozycja, ni to thriller, ni to dramat. Podczas wojny secesyjnej, ranny Jankeski żołnierz trafia do kobiecego internatu na terenie Konfederatów. Przerażone kobiety nie wiedzą co zrobić, jeśli wydadzą go żołnierzom, dostanie wyrok śmierci. Jeśli zostanie na terenie internatu, to nie wiadomo co będzie. Postanawiają go zatrzymać, i troskliwie się nim opiekują. Tak troskliwie, że zaczynają o niego rywalizować. Przystojny kapral podejmuje grę, ale nie wie jeszcze jaka jest jej stawka. Świetna gra aktorska. 6/10

Ostateczna rozgrywka (2018)
To taka Szklana pułapka na stadionie piłkarskim. Dave Bautista w butach (w przeciwieństwie do Willisa) musi uratować stadion przed szalonym porywaczem-terrorystą z separatystycznej republiki Rosyjskiej poszukującemu brata, który zmienił tożsamość.
Fabuła nie jest wyszukana, dużo akcji, obijania mord. Taka niskich lotów rozrywka. Do beznamiętnego obejrzenia jak znalazł. 6/10

Golem z Limehouse (2016)
Londyn, 1880 rok. W portowej dzielnicy dochodzi do serii mordów. Policja nie ma żadnych tropów, i punktu zaczepienia. Do sprawy zostaje skierowany weteran inspektor John Kildare. Nie jest z tego powodu zbyt zadowolony, ale nie ma wyjścia.
Nieźle się ogląda, bo historia jest ciekawa, ale z biegiem czasu trudno się połapać o co kaman. Scenariusz jest strasznie rwany i jakiś dziwny. Nie jestem pewny zakończenia. Widzę że jest nawet książka, trzeba sobie obczaić. 7/10

R.I.P.D. Agenci z zaświatów (2013)
Trochę taki mix Facetów w Czerni, Robocopa i Uwierz w ducha. Zmarły glina trafia do wydziału gdzie służą inni zmarli policjanci. Mają za zadanie poszukiwać na ziemi ukrywających się zmarłych. Przez większość czasu po prostu głupkowaty, i trzeba bardziej traktować jako komedię niż cokolwiek innego. 7/10

Smak zemsty. Peppermint (2018)
Tym razem dostajemy mix Odważnej, Życzenia śmierci, Punishera i setki innych filmów opartych na motywie zemsty. Ale ja takie filmy bardzo lubię, i chętnie się z nim zapoznałem. Riley North postanawia zemścić się na wszystkich, którzy doprowadzili to śmierci jej męża i córeczki. Znane i ograne? Niby tak, ale film i tak jest ciekawy. Szczególnie Jennifer Garner, która zagrała bardzo przekonująco. Do tego jeszcze doszedł rozbudowany wątek śledztwa, więc nie było źle. 7/10

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (2017)
Zrozpaczona kobieta wynajmuje trzy bilbordy, by wyrazić swoje emocje, jakie nią targają. Jej córka została brutalnie zamordowana, a policja w jej przekonaniu nie robi nic, by znaleźć mordercę. Wywołuje to lawinę zdarzeń, w których główną rolę bierze posterunkowy Dixon. Nadpobudliwy gliniarz, który traktuje szefa jak ojca, traktuje wszystko bardzo osobiście.
Wszystko wydaje się biec w pewnym kierunku, możemy już określić co sądzimy o postaciach, aż umiera szeryf... Dostajemy kolejny zwrot akcji, nowe wątki, a Dixon przechodzi zmianę osobowości.
Niesamowity klimat, świetne postacie i kapitalna obsada. Harrelson miał małą rólkę, ale wykrzesał z niej 120%. Rockwell mnie zaskakuje od pewnego czasu w każdym kolejnym filmie. Wszystko świetnie skonstruowane, kapitalna obsada. 8,5/10
« Ostatnia zmiana: Maj 11, 2019, 19:20:02 wysłane przez marczewek » Zapisane

- Klasyka to książki, które ludzie cenią i których nie czytają.
Mark Twain
marczewek

*

Miejsce pobytu:
była stolica byłego województwa




mój nik wzion sie od mojego imienia

« Odpowiedz #601 : Maj 30, 2019, 15:01:54 »

Gentleman z rewolwerem (2018)
Robert Redford w swojej, jak zapowiedział, ostatniej roli. Historia niezwykłego złodzieja-gentelmena, który kilkadziesiąt razy uciekał z więzienia, i wracał do przestępczego procederu. Za każdym razem starał się podczas napadu zachować kulturę i czar.
Film w gruncie rzeczy mógłby być ciekawy, gdyby twórcy zdecydowali się na coś. Bo na komedię kryminalną jest zbyt mało śmieszny, a na na coś mroczniejszego zbyt obyczajowy. Do tego denny Affleck zupełnie nie pasujący do tej roli. No i zbyt mało Glovera. Redford by też się mógł bardziej postarać. 6/10.

7 psychopatów (2012)
Kolejny film, który do mnie nie trafił. Mam odczucia podobne do tych powyżej. Na komedię kryminalną wydaje mi się trochę za mało komediowy. Są żarty, ale takie wymuszone. Rockwell się bardzo stara, ale wydaje mi się że ani Farrell, ani Walken nie do końca kupili jego żarty i nie mogli mu zupełnie dorównać w tej kwestii. Można odnieść wrażenie, że każdy dostał inny scenariusz, jak ma zagrać swoją rolę. 6/10

Strażniczka (2018)
Skrzyżowanie Życzenia śmierci, Odważnej, Smaku zemsty i jeszcze tak można wymieniać i wymieniać. Bita przez męża Sadie chodzi na spotkania grupy maltretowanych kobiet. Tam wybiera sobie jakąś ofiarę... i maltretuje jej męża. No tak. Urocze.
Film jest strasznie dziwnie nakręcony, zaczyna się tak o z niczego, później w mordę tu, w mordę tam, bez ładu i składu.
Zabrakło mi jakichś retrospekcji, wyjaśnienia pewnych kwestii, których trzeba się domyślić. Film ratuje świetna Olivia Wilde, która wycisnęła z tej roli chyba więcej niż mogła. 5/10

Monsters and Men (2018)
Dość ciężki film, muszę powiedzieć. Na początku poznajemy bohaterów, a później dzieje się coś, co powoduje zmiany ich w życiu. Totalnie niewytłumaczalne zabójstwo czarnoskórego mężczyzny podczas przeszukania, zmienia życie kilku osób. W tym momencie film dzieli się na trzy segmenty. Każdy jest właściwie bez zakończenia, i jakiegoś wyjaśnienia. Ot twórca przedstawia nam urywek z życia każdej z tych osób. Nie trafił do mnie specjalnie, ale nie jest zły. 6/10

Gang Story (2011)
Momon Vidal za młodu razem ze swoją szajką napadał na banki, rabował i mordował. W końcu stał się kimś w rodzaju przywódcy, i wraz ze swoim przyjacielem Serge Suttelem doszli do samego szczytu półświatka. Ale w końcu fart się skończył, i trafili do pudła. Momon po wyjściu z więzienia postanowił porzucić przemoc, i ustatkował się. Jego najbliższy przyjaciel zapadł się pod ziemię. Gdy po latach nieoczekiwanie wraca, wracają też niewygodne pytania i uśpieni wrogowie. Momon będzie musiał wrócić do gry i pobrudzić sobie ręce. 8/10
« Ostatnia zmiana: Maj 30, 2019, 18:52:15 wysłane przez marczewek » Zapisane

- Klasyka to książki, które ludzie cenią i których nie czytają.
Mark Twain
michax77

*



« Odpowiedz #602 : Maj 30, 2019, 17:59:18 »

Gentleman z rewolwerem (2018)
Robert Redford w swojej, jak zapowiedział, ostatniej roli. Historia niezwykłego złodzieja-gentelmena, który kilkadziesiąt razy uciekał z więzienia, i wracał do przestępczego procederu. Za każdym razem starał się podczas napadu zachować kulturę i czar.
Film w gruncie rzeczy mógłby być ciekawy, gdyby twórcy zdecydowali się na coś. Bo na komedię kryminalną jest zbyt mało śmieszny, a na na coś mroczniejszego zbyt obyczajowy. Do tego denny Affleck zupełnie nie pasujący do tej roli. No i zbyt mało Glovera. Redford by też się mógł bardziej postarać. 6/10.

Dla mnie to przeurocze kino w starym stylu na 7+/10. Redford emanuje szarmanckim humorem i radością życia w roli marzyciela, który od dziecka pozostaje sobą. Oprócz Redforda, który nie stracił nic ze swojego uroku i charyzmy równie dobra jest Sissy Spacek w roli starszej pani z którą się zaprzyjaźnia - dziwne że o niej nie wspomniałeś. Mają kapitalną chemię i to dzięki tej dwójce film jest tak dobry, ale to też produkcja, która ma kilka warstw. Jest to też hołd dla Redforda. Jest pełno nawiązań do jego filmografii jako aktora i reżysera poczynając od napisu na początku filmu czyli to wydarzyło się mniej więcej naprawdę, który jest cytatem z filmu Butch Cassidy i Sundance Kid, są pokazane sceny z innych filmów aktora, itd.

W jednej scenie mówi do Spacek, że chciałby przed śmiercią nauczyć się jazdy konno, a w końcówce jedzie na koniu, bez żadnej nauki. A wszyscy dobrze wiemy, że kto jak kto, ale Robert Redford umie jeździć konno. Nie mógł wybrać sobie lepszego filmu na pożegnanie jak Gentleman z rewolwerem, aby przejść na aktorską emeryturę. Chociaż jak się tak zastanowić to nie był ostatni film Redforda, bo miał jeszcze cameo w jednym z największych hitów tego roku.

Mogę powiedzieć że jestem fanem reżysera tego filmu, który jeszcze nigdy nie zawiódł mnie. Stworzył wcześniej znakomity dramat o stracie (choć niektórzy sądzą błędnie, że to horror), czyli A Ghost Story z Affleckiem i  Rooney Mara i przeurocze kino przygodowe/ fantasy dla całej rodziny czyli Petes Dragon.
« Ostatnia zmiana: Maj 30, 2019, 18:01:05 wysłane przez michax77 » Zapisane
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #603 : Maj 30, 2019, 18:36:39 »

7 psychopatów (2012)
Kolejny film, który do mnie nie trafił. Mam odczucia podobne do tych powyżej. Na komedię kryminalną wydaje mi się trochę za mało komediowy.

Tylko widzisz, to film Martina McDonagha. In Bruges też nie było typową komedią kryminalną w duchu Guya Ritchie'ego, i tam był obecny dramatyczny pierwiastek. Faktem jest, że "7 psychopatów" jest filmem bardziej chaotycznym, niesfornym i chyba najsłabszym w dorobku tego twórcy. Ale daj Boże każdemu taki "najsłabszy" film.
Zapisane
marczewek

*

Miejsce pobytu:
była stolica byłego województwa




mój nik wzion sie od mojego imienia

« Odpowiedz #604 : Czerwiec 09, 2019, 15:52:46 »

Pogrzeb w Berlinie (1966)
Odpowiedź na Bonda, od tego samego producenta. Druga część trzytomowej serii, do której po trzydziestu latach dokręcono dwie kolejne. Historia brytyjskiego agenta Harrego Palmera, który ma za zadanie pomóc przedostać się sowieckiemu pułkownikowi ze wschodu na zachód. Harry Palmer jest zupełnym przeciwieństwem Jamesa Bonda. Cyniczny, mrukliwy znudzony swoją profesją, nie jest zbyt urodziwy.
Film dość wolno się rozkręca, ale jest całkiem spoko. 7/10

Brawurowe porwanie (1975)
Po całkiem przyzwoitym początku, dostajemy niemal godzinny zapychacz o niczym, by w końcu przekonać się co znaczy to brawurowe porwanie. Strasznie słaby film, którego nawet na podglądzie nie chce się oglądać. 4,5/10

Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (2008)
Znów się okrutnie zawiodłem. Nie zajarzyłem zupełnie o co chodzi w tym filmie. Jak dla mnie cienko zagrali Farrell i Gleeson, co dodatkowo jeszcze zabiło akcję. Dopiero wkroczenie Fiennesa trochę rozruszało ten nudny klimat, ale jak dla mnie za mało. Emocjonująca końcówka trochę ratuje, ale... 5/10

« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2019, 01:17:44 wysłane przez marczewek » Zapisane

- Klasyka to książki, które ludzie cenią i których nie czytają.
Mark Twain
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #605 : Czerwiec 09, 2019, 16:06:30 »

Ja rozumiem, że In Bruges to specyficzne kino, ale zarówno Gleeson, jak i Farrell są tu świetni. Dla tego drugiego to chyba zresztą rola życia.
Zapisane
Machno

*

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #606 : Czerwiec 09, 2019, 19:13:31 »

Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (2008)
Znów się okrutnie zawiodłem. Nie zajarzyłem zupełnie o co chodzi w tym filmie. Jak dla mnie cienko zagrali Farrell i Gleeson, co dodatkowo jeszcze zabiło akcję. Dopiero wkroczenie Fiennesa trochę rozruszało ten nudny klimat, ale jak dla mnie za mało. Emocjonująca końcówka trochę ratuje, ale... 5/10


heh, jak dla mnie właśnie Fiennes był przeszarżowany, a Farrell i Gleeson stworzyli świetne kreacje :) siłą filmu są dialogi, nie strzelaniny
Zapisane
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #607 : Czerwiec 09, 2019, 19:17:00 »

Siłą kina obu braci McDonagh są dialogi :)
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #608 : Lipiec 23, 2019, 23:48:09 »

Alita: Battle Angel (2019)

Pomimo średnich recenzji krytyków i dziennikarzy miałem nadzieję na dobrą rozrywkę, bo większość opinii od zwykłych widzów jest raczej na plus. A mam mieszane uczucia co do Ality. Od razu powiem, że to co wszyscy chwalą to prawda, w tych elementach jest dobrze.

Więc jeśli chodzi o główną bohaterkę, to jest świetnie wykreowana, nie przeszkadzają duże oczy, Rosa Salazar daje bardzo radę w tej roli,  tak samo świat jest ciekawy i chciałoby się go poznać jeszcze lepiej. To jest na plus, podobnie jak wszystkie sceny akcji, które są mocne i brutalne. Cyborgi nie mają krwi, czyli można pokazywać sceny np. rozrywania ciał, urywania głów, i takie sceny przejdą w PG -13, jeśli nie jest pokazany rozrywany człowiek. A jak zginął pies to kamera uciekła i to pokazuje jaką absurdalną polityką się w USA kierują w przypadku kategorii wiekowych:)

Czuć w scenach akcji klimat filmów Jamesa Camerona z lat 80 i 90, który jest producentem i scenarzystą.  Ale niestety jest też nieszczęsny wątek romantyczny, który przynudza okropnie. Nie miałbym problemu z tym wątkiem, jakby nie był aż tak istotny,  ale jest i to całe love story wybijało mnie z filmu. Dosłownie przysypiałem na melodramacie, a budziłem się gdy Alita kopała tyłki cyborgom, bo to było coś na co się patrzyło z prawdziwą przyjemnością. 

Niestety film się zakończył tak jakby Cameron i Rodriguez byli pewni, że powstanie ciąg dalszy. Jest to wkurzające, bo  mimo narzekania na sporo rzeczy, to chętnie obejrzałbym ciąg dalszy, ale nie wiadomo czy  powstanie. Byłem pewien, iż minęła moda na planowanie całej franczyzy przed premierą pierwszego filmu i zakładania z góry sukcesu. Więc trochę się czuję tak jakbym obejrzał pilota serialu, którego nie wiem czy doczekam. Trochę podniosę ocenę za Rose Salazar/Alitę i sceny akcji, ale powinienem dać mniej temu ukochanemu projektowi Jamesa Camerona, który chciał zrealizować od 20 lat, ale w końcu oddał twórcy Desperado zajęty kolejnymi częściami Avatara, choć i tak nadzorował produkcję co widać. Ocena: 6/10.

Avengement (2019)

Jeden z lepszych ostatnich filmów ze Scottem Adkinsem, którego uwielbiam, choć nie ma tutaj tak wymyślnej choreografii, jak np. w Ninja 2 czy cyklu o Boyce, tylko są to bójki w bliskim kontakcie, bez miejsca na gimnastyczne popisy. Film jest też bardzo brutalny jak na filmy Adkinsa, pewnie dlatego, że to produkcja angielska. Anglik gra tym razem drobnego złodziejaszka, który zostaje wrobiony przez swojego brata ? gangstera i trafia do więzienia.  W zakładzie karnym codziennie więźniowie próbują go zabić, więc Cain aby przeżyć postanawia każdy dzień w kiciu traktować jak pole walki. No i dzięki temu zamienia się w bezwzględną maszynę do walki i zabijania. Po śmierci mamy ucieka z więzienia i postanawia zemścić się na bracie.

Aktor musi tęsknić za Boyką, choć wraca do tej roli w kolejnych odsłonach cyklu, bo główny bohater bardzo przypomina rosyjskiego zawodnika, nie tylko z zachowania, ale też z wyglądu, tylko Cain wygląda jeszcze paskudniej. Dobre angielskie mordobicie, ostre, brutalne, ale też jest sporo humoru  przez co kojarzył mi się trochę  film z pierwszymi filmami Guya Ritchiego. Ocena: 7/10.


Deadwood The Movie (2019)

Deadwood: Film to produkcja, której lepszym tytułem byłoby Deadwood ? finał serialu, bo tym jest film HBO nakręcony 13 lat po tym jak stacja skasowała jeden z najlepszych swoich seriali.

Jeśli nie oglądaliście serialu to nie macie nawet po co zasiadać do filmu, bo to będzie dla Was produkcja może nie tyle niezrozumiała, co nie wywołująca emocji, bo nie poznaliście Ala Swearengena, Setha Bullocka i świata stworzonego przez Davida Milcha w jednym z najlepszych westernów. Jeśli nie znacie serialu to będzie nudna produkcja, zwłaszcza w pierwszej połowie, gdzie mamy główny wątek, ale dużo wraca się do przeszłości, sporo scen z serialu jest dodanych.

Jest to dobre zakończenie 3 serii i całego serialu. Nie wierzę by powstał kolejny sezon/film, bo ciężko było zebrać całą ekipę razem po tylu latach na jeden film, zgrać terminy wszystkich w jednym czasie. A poza tym twórca serialu to schorowany człowiek, któremu coraz ciężej idzie pisanie jak sam przyznał w jednym z wywiadów. Więc ja cieszę się z tego co dostaliśmy, bo nie każdy skasowany serial przedwcześnie i bez zapowiedzi dostaje po latach swój finał.

Jedyna wada to taka, że film jest za krótki, trwa niecałe 2 godziny, a moim zdaniem powinien trwać z minimum trzy godziny, by każdy z wątków wybrzmiał odpowiednio dobrze.  Oprócz Iana McShane?a i Timothy Olyphanta mamy też ze starej ekipy Brada Dourifa, Molly Parker, Kim Dickens, Anne Gunn, Paule Malcomson, Robin Weigert, Johna Hawkesa, Daytona Callie, Williama Sandersona (gdziekolwiek go widzę to w każdej roli przypomina mi J. F. Sebastiana z Blade Runner Scotta), a nawet wraca Keone Young w roli Wu. Z oryginalnej obsady nie ma Titusa Wellivera, który nie mógł wrócić ze względu na zobowiązania na planie serialu Bosch i Powersa Boothe?a, który  zmarł w 2017 roku. Ale nawet jak aktorzy co niektórzy pojawiają się dosłownie na chwilę, to podobnie jak w serialu grają tak charakterystyczne postacie, że zapamiętuje się ich występ.

 Choć moim zdaniem film należy do dwóch aktorów. Przede wszystkim do Olyphanta, którego uważam za średniego aktora, ale świetnie wypada w rolach stróżów prawa, zwłaszcza takich jak tutaj wściekłych bohaterów, którzy sami egzekwują prawo i sami decydują co jest prawem.

No i Gerald McRaney w roli Hearsta, którego chyba każdy kojarzy z 3 serii Deadwood, jaka to była kapitalna postać i podobnie jest w filmie. Nie zapomniałem o Ianie McShane, który jak zawsze dobrze gra, to jego nazwisko chyba najbardziej wypłynęło dzięki serialowi. Jest to świetny aktor, który nigdy poniżej dobrego poziomu nie schodzi, ale nie ma tak popisowych scen, jak dwójka panów wyżej wymienionych. Może też dlatego nie ma tak popisowych scen jak w serialu, bo McShane gra przygaszoną wersje Ala, nie takiego bohatera jakiego znam z serialu, tylko starszego. Choć oczywiście rzuca co trochę cocksuckerami, które u Ala brzmią jak poezja.

Oczywiście mamy, tak jak w serialu, kwieciste dialogi, które ciężko przetłumaczyć na polski. Nie mówię o wulgaryzmach, których jest więcej jak w filmach Pasikowskiego z lat 90, tylko to jak te dialogi brzmią, jak są skomplikowane. Przyznam, że mi szkoda tłumaczy serialu i filmu. Ciężko przełożyć dialogi Milcha na język polski, by brzmiały dobrze i sensownie, aby widz zrozumiał sens wypowiedzi, a jeszcze mają brzmieć kwiecisto i poetycko, nawet jak przetykane są wulgaryzmami.

Jedyna różnica jaką zauważyłem w filmowym finale w porównaniu z serialu to coś czego raczej u Milcha wcześniej nie było, czyli czasami pojawia się ckliwość i sentymentalizm co do niektórych postaci, to jak ich potraktował ostatecznie. Widocznie ostatnie lata życia i choroba Milcha spowodowały, że pojawił się w jego twórczości sentymentalizm. Nie mówię, że to jest wada, mnie to nie przeszkadza, ale przyznam, że zaskoczyła mnie taka zmiana u niego.

 Finał niepozbawiony wad, ale na tyle dobry, że cieszę, że powstał, choć trzeba było czekać 13 lat. I powtórzę, że to film tylko i wyłącznie dla widzów zaznajomionych z serialem, dla reszty będzie produkcją bez sensu, to tak jakby oglądać finał serialu nie oglądając żadnego wcześniejszego odcinka/sezonu. Ocena: 7/10.


Il Primo Re (2019)

Włoski film poświęcony Romulusowi i Remusowi, braciom, którzy przyczynili się do założenia Rzymu. Ale nie jest to film przedstawiający wersję znaną z mitów i legend, czyli z udziałem bogów, wychowaniem braci przez wilczycę, tylko historia przedstawiona realistycznie. Oczywiście wierzenia i religie odgrywają ważną rolę, bo mamy świat w którym praktykowane są pogańskie kulty, a ludzie powierzają swoje wybory woli bóstwa, które identyfikuje się jako ogień.

Film nakręcono w całości przy naturalnym świetle (np. słońce, ognisko, pochodnie) i wszystkie dialogi są w języku łacińskim. Ogląda się tą produkcję o założycielach Rzymu jak połączenie Apocalypto Mela Gibsona z The Revenant Innaritu.

Film ma niesamowity klimat zbudowany przez fantastyczne zdjęcia i muzykę. Świetnie w rolach głównych sprawdzili się Alessio Lapice jako Romulus i Alessandro Borghi w roli Remusa (znany choćby z roli Ósemki w filmie i serialu Suburra). Jest to bardzo dobra produkcja opierająca się na klimacie, nie na scenach akcji, więc co niektórzy mogą się zanudzić, ale mnie klimat kupił od pierwszych minut filmu. Ocena: 8/10.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #609 : Lipiec 24, 2019, 00:07:03 »

Shaft (1971)

Przed najnowszym Shaftem przypomniałem sobie oryginalny film z Richardem Roundtreem. Wiem jak to istotny film nie tylko dla kina blaxploitation, ale też hit lat 70-ych. Wiem jak to ważna postać dla czarnoskórej społeczności USA, którzy uważają detektywa Johna Shafta za swojego bohatera. Ja bym porównał głównego bohatera do Jamesa Bonda, a nie Brudnego Harry?ego, bo to postać na którą leci każda  kobieta, nieważne jakiego koloru skóry jest dziewczyna, co pewnie dla wielu widzów w latach 70-ych musiał być duży szok.

Może tego nie widać aż tak w części pierwszej, ale z fragmentów serialu i dwóch kontynuacji z lat 70-ych co widziałem na youtube, to w następnych przygodach Shaft przypominał przygody Bonda co wyśmiano w nowym Shafcie. W jednym z filmów Shaft trafia do Afryki i podrywa laski, a dziewczyny też lecą na detektywa.

A co do pierwszego Shafta to jest typowe kino lat 70-ych, które cenię sobie choćby za brudny i prawdziwy klimat miasta, za realizm w filmach z tej epoki. Nie mam na myśli tylko kina blaxploitation, ale ogólnie filmy z lat 70-ych, jak np. Francuskiego łącznika Friedkina, gdzie miasto było często jednym z bohaterów.  Oprócz znaczenia jakie film ma dla czarnoskórej społeczności  to średni film z porządną rolą Roundtree. Zaskoczyło mnie, że sporo humoru jest, zwłaszcza w relacjach detektywa z jego kumplem gliniarzem. A poza tym świetna muzyka Isaaca Hayesa, ale nie mam na myśli, tylko rewelacyjnego głównego motywu, ale całą ścieżką dźwiękową co napisał. A genialny tekst, który śpiewa Isaac Hayes w Shaft Theme w zabawny sposób przedstawia charakter bohatera Harlemu, warto posłuchać dokładnie tekstu piosenki. Ocena: 5/10.

Shaft (2000)

Dopóki nie zobaczyłem trailera Shafta z 2019 roku nie wiedziałem, że Shaft z 2000 roku to nie jest remake z bohaterem przeniesionym do współczesności, ale spinoff, którego bohaterem jest John Shaft II, czyli siostrzeniec Johna Shafta, którego gra Samuel L. Jackson.

Film sprzed 19 lat nie niszczy legendy oryginalnego Shafta, a nawet jest lepszą produkcją od filmu z lat 70-ych, który nie jest wybitnym filmem. Jest to typowy akcyjniak końcówki lat 90-ych i początku lat 2000-ych ze sporą dawką humoru.

Oprócz Jacksona pojawia się sporo dobrych aktorów jak Christian Bale w roli rasisty, który zabił czarnoskórego chłopaka za co próbuje dopaść go John Shaft. Film powstał kilka lat przed Batmanami Nolana, ale nie zdziwiłbym się jakby dzięki  tej roli dupkowatego syna bogacza dostał rolę Bruce?a Wayne?a. W sumie to często gra role dupków, ostatnio w Vice.

Pojawia się też Toni Colette w roli świadka i Jeffrey Wright w roli gangstera, który podobał mi się najbardziej w roli gangstera. Cały film próbowałem przypomnieć sobie skąd go znam, a dopiero w końcówce załapałem się, że to Bernard z serialu Westworld. Szkoda, że gra ostatnio głównie role podobne do Bernarda,  czyli smutasów i ponuraków, bo świetny był jako bandzior z dominikańskim akcentem. Miło było zobaczyć też aktorkę, której dawno nie widziałem, czyli Vanessę Williams. Zniknęła z kina w ostatnich latach, a uwielbiałem ją z 20 lat temu. Ocena: 6/10.

Shaft (2019)

Najnowszy Shaft dystrybuowany przez Netflixa to dla mnie najlepsza część z tych co widziałem. Więc nie zgadzam się z opiniami większości, że to najgorszy film o Shafcie i jeden z najgorszych roku. Jest to dobry buddy movie z fajnym duetem syna i ojca. Miłym zaskoczeniem jest  Shaft Junior, bo w trailerze zapowiadał się na najgorszy element filmu. Tworzy fajną postać, nie jest tylko elementem komediowym filmu.

Świetny jest Samuel L. Jackson, choć gra jak zawsze Jacksona, czyli rzuca sucharami i bluzgami, co nie miało miejsca w poprzednim filmie, a tutaj co trochę jakiś dowcip, często poniżej pasa, ale też sporo dobrego humoru jest. Zgadzam się że jest sporo żartów niepoprawnych politycznie i rasistowskich, niektóre nieudane, jak żarty z kobiet choćby, ale też sporo udanych jak żarty ze stosunku do broni,  z FBI, żart z Fisburne?a. Richarda Roundtree jest mało, ale w przeciwieństwie do filmu z 2000 roku ma coś do roboty, a nie pojawia się gościnnie. Jedynie czego mi w filmie brakowało, to oryginalnego motywu muzycznego. Ocena 7/10.

The Kid (2019)

Rio zabija ojca w obronie własnej, który zatłukł na śmierć mamę. Ucieka razem z starszą siostrą, Sarą, przed wujkiem, który próbuje ich dopaść. W czasie ucieczki spotykają Billy the Kida i Patta Garretta. Przyzwoity western w reżyserii Vincenta D?Onofrio z dobrymi rolami Jake Schura i Leili George w rolach Rio i Sary. Ale ciekawszy jest drugi plan, bo w rolach Billy the Kida i Patta obsadzono Dane DeHaana i Ethana Hawke?a.

Ale wszystkich bije Chris Pratt, czyli Star Lord ze Strażników Galaktyki, w roli wujka dzieciaków, czyli Granta. Nie dość, że go w ogóle nie poznałem, to jeszcze go tak ucharakteryzowali, że wygląda na potężniejszego jak jest. Dla mnie to najlepsza rola Pratta, chyba pierwsza w której mi się podobał. Gość budzi przerażenie. Fajnie, że pokazał, że potrafi grać coś innego, jak sympatycznych gości, a nie jechać typowym Prattem w każdym filmie.  Może to nie idealny film, ale całkiem przyzwoity western. Ocena: 6/10.

The Professor and the Madman (2019)

Film o pracy nad oxfordzkim słownikiem języka angielskiego w XIX wieku w Anglii, przy którym pomagał skazany za morderstwo doktor William Minor. Myślałem, że zanudzę się na śmierć, bo jak można ciekawie pokazać drobiazgową pracę nad angielskimi wyrazami, szukaniem historii pochodzenia słów, a ogląda się film zaskakująco dobrze, trochę jak typowy patriotyczny i ku pokrzepieniu serc film Mela Gibsona. I chyba nie powinienem być zaskoczony, bo jest to film przez niego wyprodukowany i też gra jedną z głównych ról. Czuje się klimat filmów Gibsona w tej produkcji.

Mel wciela się w szkockiego profesora Jamesa Murraya, a w roli skazanego za morderstwo obsadzono Seana Penna. Gibson pokazuje klasę aktorską, dobra kolejna rola po filmie Zahlera Dragged Across Concrete, nawet ma przemowę pod koniec, w której brzmi jak William Wallace w Braveheart, ale gwiazdą jest fenomenalny Sean Penn.

Pewnie nie ma co liczyć na nominację za tą rolę do Oscara, bo nikogo nie obchodzi ta produkcja. Zresztą film przeleżał 2 lata na półce przez walkę Gibsona w sądzie z producentami. Oprócz Seana i Mela wyróżniłbym też świetną Natalie Dormer w roli wdowy, której męża zabił Minor, a na drugim planie sporo dobrych angielskich aktorów, jak np. Eddie Marsan, Steve Coogan. Warto zobaczyć dla ról aktorów i ciekawej historii, choć pozornie wydaje się nudna i zupełnie nie filmowa. Ocena: 7/10.

The Professor (2018)

Johnny Depp w roli tytułowego profesora, który dowiaduje się, że ma raka. Więc postanawia zmienić całe swoje życie. Film jak film, mógł to być lepszy komediodramat, ale pomimo dość niskiej oceny warto obejrzeć dla dobrej dramatycznej roli Deppa. A w ostatnim czasie to mało spotykane. Jest to teatr jednego aktora, który nie szarżuje, gra subtelnie. Polecam miłośnikom Deppa. Ocena: 5/10.

The Wolf's Call (2019)

Załoga okrętu podwodnego z napędem atomowym, wykonuje misję u wybrzeży Syrii. Gdy wszyscy bezpiecznie docierają do portu, okazuje się, że świat znajduje się na krawędzi wojny nuklearnej. Dowództwo otrzymuje wiadomość, że w stronę Francji zmierza pocisk z głowicą atomową. Szarpiący nerwy thriller polityczny, który w realistyczny sposób przedstawia jak może dojść do zagłady ludzkości. Polecam oglądać na jak najlepszym sprzęcie audiowizualnym, zwłaszcza dźwięk odgrywa istotną rolę w filmie. Jak dla mnie najlepszy film o okrętach podwodnych od czasu Karmazynowego Przypływu Scotta i Polowania na Czerwony Październik McTiernana. Ocena: 7/10.

We Have Always Lived In the Castle (2019)

Merricat, Constance i ich wujek żyją w izolacji po rodzinnej tragedii, jaka ich spotkała kilka lat wcześniej. Kiedy odwiedza ich kuzyn Charles zaczynają się psuć relacje w rodzinie. Co za dziwna mieszanka thrillera psychologicznego z gotyckim klimatem i dramatem rodzinnym, ale niestety film spłynął po mnie. Jeśli warto obejrzeć to dla Sebastiana Stana, Crispina Glovera, Taissy Farmigy i Alexandra Daddario, która zaskoczyła mnie pozytywnie swoją grą. Jak pewnie większość widzów pierwszy raz zobaczyłem ją w 1 sezonie serialu Detektywa i jej występ chyba na wszystkich zrobił wrażenie.  Jej kariera opiera się na urodzie i niczym więcej,  gra w komediach lepszych lub gorszych, filmach z Rockiem, a jeśli ma poważniejsze role to musiałem przegapić. No i okazało się, że to całkiem dobra aktorka, która nie musi w każdej roli grać swoim seksapilem i urodą. Ocena: 5/10.


Captive State (2019)

Dziesięć lat po kosmicznej inwazji na Ziemi rządzą Obcy, a większość jej mieszkańców pogodziła się z podbojem. Kierujący policją Chicago William Mulligan prowadzi śledztwo w sprawie działającej w podziemiu partyzanckiej organizacji Phoenix, która planuje dokonać zamachu podczas zbliżających się uroczystych obchodów rocznicy najazdu. Niby kolejne SF o podboju Ziemi przez kosmitów, ale bardziej jest to niszowa produkcja przypominająca film jaki mógłby nakręcić Paul Verhoeven w latach 80-ych (choć oczywiście nie jest aż tak brutalny jak dzieła Holendra) albo Neill Blomkamp, reżyser Dystryktu 9. Sporo scen z kosmitami dzieje się w nocy, niedoświetlone, by ukryć nie za wysoki budżet, ale film nadrabia klimatem, bo ogląda się jak produkcję o walce ruchu oporu z okupantem, tylko ludzkiego wroga zastąpiono kosmitami.

 Film jest świetnie zmontowany, wyreżyserowany przez Ruperta Wyatta (najlepiej znany z Genezy Planety Małp z 2011 roku), ma bardzo dobrą muzykę podbijającą napięcie. Pomimo dużej ilości bohaterów idzie się połapać w fabule i co się dzieje, nawet jak sporo akcji dzieje się w nocy, za co brawa dla twórców. No i dobrze zagrany przez większość aktorów na czele z Johnem Goodmanem, który gra intrygującą postać. Ciężko rozgryźć do końca o co chodzi Mulliganowi i za to brawa się należą, kolejna świetna rola w ostatnich latach. Nie wiem czemu ta produkcja spotkała się z takim hejtem, może ma to związek z wymową filmu, bo twórcy walą wprost z przekazem, ale szczerze to mam gdzieś jeśli film sprawia mi frajdę jak w tym przypadku. Chętnie zobaczyłbym kontynuację. Ocena: 7/10.

Hellboy (2019)

Po negatywnych recenzjach reebotu w reżyserii Neilla Marschala, którego lubię za Dog Soldiers i horror Zejście, spodziewałem się chały nieoglądalnej, a okazał się to film średni z fajnymi momentami (wątek z Babą Jagą, duży świniak, scena z olbrzymami) wymieszanymi ze słabymi. Miło jestem zaskoczony Davidem Harbourem, najlepiej znany z roli Hoppera w serialu Stranger Things, który pomimo charakteryzacji stworzył jakąś postać. Wiadomo że Perlman to jedyny Hellboy, ale Harbourowi nie można nic zarzucić, a jeśli już można się czegoś czepiać to bardziej jak ta postać została napisana, bo głównie się drze i wrzeszczy na wszystkich. Wyciągnął z tej roli ile mógł i chętnie zobaczyłbym go w tej roli w kolejnych filmach. Gdzieś tak do sceny gdy poznaje swoje przeznaczenie ogląda się całkiem dobrze, a później film jest chaotyczny. ale ogólnie nie było aż tak źle jak myślałem. Do najgorszych filmów roku daleko, jak 99.9% opinii głosi, jest to po prostu średniak z fajnymi momentami. Ocena: 5/10.

Hotel Mumbai (2018)

Film oparty na tragicznych wydarzeniach, do których doszło w 2008 roku w Bombaju, czyli historia ataków terrorystycznych w Indiach, głównie skupiając się na ataku na tytułowy hotel. Mocne, szarpiące nerwy kino ze świetnymi rolami Dev Patela, Jasona Isaacsa, Armie Hammera, Nazanin Boniadi, Anupama Khera. Twórcy tej produkcji postawili na dramaturgię, a nie na wierność historyczną, to nie jest dokument, tylko film pokazujący indolencję ówczesnych służb specjalnych, ale też ludzki heroizm i słabość w tego typu sytuacjach. Bardzo polecam, ale zaznaczam, że film jest bardzo sugestywny, wywołuje u widza mocne emocje. Ocena: 8/10.
Zapisane
marczewek

*

Miejsce pobytu:
była stolica byłego województwa




mój nik wzion sie od mojego imienia

« Odpowiedz #610 : Sierpień 21, 2019, 18:35:37 »

Mechanik (1972)
Klasyczny film z Charlsem Bronsonem. W opiniach wielu, uważany za jeden z lepszych.
Płatny zabójca Arthur Bishop zamierza wycofać się ze swojej wątpliwej chluby profesji. Chce wykonać ostatnie zadanie, i resztę życia spędzić w spokoju. Klasyka kina akcji ze świetnym zakończeniem.
8/10

Bez śladu (2018)
Film luźno opiera się na prawdziwej historii zaginięcia trzech latarników, która wydarzyła się w grudniu 1900 roku u wybrzeży Szkocji. Narosło wiele legend i domysłów na ten temat, ale nigdy nie rozwikłano tej tajemniczej sprawy. Swoją wersję wydarzeń przedstawił też Peter May w książce Na szlaku trumien.
Co do filmu, to do połowy a nawet trochę więcej, jest bardzo dobry, ale stopniowo idzie w kompletnie absurdalnym kierunku, a zakończenie mnie kompletnie rozwaliło. 6/10

Akt odwagi (2012)
Film również oparty na faktach, i co ciekawe wystąpili w nim prawdziwi żołnierze jednostek specjalnych. Widać to w filmie, bo cały czas ma się pewne wrażenie sztuczności. A może właśnie realizmu, bo sztuczne są pozostałe wojenne?
Film chwilami jest dobry, ale dużymi momentami ociera się o przeciętność. Rażą dłużyzny, które powodują senność.
6/10

Harry Brown (2009)
Kolejny film z "universum" Życzenia śmierci. Harry Brown, były żołnierz mieszka sobie spokojnie w opanowanej przez młodociany gang dzielnicy. Nie szuka kłopotów, i stara się wszystkie możliwe problemy omijać z daleka. Gdy jego przyjaciel mówi mu o terroryzujących go gówniarzach, ignoruje to i sugeruje mu wezwanie policji. Wszystko zmienia się, gdy ten zostaje zamordowany. Dalej akcja idzie w wiadomym kierunku.
8/10
« Ostatnia zmiana: Sierpień 21, 2019, 18:48:02 wysłane przez marczewek » Zapisane

- Klasyka to książki, które ludzie cenią i których nie czytają.
Mark Twain
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #611 : Sierpień 27, 2019, 10:12:04 »

Mechanik (1972)
Klasyczny film z Charlsem Bronsonem. W opiniach wielu, uważany za jeden z lepszych.
Płatny zabójca Arthur Bishop zamierza wycofać się ze swojej wątpliwej chluby profesji. Chce wykonać ostatnie zadanie, i resztę życia spędzić w spokoju. Klasyka kina akcji ze świetnym zakończeniem.
8/10

Akurat wczoraj oglądałem. Nie wiem, coś mi w tym filmie zgrzyta. Nade wszystko nie odniosłem wrażenia, że on się chce z tej profesji wycofać ;) Nigdzie nie jest to powiedziane wprost, są co najwyżej sugestie, że robi się trochę za stary i za nerwowy do tej roboty. I zmęczony.
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
. Zgrzytają mi też niektóre momenty. Choćby przyjęcie pod swoje skrzydła Steve'a (serio nie było lepszych kandydatów? ;) ). No i później, gdy
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
. Mimo wszystko jednak temat odważny i w epoce dość wywrotowy (inna sprawa, że to w ogóle wywrotowa, pełna antybohaterów epoka była), ciekawy jest też nastrój, pełen dwuznaczności i podskórnego napięcia. Ode mnie 6/10.

Ps. Inna sprawa, że realizacyjnie film się nieco zestarzał. A prawdziwym koszmarkiem jest scena z pojedynku karate :D

Drugi Ps: otwierająca, kilkunastominutowa i pozbawiona dialogów scena jest za to znakomita :)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 27, 2019, 10:18:48 wysłane przez p.a. » Zapisane
marczewek

*

Miejsce pobytu:
była stolica byłego województwa




mój nik wzion sie od mojego imienia

« Odpowiedz #612 : Wrzesień 03, 2019, 14:44:30 »

Półmrok (1998)
Newman, Sarandon, Hackman, Witherspoon i jeszcze kilka innych znanych aktorów w ciekawym filmie z końca lat '90. Harry Ross, były policjant i prywatny detektyw pomieszkuje sobie u małżeństwa aktorów. Czasem wykona dla nich jakąś robótkę, jak odnalezienie ich niegrzecznej córeczki. Czasem też pogra w karty z Jackiem Amesem, a czasem poflirtuje z Catherin.
W prawdziwe kłopoty wpadnie dopiero gdy zgadza się dostarczyć pewnym ludziom pewną paczkę...

Kryminalna historia może nie jest zbyt wyszukana, ale tym razem bardziej uwagę zwraca gra aktorska, która jest na bardzo wysokim poziomie, i tajemnicza atmosfera jaka otacza cały ten film. 7/10

Johnny English: Nokaut (2018)
Jak ktoś oglądał dwie poprzednie części, to nie będzie niczym specjalnie zdziwiony. Fabuła jest bardzo podobna i niczego nowego właściwie nie ma. czerpie pełnymi garściami z Bondów i innych szpiegowskich filmów. Kilka razy można parsknąć śmiechem, więc lepiej nie oglądać wieczorem, gdy ktoś śpi. Lekka głupia komedia zlewająca się z poprzednimi. 6/10

Zaginiona żona (2017)
Historia luźno oparta na prawdziwych wydarzeniach. Robert Durst, syn majętnego dewelopera z Nowego Jorku, podejrzewany jest o zabicie trzech osób, choć niczego do tej pory mu nie udowodniono. Jego pierwsza żona zaginęła w 1982 roku. Film jest próbą wyjaśnienia tej własnie zagadki.
Film trochę taki w stylu jakichś melodramatów Danielle Steel czy Nory Roberts.
6/10
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 03, 2019, 14:48:48 wysłane przez marczewek » Zapisane

- Klasyka to książki, które ludzie cenią i których nie czytają.
Mark Twain
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #613 : Wrzesień 21, 2019, 17:25:58 »

Ad Astra (2019)

Spore rozczarowanie. Trailery według mnie zapowiadały w najgorszym wypadku widowisko naładowane akcją a w najlepszym film kalibru "Grawitacji"... Oba założenia były błędne :D Film jest tylko momentami efektowny... reszta to wypełnione narracją obrazki pustego kosmosu. Historia mnie kompletnie rozczarowała... rozumiem, że dla głownego bohatera  to miała być wyprawa w głąb siebie i pogodzenie się z trudnym losem, gdy go ojciec zostawił i poleciał szukać UFO... Ale zamiast lecieć za tatusiem w kosmos mógł iść do dobrego psychologa i na to samo by wyszło :P

6/10 za ładne obrazki.

Ostatnio mam fazę na nowe produkcje Disneya i tak na tapetę poszły trzy filmy:

Mary Poppins Returns - tylko dla fanów musicali... i Emily Blunt (p.a.  ;) ). Za kamerą Rob Marshall czyli wydawałoby się spec od gatunku... ale tak naprawdę w całym filmie bardzo podobały mi się tylko ze dwie, trzy sceny. Reszta była wyjątkowo nijaka. 6/10

Dumbo - powinienem ten film zjechać... ale nie mam serca. Oryginał pozostawił za duże spustoszenia mojej psychice i po prostu już się będę zawsze rozczulał jak zobaczę te przytulające się słonie :haha: Ale tak naprawdę najlepsza rzeczą w tym filmie jest genialna scenografia, cała reszta leży. 6/10

Najlepszy ze stawki okazał się... Aladdyn. Tu z kolei scenografia była może zbyt plastikowa ale cała reszta wyszła bardzo przyzwoicie. Piosenki krótkie, dużo akcji, humoru i fajne efekty specjalne. 7/10
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2019, 18:14:26 wysłane przez HAL9000 » Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
michax77

*



« Odpowiedz #614 : Wrzesień 21, 2019, 19:43:25 »

Ad Astra (2019)

Spore rozczarowanie. Trailery według mnie zapowiadały w najgorszym wypadku widowisko naładowane akcją a w najlepszym film kalibru "Grawitacji"... Oba założenia były błędne :D

Filmu jeszcze nie widziałem, ale ja po trailerach spodziewałem się filmu w stylu Odysei kosmicznej Kubricka, ostatnich filmów Terrence Malicka, takich jak Drzewo życia, czy Interstellar, który bardzo lubię mimo wad. Ale ja ogólnie lubię takie ambitne  nudne SF w kosmosie, więc mi pewnie podejdzie. No i jak czytam opinie na innych forach oraz recenzje to jest w takim stylu jakiego się spodziewałem czyli żadna Grawitacja, którą można nazwać surwiwalem w kosmosie, ale te snujowate, ambitne SF mówiące o wielkich rzeczach:) Słyszałem też porównania z Czasem Apokalipsy, oraz oczywiście o inspiracji Jądrem Ciemności Conrada, którą inspirował się Coppola w swoim klasyku.

Mary Poppins Returns - tylko dla fanów musicali... i Emily Blunt (p.a.  ;) ). Za kamerą Rob Marshall czyli wydawałoby się spec od gatunku... ale tak naprawdę w całym filmie bardzo podobały mi się tylko ze dwie, trzy sceny. Reszta była wyjątkowo nijaka. 6/10

Ja oceniam na 5/10. Bardzo lubię musicale, zwłaszcza z ostatnich kilkudziesięciu lat (np. genialne Moulin Rouge), ale klasycznymi też nie pogardzę, tak jak w tym przypadku. Jest to kontynuacja filmu z lat 60-ych(szczerze to chyba nie widziałem), którą stworzył jeden ze specjalistów od musicali, czyli Rob Marshall. No i stworzył kino wyglądające jak sprzed sześciu dekad i film nad którym unosi się duch Gena Kellyego.


Co do uroczej Emily Blunt, to wypadła idealnie w tytułowej roli. Fajnie zobaczyć aktorkę w roli gdzie się uśmiecha, szarżuje, śpiewa, a nie gra znowu smutasa. Widać jaką miała frajdę na planie. Nie dziwię się, że dla wielu jej fanów, to jedna z jej najlepszych, jeśli nie najlepsza rola w karierze. Dobra jest też gwiazda Broadwayu, czyli Lin Manuel Miranda.

Ciekawy epizod ma Meryl Streep, jedna scena, ale kapitalna w swej absurdalności. Jest też Ben Whishaw, który tym razem nie gra geja, tak jak zawsze, ale męża co stracił żonę. Występuje też Colin Firth, ale niestety nie ma za wiele do grania. Jeśli warto obejrzeć to dla Bunt i Lin Manuela, którzy doskonale bawili się na planie, tryskają pozytywną energią, ale przyznam, że mnie trochę zmęczyło to magiczne show, choć doceniam wyobraźnię twórców i realizację.

Dumbo - powinienem ten film zjechać... ale nie mam serca. Oryginał pozostawił za duże spustoszenia mojej psychice i po prostu już się będę zawsze rozczulał jak zobaczę te przytulające się słonie :haha: Ale tak naprawdę najlepsza rzeczą w tym filmie jest genialna scenografia, cała reszta leży. 6/10

Kolejny z remaków animacji Disneya, na który w ogóle nie czekałem (jedyny na który czekam to Mulan bo to będzie nie dosłowna kopia, tylko coś innego), choć doceniam oryginalny film. A Dumbo Burtona nie okazał się aż tak słabym filmem jak wszyscy głoszą. Może dlatego, że w sumie to jest kontynuacja animacji, a nie powtórka z rozrywki, trochę pozmieniano, dopisano do historii. Pewnie że niepotrzebny to film, jak większość nowych wersji, ale dzięki Timowi Burtonowi nie ogląda się źle. Wciąż jest bez formy reżyser, ale w paru scenach widać dawnego Burtona. Jest to na tyle sprawny rzemieślnik, że nawet jak jest bez formy to nie można powiedzieć, że film jest zły, tylko średni i nie wywołujący emocji.

Dużo dobrego dla filmu robi obsada, czyli Colin Farrell, a przede wszystkim ulubieńcy Burtona, czyli Michael Keaton, boska Eva Green, a zwłaszcza Danny DeVito. Dawno Dannego nie widziałem w tak dobrej roli,  w ogóle dawno w niczym go nie widziałem, i zastanawia mnie co z tym świetnym aktorem się stało w ostatnich latach, że tak zniknął z kina, a nawet jeśli gra to w takich filmach, które mnie omijają od wielu lat (ok, w serialach grywa, ale akurat nie te co oglądam). Postawię 5/10.

Aladdyn. Tu z kolei scenografia była może zbyt plastikowa ale cała reszta wyszła bardzo przyzwoicie. Piosenki krótkie, dużo akcji, humoru i fajne efekty specjalne. 7/10

Kolejny remake tym razem w reżyserii Ritchiego. O reżyserskiej robocie można powiedzieć, że zrobił dokładnie to czego chciała wytwórnia przez co nie widać jego stylu w ogóle, mógłby ten film zrobić każdy inny rzemieślnik, a nie twórca Kryptonimu UNCLE, Przekrętu, Sherlocka Holmesa. Aktorsko jest różnie. Mena Massound jest uroczy, tylko że słabo gra, średnio śpiewa, ale za to dobrze tańczy.

Zdecydowanie lepsza jest Dżasmina, czyli Naomi Scott, która dobrze gra, ale jeszcze lepiej śpiewa. Choćby dla jej głosu warto było zobaczyć film. Świetny epizod ma Bill Magnussen w roli księcia.

Najlepszym elementem filmu jest Will Smith, gdy nie naśladuje ikonicznej roli Robina Williamsa, tylko jak gra Bajera z Bel Air, wtedy jest dobrze.

A  najgorszym elementem jest Dżafar, tak słabo zagranego antagonisty i tak nudnego dawno nie widziałem. Za każdym razem jak pojawia się Marwan Kenzari to zasypiałem, więcej charyzmy miała papuga, która mu pomagała.

Jako Sułtan pojawia się sam Farouk z serialu Legion, gdzie zagrał świetną rolę, ale w tej przeróbce animacji nie ma zupełnie nic do grania.

 Piosenki wypadają różnie, zarówno te znane z animacji jak i nowe. Will Smith jak to on, trochę rapuje po swojemu i wypadł w scenach musicalowych spoko, ale gdy śpiewa Massound to jest tak sobie. Problem z piosenkami jest taki, że sprawiają wrażenie jakby były na siłę, jakbym oglądał film z przerwami na reklamy, a reklamami były wszystkie piosenki. Często wybijały mnie z filmu, mam na myśli nowe piosenki jak i te znane z animacji, choć wiadomo, że musiały być.

 Poza Scott i Smithem plusem jest humor, typowo smithowy oraz rozmach i przepych, bo ogląda się trochę jak produkcję z Bollywood. Ale przez to jak sporo minusów w filmie jest, zwłaszcza ten zły charakter, który jest tak tragiczny, tak zaniża poziom filmu, że nie mogę postawić więcej jak 6/10. Więc niby oglądało się dobrze, miło spędziłem czas, ale czegoś filmowi brakuje by postawić więcej. Jest to dla mnie przyzwoita produkcja i tyle.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2019, 20:50:13 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #615 : Październik 07, 2019, 00:18:42 »

Extremely Wicked, Shockingly Evil And Vile (2019)

Film, który wywołał kontrowersje trailerem, w którym morderca Ted Bundy był przedstawiony jako sympatyczny człowiek, a sam trailer zapowiadał dość lekki film, niekoniecznie kryminał/thriller. Po obejrzeniu debiutu reżyserskiego w filmie fabularnym specjalisty od dokumentów mogę powiedzieć, tak jak się spodziewałem, że to nie jest taki film jaki zapowiadały trailery. Reżyserem jest twórca true crime o Tedzie Bundy Conversations with a Killer: The Ted Bundy Tapes, Joe Berlinger dostępny na Netflixie, który widocznie uznał, że serial to za mało i postanowił nakręcić film.

Co do tego jak przedstawiony jest psychol to zgoda, że jest pokazany jako sympatyczny facet, miły, który podoba się kobietom,  lubi gwiazdorzyć, ale taki był morderca, tak go widzieli ludzie, dlatego miał sporo fanek, które pojawiały się w sądzie, a nawet po udowodnieniu morderstw wysyłały mu listy do więzienia. Zamiarem reżysera było pokazanie na przykładzie tego psychola, że morderca może to być osoba budząca sympatię, która potrafi oczarować ludzi. I to się udało też dzięki obsadzeniu Zaca Efrona, który wieki temu grywał w filmach dla nastolatków, był/jest uwielbiany przez dziewczyny. Dawna gwiazdka Disneya dobrze wypadła w tej trudnej roli.

Pokazał Efron kolejny raz, że jest wszechstronnie utalentowanym aktorem, nie można go oceniać tylko przez to, że był kiedyś jedną z gwiazd Disneya. Aktor budzi sympatię, zwłaszcza na początku filmu, ale też przerażenie. Może nie przypomina wizualnie Teda, ale chodziło o to, by obsadzić aktora przystojnego, który podoba się kobietom. Jest to doskonały w swej prostocie pomysł, by tego akurat aktora obsadzić w roli mordercy.

Choć uważam, że na początku powinno być podane, że to historia Bund?yego przedstawiona z punktu widzenia jego dziewczyny, bo nie każdy się interesuje historiami morderców.  Jestem pewien, że widzowie, którzy zasiądą do seansu bez wiedzy o czym to jest produkcja, to mogą przez sporą część  seansu myśleć, że wszyscy wrabiają sympatycznego gościa w morderstwa, że dowody nie są przekonujące. Zresztą w czasie procesu kilka osób przyznaje, że to farsa co się dzieje w sądzie.

Nie każdy musi wiedzieć o kim jest film, a dopiero po 30 ? 40 minutach pada nazwisko mordercy i w tym momencie każdy się domyśli, że to film oparty na faktach co powinno być zaznaczone na początku.  W roli Elizabeth, dziewczyny Teda, występuje Lily Collins, która wielokrotnie udowodniła, że ma talent aktorki, a nie gra w filmach tylko dzięki temu, że jest córką Phila Collinsa. I wypadła całkiem ok, ale też nie jakoś rewelacyjnie, ma lepsze role w swojej filmografii.

Świetnym pomysłem było przedstawienie wydarzeń z punktu widzenia osoby zakochanej i wierzącej w niewinność, bo raczej historie o mordercach oparte na faktach to kryminały/thrillery dość schematyczne, a ten film wyróżnia się ciekawym podejściem do tej tematyki, próby ugryzienia jej z innej strony, ale moim zdaniem nie do końca jest udany. Jest to film zmarnowanej szansy, ale jak na debiut może być.

Nie widziałem dokumentalnego serialu Netflixa o którym wspomniałem od tego samego twórcy (zresztą film jest też Netflixa, ale w Polsce w kinach leciał, więc nie ma go na polskiej platformie), ale wydaje mi się, że można z dokumentu dowiedzieć się więcej o sprawie Bundy?ego. Pewnie film i serial świetnie się uzupełniają, ale tej produkcji, mimo dobrej gry Efrona nie postawię więcej jak 5/10. Moim zdaniem można było wyciągnąć z tej historii o wiele więcej.

Godzilla: King of the Monsters (2019)

Całkiem niezły jest Król Potworów, nie powiem czy lepszy od Godzilli poprzedniej, bo niewiele z filmu pamiętam, poza tym że był Bryan Cranston i  kilka fajnych wizualnie scen. Podobał mi się trolling jaki w części pierwszej zastosowano, że prawie w ogóle Godzilli nie pokazywano, ale za to w kontynuacji mamy o wiele więcej scen z potworami. Dwójka jest nakręcona z rozmachem. No i ma doskonałą muzykę mojego ulubionego kompozytora Beara McCreary, która robi dużo dobrego dla filmu.

Jest w filmie sporo cudownych ujęć, zwłaszcza w 4k, choć w paru momentach musiałem się domyślać co się dzieje, było trochę za ciemno i za bardzo chaotycznie w paru momentach. Sceny z potworami są piękne, jak np. powietrzne starcie myśliwców z płonącym Rodanem, narodziny Mothry, czy finał, w którym Godzilla staje do walki z Gidorą, ale w momentach rozpierduchy gdy skupiano się na ludziach i na około wszystko wybuchało, to w tych fragmentach czasami się gubiłem co się dzieje. Takie produkcje jak ta ogląda się rozwałki i na tym polu film nie zawodzi. Wizualnie super, rozpierducha epicka, muzyka kapitalna, świetnie wykreowane potwory, jest też klimacik, ale nie mogę postawić więcej jak słabą 6/10.

Może wydawać się to trochę za niska ocena, zwłaszcza że zachwalałem, ale ja nie przepadam za filmami o gigantycznych potworach rozwalających wszystko na swojej drodze. Jedyne, które mi się podobają, to oryginalny, czarno biały King Kong i remake/hołd Petera Jacksona dla tej produkcji z fenomenalną rolą Serkisa w roli Konga i Naomi Watts oraz pierwszy Jurassic Park Spielberga.

Większość filmów z gatunku monster movie oceniam podobnie jak tą produkcję, czyli przyzwoita, niezła rozrywka, identycznie było z filmem Emmericha z lat 90-ych o tym samym potworze. Może trochę bardziej podobał mi się spinoff Wyspa Czaszki, m.in. z Samuelem L Jacksonem, ale też nie byłem jakoś bardzo zachwycony. Więc dla mnie Król Potworów to przyzwoita robota. Choć jak porównam ten film z koszmarną trylogią anime o Godzilli  dostępną na Netflixie, której każda część jest gorsza od poprzedniej, to w porównaniu z nią nowa Godzilla jest arcydziełem.

John Wick Chapter 3

Jeśli podobała Wam się część druga, czyli przegięte i absurdalne kino akcji bliskie SF, gdzie główny bohater obrywa, ale potrafi pokonać setki wrogów niczym Rambo i Komando w jednym to trójka jest filmem do Was, bo poziom przegięcia w scenach akcji jest jeszcze wyższy. Do Wicka pasuje idealnie zdanie że facet kulom się nie kłania. Lubię pierwszą część, która jako tako trzymała się Ziemi, ale od drugiej części twórcy coraz bardziej odlatują. Pewnie wielu ma z tym problem, ale nie ja.

W trójce Chad Stahelski z ekipą weszli na nowy poziom, niewiele brakuje by seria wskoczyła na poziom absurdalności ostatnich części Szybkich i Wściekłych, które obecnie jest bardziej kinem superbohaterskim i SF, a nie kinem akcji, ale dzięki dodaniu sporej dawki humoru (np. koń jako broń, zły charakter próbujący dopaść Johna, grany przez Dacascosa, który jest też fanem Wicka) film ogląda się z zainteresowaniem. Dzięki temu że ekipa nie traktuje filmu śmiertelnie poważnie, tylko z przymrużeniem oka, to ogląda się bardzo dobrze.

Brawa dla twórców i dla Kijanki, który mimo wieku wciąż daje radę w scenach akcji, ale też reżyser pokazuje zmęczenie bohatera. Część trzecia to film gdzie nie liczy się fabuła, która jest totalnie pretekstowa i absurdalna, ale Keanu Reeves, kaskaderzy, oraz sceny mordobić i akcji, które wypadają świetnie, tak jak w poprzednich częściach. Choć jak można pokazać mordobicia i sceny akcji to koreańskie?The Villainess? jednak wciąż jest numerem jeden (akurat porównuję z tym bo scena na motorach jest zapożyczona z tej azjatyckiej wersji Nikity Bessona)

Wszystkie sceny akcji i mordobić w JW 3 są tak nakręcone, że widać każdy zadany cios, mają dobrą choreografię. No i jak w przypadku poprzednich rozdziałów sagi film zdjęciowo prezentuje się cudownie, wizualnie jest pięknie, zwłaszcza w 4K. Osobne słowa uznania należą się Halle Berry i jej psom. Berry pojawia się na 30 minut, ale wypadła tak dobrze, że chętnie obejrzałbym ją w kolejnych filmach o Wicku w większej roli, a najlepiej zobaczyłbym spinoffa z Sofią i psami. Słowa uznania należą się też dla trenerów psów, które w scenach z Berry wyprawiają takie rzeczy, że brak mi słów. W ogóle cena z Berry i psami to jakiś wyższy poziom.

Jedyny problem jaki mam z tym filmem, to jak z prawie każdym filmem opartym na kaskaderce i scenach akcji, że w pewnym momencie dopada  mnie zmęczenie. Tak miałem choćby w doskonałym Raid 1 i 2  i podobnie jest tutaj, że mimo świetnej choreografii i pięknych scen, to pojawiła mi się taka myśl w głowie w pewnym momencie, żeby już skończyli się prać po pyskach, choć przyznam że zmęczenie atrakcjami nadeszło dopiero w czasie finałowej rozróby. Ocena: 7/10.

Kurier (2019)

Film Władysława Pasikowskiego o Janie Nowaku Jeziorańskim, to niestety produkcja letnia, w najlepszym razie przyzwoita, i to co napiszę zabrzmi banalnie, ale taka postać zasługiwała na lepszy film. Ale też to nie jest koszmarny film na poziomie polskich komedii romantycznych, tylko po prostu średniak jakich wiele, który całkiem nieźle się ogląda dzięki warsztatowi Pasikowskiego i aktorstwu Philippe Tłokińskiego (syn byłego piłkarza Widzewa Łódź, Mirosława Tłokińskiego), który gra szpiega z wdziękiem, świetnie mówi po angielsku. No i plusem jest też międzynarodowa obsada oraz drugi plan. Problemem filmu jest to, że jest naiwny i banalny.

Po Pitbullu. Ostatnim Psie to kolejny w najlepszym wypadku przyzwoity film Pasikowskiego, który mógł być czymś lepszym. Nie dorównuje Jackowi Strongowi, Operacji Samum, ale też nie jest to film na poziomie najsłabszego filmu reżysera, czyli Reich. Jakbym miał porównać do innych filmów Pasikowskiego to poziomem najbliżej do Hansa Klossa.  Stawki większej niż śmierć. Co prawda napisał tylko scenariusz Pasikowski, a reżyserem był Vega, ale było czuć w tej kontynuacji kultowego serialowego klasyka rękę Władysława Pasikowskiego, tylko w gorszej formie. Ocena: 5/10.

Long Shot (2019)

 Dobra komedia, która swój poziom zawdzięcza obsadzie i scenariuszowi. Seth Rogen i Charlize Theron to nie jest para jaką można wyobrazić sobie w komediach romantycznych, a trochę Niedobrani są tym gatunkiem, ale mają świetną chemię.

Rogen gra typowego Rogena, choć niesmacznych żartów w jego stylu jest mało, ale wypadł fajnie. Równie dobra jest Theron, która kolejny raz pokazała, że nie straszny jej żaden gatunek, ma świetne wyczucie komedii. Cała obsada się spisuje dobrze, też drugi plan, w tym Bob Odenkirk i Andy Serkis, którego nie poznałem. Serkis znany jest z grania komputerowych postaci, ale tym razem nie jest ukryty pod efektami specjalnymi, tylko pod charakteryzacją. Dopiero z napisów na końcu dowiedziałem się, że grał w filmie.

Film jest komedią, ale mnie zaskoczył, bo porusza pod płaszczykiem lekkiej rozrywki kilka ważnych kwestii i ma parę ciekawych rzeczy do powiedzenia o USA. Chodzi mi o szczerą rozmowę głównego bohatera z przyjacielem, gdy dowiadują się sporo o sobie i są zszokowani informacjami na swój temat. Pewnie że jest to bajka, ale jeśli ma być na tak dobrym poziomie i z tak fajną obsadą, to nie mam nic przeciwko takim komediom. Ocena: 7/10.

 Rocketman (2019)

Kolejny niby typowy biopic o gwieździe muzyki, czyli mamy schematy typowe dla tego gatunku, jak odkrycie talentu, dojście do sławy, uderzenie sodówy do głowy, próba pozbierania się, ale różni ten film od innych schematycznych i takich samych biopiców to, że reżyser Dexter Fletcher (ten sam co starał się uratować Bohemian Rapsody  o Queen, gdy wywalono Singera) postanowił zrobić z historii Eltona Johna musical.

Piosenki Johna są nie tylko śpiewane przez obsadę, ale też stanowią komentarz do wydarzeń na ekranie. Coś podobnego Fletcher zrobił w przypadku feel good movie jakim jest Sunshine on Leith z piosenkami The Proclaimers. Odpowiada za takie dobre filmy jak Wild Bill z 2011 roku i Eddie zwany Orłem gdzie poznał Egertona. Gwiazdą filmu jest wspomniany już przeze mnie Taron Egerton, który jest fenomenalny. Nie dość, że jest nawet podobny do Eltona Johna, ucharakteryzowali go odpowiednio, to jeszcze śpiewa wszystkie hity Johna. Może nie ma głosu identycznego jak piosenkarz, ale daje radę.

Jeśli Malik za rolę Freddiego Mercury?ego dostał Oscara, to Egerton powinien zdobyć wszystkie nagrody świata. Facet tryska energią, świetnie śpiewa i tańczy, sprzedaje wszystkie emocje jakie targają jego bohaterem, zarówno te dobre jak i złe, szarżuje, a kiedy trzeba gra subtelnie, czyli stworzył postać z krwi i kości. Więc choćby za Egertona stawiam 8/10. Drugi plan też wypadł spoko, zwłaszcza Jamie Bell w roli przyjaciela piosenkarza i Richard Madden w roli toksycznej miłości. Nie sądziłem, że aktor znany z serialu?Gra o Tron, a ostatnio z serialu BBC Bodyguard potrafi zagrać dupka, dał radę. Miło zaskoczył mnie film, zwłaszcza że nie jestem fanem Johna, wolę inną muzykę. Na dodatek w czasie seansu uświadomiłem sobie, że wiele z jego hitów dobrze znam.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #616 : Październik 07, 2019, 00:23:56 »

 Anna (2019)

Wiadomo od wielu lat, że najlepsze lata w filmografii Bessona, to od debiutu, czyli Ostatniej Walki i Metra z lat 80-ych przez Wielki Błękit, Atlantis, Nikitę,  aż do Leona Zawodowca, Piątego Elementu i Joanny d?Arc. No i jeszcze Angel-A i Valerian i Miasto 1000 Planet są spoko, ale cała reszta filmów to w najlepszym razie średniaki. Pomimo tego, że wiadomo jaki poziom mają ostatnie filmy francuskiego reżysera, to i tak  przykro mi jest jak oglądam takie dziadostwa jak Anna. A na dodatek plagiatuje sam siebie i to nie pierwszy raz, bo był taki film jak Lucy. Nie wiem czy facet cierpi na sklerozę, albo bardzo musi tęsknić za najlepszymi latami w karierze, bo jest to kolejna powtórka z jego jednego z najlepszych filmów, czyli Nikity.

Tym razem główną bohaterką jest biedna Rosjanka, oczywiście narkomanka, która trafia do KGB i zostanie wyszkolona na idealną morderczynię. Jest też modelką topową w paryskich domach mody. Akcja dzieje się w latach 80 i 90, ale tego nie widać, bo nawet w siedzibie KGB używają laptopów, pendrive? ów. Jest też sporo retrospekcji i to retrospekcji w retrospekcji, np. podawana jest informacja, że mamy rok 1990 lub 1985, a za chwilę napis, że 3 miesiące wcześniej, pól roku później, rok wcześniej, miesiąc wcześniej itd, co bardzo rozprasza.  Rozumiem po co taki manewr zastosował reżyser, żeby twisty działały, ale to wkurza.

Film jest nudny i  nijaki, ale parę plusów się znajdzie. Mogę pochwalić debiut w głównej roli modelki Sashy Luss, która daje radę aktorsko i w scenach fizycznych też sobie radzi. Drugi plan też jest dobry, gdzie mamy same angielskie twarze, jak Cilliana Murphy?ego grającego agenta CIA i Luke?a Evansa w roli radzieckiego agenta. No i Helen Mirren w roli przełożonej Anny. Są to tak dobrzy aktorzy, że nawet z ról nijakich i nudnych wyciągają wszystko samą swoją charyzmą. Więc tylko za modelkę i aktorów postawię 4/10, choć powinno być mniej. Plusem jest też muzyka Erica Serra. W latach 80 i 90 był to stały kompozytor reżysera, ale ostatnio nie współpracują już przy każdym filmie. Od razu jak zabrzmiała muzyka poznałem kto odpowiada za soundtrack, a niektóre kawałki to brzmiały, jakby pochodziły ze ścieżki dźwiękowej z Nikity.

 Dark Phoenix (2019)

Problemem tego filmu jest to, że był zupełnie niepotrzebny, chyba nikt na niego nie czekał, bo historię Jean Grey jak staje się tytułowym Mrocznym Feniksem widzieliśmy już w filmie X-Men The Last Stand. Dostajemy powtórkę z adaptacji komiksu Dark Phoeniks Saga  i wyszło znowu średnio, choć lepiej jak w Ostatnim Bastionie. Wydaje mi się, że na ostatni film z X Menami w takiej wersji, czyli m.in z Jamesem McAvoyem i Michaelem Fassbenderem można było wybrać inną historię, a nie powtórkę z rozrywki. Komiksy z mutantami oferują wiele ciekawych historii, których jeszcze nie zekranizowano.

Saga to jedna z ciekawszych historii z mutantami, ale w filmach jakoś się nie udaje, więc może lepiej ją odpuścić. Zresztą najlepszą wersją Dark Phoenix Saga były odcinki w serialu Whedona, Buffy. W doskonały sposób ekipa Whedona przerobiła tą historię znaną z komiksów  na jeden z najlepszych wątków w całym serialu, która zaczyna się od jednego z najbardziej chamskich cliffhangerów we wszystkich serialach jakie widziałem.

Wracając do tematu Mrocznej Feniks to jestem pewien, że więcej nie będzie filmów z tymi X Menami. A to, że na ten film nie czekał nikt pokazały najlepiej wyniki finansowe. Mroczna Feniks to jedna z największych klap finansowych w USA tego roku. Moim zdaniem jest to gwóźdź do trumny dla X-Menów, przynajmniej z tymi aktorami.

Ale też jestem pewien, że skoro Disney kupił Foxa, to będą chcieli zrestartować kolejny raz mutantów i dołączyć Xaviera, Magneto i całą resztę do uniwersum Marvela, ale już z nowymi aktorami, choć pewnie nie nastąpi to za szybko. Przyznam że jest mi trochę szkoda, bo pierwsza trylogia, czyli z Patrickiem Stewartem podobała mi się, jedynie The Last Stand było słabe, ale takiego X Men 2  z 2003 roku to do dzisiaj uważam za jeden z najlepszych filmów cyklu.

Filmy z nową i odmłodzoną ekipą też były bardzo dobre, czyli Pierwsza Klasa iPrzeszłość która nadejdzie? gdzie doszło do spotkania ekipy starej z  nową. Wielu narzeka na Apokalipsę, a mnie nawet się podobał, zdecydowanie był lepszy od The Last Stand. Filmy z Wolverinem i Deadpoolem traktuję trochę jak osobne dzieła, choć Logan Wolverine to jeden z najlepszych komiksowych filmów ostatnich latach. A co do DP to jest słabszy od Apokalipsy, ale lepszy od poprzedniej wersji tej samej historii.

W The Last Stand byli bohaterowie, których dobrze znałem z dwóch poprzednich części trylogii i polubiłem, ale pomimo tego historia Jean Grey za dobrze nie działała mimo starań Famke Janssen. Pomimo tego, że znałem już te postacie, to jakoś emocji nie było w tym wątku. W przypadku wersji z odmłodzoną ekipą problem jest odwrotny, bo w First Class i ?Apokalipsie? nowej ekipy tak naprawdę nie poznałem.

Filmy skupiały się bardziej na skomplikowanej przyjaźni miedzy Xavierem i Magneto, a reszta bohaterów była mało istotna (poza paroma wyjątkami, jak Bestia choćby), więc też w tym wątku najnowszy film emocjonalnie nie działa, bo twórcy starają się mi wmówić, że znam tą Jean Grey i powinienem przejmować się jej losem, ale tak nie jest, bo jej w ogóle nie poznałem. Powinien powstać jeszcze jeden film z dużą rolą Sophie Turner przed tą produkcją. Ale zaznaczam, że Sansa Stark daje radę. Widać że się stara sprzedać wszystkie emocje bohaterki aktorka, więc bardziej obwiniam scenarzystów za to jak rozwijano, a raczej nie rozwijano,  tą postać w poprzednich częściach.

 Może to nie było jakieś wybitne aktorstwo, ale gra o wiele lepiej w ostatnich sezonach jak w pierwszych seriach GoT, też dlatego bo ciekawie jej postać jest rozpisana. Może nie dorównuje McAvoyowi i Fassbenderowi, którzy trzymają poziom dobry, nawet w przeciętnych filmach, zwłaszcza McAvoy mi się podobał, bo pokazano Profesora X trochę z innej strony jak wcześniej, czyli jako dupka i egoistę co mu zresztą kilka osób mówi.

Dobre były też sceny akcji, zwłaszcza finałowa w pociągu mi się podobała.  No i muzyka Zimmera bardzo dawała radę, choć typowe dźwięki dla tego kompozytora. Więc nie oglądało się źle, ale też to nie jest poziom poprzednich dobrych odsłon o mutantach. Jest to po prostu średniak z wieloma wadami, ale też ma kilka plusów. No i pomimo średniego poziomu ostatniego filmu z uniwersum mutantów od wytwórni FOX (a raczej już Disneya), to będzie mi brakować tej wersji mutantów, z tymi aktorami. Ocena: 5/10.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #617 : Październik 07, 2019, 00:40:56 »

Parasite (2019)

Zdobywca Złotej Palmy w Cannes to znakomite połączenie kina rozrywkowego i artystyczno ambitnego z przesłaniem, ale takiego, które podoba się nie tylko krytykom i dziennikarzom, bo też zwykłym widzom. Świetna mieszanka czarnej komedii w stylu braci Coen, dramatu, thrillera, horroru oparta na doskonałym scenariuszu. Film jest świetnie zagrany, ma piękną muzykę i zdjęcia. No i kapitalnie wyreżyserowany przez Joon-ho Bonga, znanego z Zagadki zbrodni, Okji, Snowpiercera. Znakomite kino przeznaczone nie tylko dla fanów koreańskich produkcji. Ocena: 8/10.

 Nie postawię więcej bo twisty nie zaskoczyły mnie aż tak bardzo, były dla mnie czymś normalnym dla kina koreańskiego, a nawet bym powiedział, że są łagodne i schematyczne, jak na azjatyckie kino. Oglądam sporo koreańskiego kina i przyzwyczajony jestem do ich zwrotów akcji, nawet najbardziej chorych, i w sumie takich się tutaj spodziewałem, a jak na nich to jest delikatnie.
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)

Project Gutenberg (2018)

Policja w Hongkongu próbuje złapać przywódcę organizacji przestępczej zajmującej się fałszowaniem amerykańskich banknotów. Znakomite kino sensacyjne ze świetnymi rolami Aarona Kwoka i Yun Fat Chow. Dla niektórych może być wadą to, że film jest inspirowany Podejrzanymi Singera, ale mnie to nie przeszkadza, bo historia jest znakomicie rozpisana i wyreżyserowana, film trzyma w napięciu pomimo pewnych podobieństw z wyżej wymienioną produkcją.

Jest to też oddanie hołdu dla twórczości Johna Woo. Nie mam na myśli tylko tego, że jedną z głównych ról gra ulubiony aktor Woo, czyli Chow, ale też sceny akcji przypominają kino akcji jakie John Woo kręcił w latach 80 i 90 (brakuje tylko gołębi). W sumie to najlepszy od wielu lat film Johna Woo, tylko że nie on go nakręcił:) Pojawia się też wątek polski, który mnie rozbawił. Szacunek dla koreańczyków też za to, że jak pojawiają się Polacy to mówią jak my, bez problemu się rozumie, a nie tak jak w filmach z Hollywood. Ocena: 8/10.

The Dead Don?t Die (2019)

Film Jarmuscha, czyli jak zawsze ciekawa obsada,  złożona głównie z kumpli, np. Bill Murray, Adam Driver, Tilda Swinton, Chloe Sevigny, Steve Buscemi, Danny Glover, Tom Waits, Iggy Pop (nie zdziwiłbym się gdyby grał zombiaka bez charakteryzacji, tylko był sobą na planie filmu), kilka udanych żartów  (mam na myśli kim okazała się Tilda Swinton i burzenie czwartej ściany), fajna tytułowa piosenka, ale przyznam, że to pierwszy ze snujów Jarmuscha, który mnie znudził. Jedynie za obsadę i kilka żartów postawię 5/10. Lepiej darować sobie i obejrzeć  poprzednie filmy Jarmuscha, jak znakomitego Pattersona albo świetny film Tylko kochankowie przeżyją o wampirach, nie wspominając o jego klasykach.

The Wolf Hour (2019)

Thriller, którego akcja dzieje się w całości w mieszkaniu to show jednej aktorki, czyli Naomi Watts. Z ostatnich filmów i seriali jest to jej najlepsza rola i jeden z lepszych filmów. Świetnie zbudowany klimat osamotnienia i osaczenia, trzyma w napięciu. Ocena: 6/10.

Ułaskawienie (2018)

Jest to film Jana Jakuba Kolskiego, znanego z Jasminum, Jańcio Wodnika, Historii Kina w Popielawach, Szably od komendant, które są pełne realizmu magicznego. Tym razem przedstawia historię swoich dziadków, ale jest to film, w którym reżyser wyprawia swoich dziadków w podróż do której w rzeczywistości nie doszło. Jest to spełnienie marzenia babci Kolskiego, która chciała pochować syna w bezpiecznej ziemi, ale nigdy do tego nie doszło. Jest to też historia o przepracowaniu żałoby i jednocześnie kino drogi dziejące się w powojennej Polsce. Znakomicie zagrany przez Grażynę Błęcką Kolską i Jana Jankowskiego (dawno go nie widziałem, z przynajmniej 20 lat, jak nie więcej), a wiele scen odbywa się bez dialogów, grają często samymi gestami i mimiką twarzy.

Dobry jest też drugi plan, czyli Michał Kaleta i po przebytym udarze Krzysztof Globisz w roli zakonnika (super że wrócił do kina, oby jak najlepiej mu się wiodło). Reżyser wraca do wiejskiego, ludowego świata, ale to zupełnie inna produkcja jak jego dawne filmy, nie ma ludowego humoru, surrealizmu i realizmu magicznego. Oczywiście są piękne ujęcia przyrody, ale nie ma baśniowości, nawet przyroda stanowi zagrożenie dla głównych bohaterów. Jeden z lepszych filmów Kolskiego w ostatnich latach. Ocena: 7/10.

Vox Lux (2018)

Film o fikcyjnej gwieździe popu, której kariera zaczyna się od tragedii jaką spotkała dziewczynę, gdy była nastolatką. Podoba mi się, że to kolejny film bawiący się tematyką gwiazd muzyki, a nie schematyczny biograficzny film. Nie dość, że opowiada o fikcyjnej piosenkarce to też bawi się formą i treścią, np. zaczyna się od napisów, które wyglądają jak napisy końcowe, dwie aktorki grają główną rolę.

Portman nie schodzi poniżej dobrego poziomu, nie można nic jej zarzucić. W roli nastoletniej Celeste występuje Raffey Cassidy i jest równie dobra co Natalka w tej samej roli. Ale pomimo tego, że to zupełnie inna produkcja jak większość filmów poświęconych piosenkarzom, bardziej eksperyment, to mi średnio podszedł. Ocena: 5/10.

Waterloo (1970)

Siergiej Bondarczuk to taki radziecki odpowiednik naszego Jerzego Hoffmana. Reżyser z ZSRR był znany z kręcenia superprodukcji z rozmachem, epickich, trwających kilka godzin, ale też reżyser, który kręcił filmy poza granicami swojego kraju, jak właśnie film o Napoleonie Bonaparte, który jest koprodukcją włosko radziecką, gdzie główne role grają Rod Steiger w roli Napoleona i Christopher Plummer w roli Arthura Wellesleya.

Bondarczuk przed ?Waterloo? zasłynął trwającą ponad osiem godzin adaptacją Wojny i Pokoju, którą uhonorowano Oscarem dla najlepszego filmu w 1969 roku. Stworzył też Borysa Godunowa z udziałem m.in. Polski co miało odzwierciedlenie w filmie,  bo wiele ważnych ról zagrali nasi rodacy, np. Olgierd Łukasiewicz, Henryk Machalica, Władysław Komar, Adrianna Biedrzyńska. Borysa Godunowa  nie widziałem, ale chętnie bym obejrzał, podobnie jak Waterloo,  który ma dodatkowy plus. Jak na Bondarczuka jest to krótki metraż, bo film trwa tylko 133 minuty.

Steiger i Plummer świetnie się spisują w głównych rolach, ale to co najważniejsze to rozmach produkcji, bo w odwzorowaniu bitwy pod Waterloo wzięło udział kilkanaście tysięcy statystów, żołnierzy armii radzieckiej, za co na końcu filmu są podziękowania od Dino De Laurentisa. Nie dziwi mnie to, bo w latach 70 i 80 tak kręcono w Europie Wschodniej i Środkowej filmy, czyli wojsko dostawało rozkaz udziału w filmie i grali w filmie, dzięki czemu, np. radzieckie i polskie superprodukcje z lat 70 i 80 dorównują rozmachem, a nawet prześcigają superprodukcje z Hollywood, bo władza w ZSRR i Polsce chciała pokazać, że jesteśmy lepsi od amerykanów, nawet w filmie

Nie dość że rozmach jest taki, że najlepiej oglądać w jak najlepszej wersji (niektóre sceny musiały być nakręcone z samolotu, gdy jest pokazane całe pole bitwy), to jeszcze bitwa została odwzorowana bardzo szczegółowo. Podobno niewiele się nie zgadza z faktami historycznymi, możliwie wierne odwzorowano wydarzenia, jakie doprowadziły do starcia dwóch armii. Ale nie tylko bitwa jest nakręcona z rozmachem, bo widać, że władowali bardzo dużo kasy w każdą minutę filmu.

Do takich produkcji idealnie pasuje tekst Siary z Kilera, czyli mają rozmach skurwisyny, to po prostu trzeba zobaczyć w jak najlepszej wersji. Dla samej realizacji warto obejrzeć, a poza rozmachem film przedstawia też ciekawy obraz dwójki głównych bohaterów. Zresztą bitwa też trzyma w napięciu, choć od początku wiadomo jak się skończy, jak się zna historię bitwy. Ocena: 8/10.
Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #618 : Październik 07, 2019, 12:03:16 »

Parasite (2019)

Zdobywca Złotej Palmy w Cannes to znakomite połączenie kina rozrywkowego i artystyczno ambitnego z przesłaniem, ale takiego, które podoba się nie tylko krytykom i dziennikarzom, bo też zwykłym widzom.

Dla mnie ten film okazał się trochę przehajpowany. Za dużo się naczytałem opinii, które podniosły film do rangi arcydzieła i w kinie oczekiwałem, że film mnie całkowicie rozniesie... a było tylko dobrze :) Technicznie film jest faktycznie świetny. Zdjęcia i scenografia są wymuskane. Aktorsko tez jest bardzo dobrze ale nikt mnie nie zachwycił. Blisko była aktorka grająca żonę bogacza, ale chyba dlatego, że była najbardziej ekspresyjna :) Początek filmu jest najlepszy, gdy rodzina po kolei wkrada się w łaski. Potem wchodzą twisty i dla mnie jakoś się ten film rozjechał... i dopiero końcówka spięła wszystko tak jak należy.

7/10
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
marczewek

*

Miejsce pobytu:
była stolica byłego województwa




mój nik wzion sie od mojego imienia

« Odpowiedz #619 : Październik 14, 2019, 12:57:35 »

Przykładny obywatel (2019)
Liam Neeson w roli kierowcy śnieżnego pługa, postanawia znaleźć i zemścić się na mordercach swojego syna. Film jest remakiem Szweckiego filmu z 2014 roku. Na plus sceneria, która nie jest zbyt popularna w amerykańskim kinie.
Sam film jak wiele innych z Neesonem. Dużo akcji, strzelanin bijatyk. Można obejrzeć. 5,5/10

Artykuł 99 (1992)
Miejscem akcji jest szpital dla weteranów, gdzie mamy do czynienia z dwoma ścierającymi się obozami. Ofiarni lekarze chcieli by pomagać swoim podopiecznym, ale administracja szpitala myśli tylko o tym jak zaoszczędzić pieniądze.
Film jest dziwny. Ni to dramat, ni to komedia. Trudno go jednoznacznie ocenić. Trochę taki Ostry dyżur. 6/10

Snajper 4: Kolejne starcie (2011)
Taka jakby kontynuacja Snajperów z Tomem Berengerem. W tej części go nie ma, ale jest jego syn i pojawia się też Richard Miller. Akcja dzieje się w Afryce, gdzie oddział Brandona Becketta ma za zadanie uratować europejskiego farmera uwięzionego na ziemiach do których zbliżają się oddziały rebeliantów. Taki tam film bez specjalnej fabuły. 6/10

Snajper 5: Dziedzictwo (2014)
Tajemniczy snajper zabija wysockich rangą oficerów. Nikt nie wie kim jest, i kogo ma jeszcze na liście. Panika na wysokich stołkach jest coraz większa. Gdy jedną z ofiar ma być rzekomo Thomas Beckett, jego syn wkracza do akcji.
Znów typowa strzelanka bez większej refleksji. 6/10

Sniper: Ghost Shooter (2016)
Grupa snajperów zostaje wysłana do ochrony gazociągu przed terrorystami. Nieco lepsza niż dwie wcześniejsze. Trochę bardziej rozbudowana i bardziej emocjonująca. W tej części znów nie ma starego Becketta. Pierwsze skrzypce ponownie gra Brandon Beckett i Richard Miller. 6/10

Remedium (2014)
Film znany także pod tytułem The Treatment i De Behandeling. Belgijska ekranizacja książki brytyjskiej pisarki Mo Hayder.
Detektyw z mroczną przeszłością prowadzi śledztwo napaści i porwania na pewną rodzinę. Dość mroczny thriller który zaskakuje trochę fabułą. Mimo dwóch godzin trzyma w napięciu i ogląda się go z zainteresowaniem.
Zgrzyta natomiast końcówka i sama postać głównego złoczyńcy. Tak trochę to głupio wygląda. 7/10

Zły Samarytanin (2018)
Dwóch kolegów ma ciekawy pomysł na życie. Pracują jako parkingowi przy dużej restauracji. Podczas gdy jeden obserwuje lokal, drugi w tym czasie udaje się samochodem klientów do ich domu i go obrabia. Podczas jednego z tych wypadów odkrywa w jednym z nich uwięzioną kobietę. Fabuła jest dość głupkowata i naiwna. Postępowanie bohaterów momentami mocno absurdalne. Ale ogląda się to to nawet z zainteresowaniem. Niby durne, ale może być. 6/10

Kong: Wyspa Czaszki (2017)
Trochę takie Jumanji: Przygoda w dżungli z dużą ilością potworów i bardziej morderczą fabułą. Niezłe efekty specjalne, choć sama fabuła mocno kuleje. Raczej od początku wiadomo było kto zginie, a kto przeżyje. No i mało małpy. 6/10
« Ostatnia zmiana: Październik 14, 2019, 13:21:39 wysłane przez marczewek » Zapisane

- Klasyka to książki, które ludzie cenią i których nie czytają.
Mark Twain
Strony: 1 ... 29 30 [31]   Do góry
Drukuj
Skocz do: