Strony: [1] 2 3   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Teatr, opera, filharmonia  (Przeczytany 21324 razy)
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« : Wrzesień 01, 2011, 16:18:08 »

Nie widziałem tematu o wymienionych w tytule instytucjach więc pozwoliłem sobie takowy założyć. Generalnie ma on spełniać rolę podobną do działu filmowego: zawierać informacje/relacje z ciekawszych wydarzeń kulturalnych w teatrach, operach i filharmoniach.

Zacznę może ja sam, kilka słów o rzeczach jakie widziałem w tym roku.

Opera Bałtycka w Gdańsku: Gwałt na Lukrecji
Rzecz dosyć ciekawa, jednakże bez zbytnich rewelacji. Była to uwspółcześniona wersja, a tego typu inscenizacje rzadko przypadają mi do gustu niestety. Używanie kanistrów jako kieliszków do wina może się niektórym wydawać jakimś "nowym odczytaniem", a dla mnie jest zwyczajnie dosyć słabym efektem. Finał za to iście genialny, emocje totalne.

Opera Bałtycka w Gdańsku: Salome
Coś absolutnie genialnego! Rzucał się w oczy minimalizm (praktycznie brak scenografii, orkiestra zajmująca większą część sceny) oraz rozdzielenie głównych postaci na głos i ciało. Opera wręcz porażająca swoją genialnością! A scena solowego tańca Salome? Poezja!!! Naprawdę gorąco polecam wszystkim miłośnikom tańca współczesnego.

Teatr Muzyczny w Gdyni: Spamalot
Monty Python w najlepszym wydaniu. Praktycznie ciągłe salwy śmiechu i to aż do łez. Zestaw tak świetnie zagranych scen, że człowiek żałuję gdy spektakl się kończy i trzeba wychodzić. Muzycznie jest trochę gorzej, ale kilka utworów dało radę (na czele z miksem w wykonaniu Pani Jeziora :D). No i królik-erotoman-morderca :D

Teatr Muzyczny w Gdyni: Skrzypek na Dachu
Niestety tylko poprawne wydarzenie, bez porywających momentów. Owszem dosyć mocno skłania do myślenia, ale też jednocześnie trochę męczy i przytłacza. Niestety brak jest w moim odczuciu jakichś genialnych momentów, a i kończy się tak nagle w sumie.

W najbliższym sezonie planuję jeszcze obejrzeć Lalkę oraz Grease w Teatrze Muzycznym, a także Romea i Julię w Operze Bałtyckiej :)
Zapisane
Cichy
Moderator

*

Miejsce pobytu:
Legionowo



WWW
« Odpowiedz #1 : Wrzesień 01, 2011, 16:47:24 »

Teatr Muzyczny w Gdyni: Spamalot

O kurczę, nie wiedziałem, że w ogóle to grają w Polsce!  :o To tylko Gdynia, czy może inne miasta?

Poza tym bardzo lubię chodzić do teatru i filharmonii, ale jakoś tak ostatnio nie było czasu i okazji... Zdaje się, że ostatnio byłem na Madame Butterfly w Operze Narodowej z Kają, ale to było chyba na przełomie jesień/zima 2010/2011. Niech mnie Kaja wyprowadzi z błędu jeśli się mylę :). W każdym razie, mimo że opera znana i ograna, to i tak miło się oglądało. Zwłaszcza scenografia i choreografia były świetne.
Zapisane
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #2 : Wrzesień 01, 2011, 16:58:24 »

Spamalot jest rdzennie gdyńskim przedstawieniem :) Niestety nie pamiętam jak to było z jego wystawianiem przez ten zespół poza Trójmiastem, ale zdarza się, że niektóre z gdyńskich spektakli opuszczają nasz rejon i 1-2 razy w roku są grywane w głębi kraju. Chociaż obecnie to raczej Grease oraz Shrek (nowość sezonu 2011/2012) będą gościły w innych teatrach. Jako, że są najświeższe. Chociaż kto wie :) Ale jakby co to zapraszamy do nas  Anioł
Zapisane
Cichy
Moderator

*

Miejsce pobytu:
Legionowo



WWW
« Odpowiedz #3 : Wrzesień 01, 2011, 17:24:21 »

Ale jakby co to zapraszamy do nas  Anioł

Bardzo chętnie :D. A jak często jest grany ten spektakl?

Spamalot jest rdzennie gdyńskim przedstawieniem :)

Mówisz o polskiej wersji? Bo z tego co mi wiadomo to w Stanach był grywany Spamalot.
Zapisane
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #4 : Wrzesień 01, 2011, 17:28:01 »

Bardzo chętnie :D. A jak często jest grany ten spektakl?
Póki co (czyli do końca października) wcale :D Ale to dlatego, że na zmianę grane są dwie nowości (Shrek i Grease). Myślę jednak, że w tym sezonie będzie on grany jeszcze wiele razy (przez 4-5 dni pod rząd tak raz na 2 miesiące minimum myślę). To w miarę nowość w Gdyni (2010) więc szanse na obejrzenie są duże. Będę śledził ten temat i dawał znać :)

Mówisz o polskiej wersji? Bo z tego co mi wiadomo to w Stanach był grywany Spamalot.
O polskiej :) Sorry za ten skrót myślowy :)
Zapisane
murhaaja

*

Miejsce pobytu:
Wrock

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



Nox

WWW
« Odpowiedz #5 : Wrzesień 02, 2011, 19:32:35 »

ja, jeśli chodzi o teatr, bardzo lubię nasz wrocławski muzyczny Kapitol :D kocham ichnie Włosy, w listopadzie wybieram się 4 raz :D:D <3  idę jeszcze na Frankensteina, jestem strasznie ciekawa jak taki musical może wyglądać, ale na pewno będzie świetnie :D
Zapisane

raz, dwa, trzy, Merkury w drugim domu
księżyc, pięć, nic nie może pomóc,
sześć, nieszczęście, Anuszka, siedem, wieczór,
olej, głowa, profesor wszystko przeczuł
---------------------------------------------------
uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #6 : Wrzesień 09, 2011, 22:44:10 »

Pierwsze bilety na nowy sezon już zdobyte. Tym razem Lalka w Teatrze Muzycznym w Gdyni oraz Kopciuszek w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Na Lalkę jestem mocno nakręcony, nie dość, że to moja ulubiona książka z czasów szkoły to jeszcze samo przedstawienie zbiera tylko i wyłącznie pochwały (a ja głupi jestem, bo wcześniej nie poszedłem  :pff6:). Kopciuszek może być też ciekawy, ale póki co mało wiadomo, bo premiera w grudniu dopiero. A i miejsca świetne udało się zdobyć - dwa razy w czwartym rzędzie. Bliżej siadać nie ma sensu, muzyka niezbyt dobrze brzmi... Chociaż i tak po wyjściu z Opery będzie mnie głowa boleć... Klimatyzacja, a raczej jej brak ostro daje w kość.
Zapisane
Kaja

*




« Odpowiedz #7 : Wrzesień 10, 2011, 18:22:28 »

Na Lalkę jestem mocno nakręcony, nie dość, że to moja ulubiona książka z czasów szkoły to jeszcze samo przedstawienie zbiera tylko i wyłącznie pochwały

O! Kolejny wielbiciel "Lalki" - moja lektura nr 1 z liceum :D.

Mi bardzo zależało na "Czarodziejskim flecie" Mozarta, który był grany tego lata w Operze Kameralnej w Warszawie. Niestety... terminy zupełnie nie dopisały...
Zapisane

"Więc kimże w końcu jesteś? - Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro."
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #8 : Październik 20, 2011, 23:27:47 »

Lalka w Teatrze Muzycznym w Gdyni.

Mniej więcej 24 godziny temu wychodziłem ze spektaklu i do teraz nie mogę się pozbierać. Uważam, że nagroda dla najlepszego polskiego spektaklu 2010 r. to nagroda przyznana zdecydowanie zasłużenie. Mamy tutaj do czynienia z wydarzeniem iście genialnym. Ale po kolei.
200 minut (licząc z przerwą, zatem ponad 3 godziny samego przedstawienie) to zdecydowanie za mało, by ukazać ogrom książki Prusa, ale trzeba przyznać, że fabuła została znakomicie zaprezentowana i ewidentne cięcia nie rażą. Znajomość książki zdecydowanie pomaga w odbiorze spektaklu, ale jej brak nie byłby aż tak dużą przeszkodą. Całość podzielona jest na (jak dobrze pamiętam) 8 rozdziałów, które zaczynają się (poza dwoma chyba) od wychodzenia Wokulskiego spod sceny (nawiązanie do wychodzenia z piwnicy, jednej w najważniejszych scen książki - oczywiste), widoczne jest jego zmęczenie tą czynnością w miarę rozwoju akcji. Prus napisał zakończenie "Lalki", które do dzisiaj wzbudza ożywione dyskusje. Jak wyszło to w scenicznej wersji? Nie napisze wprost, ale moim zdaniem - scena końcowa jest rewelacyjna. Chylę czoła.
Spektakl cechuje dosyć ograniczona scenografia. Orkiestrę przesadzono na trzeci plan, dzięki czemu scena jest bliżej widza. Tak na marginesie, siedziałem w 4 rzędzie, centralnie na wprost sceny i się doigrałem - w jednej ze scen Wokulski wychodzi w publiczność i kilka minut jego postać przebywała jakieś 30 cm ode mnie. Powiem wprost: wrażenie nieziemskie, za to kocham teatr, za możliwość (dosłownie) poczucia oddechu sztuki.
Ale wróćmy do scenografii. Całość podzielono na świat zewnętrzny (bliżej) i wnętrza (dalej) za pomocą dosyć mocno przezroczystej kurtyny posiadającej zabudowane dwoje drzwi. Dosyć ciekawy efekt. Większość zabudowy w spektaklu opierała się na sklepowych skrzyniach oraz wariacjach na temat skrzynek. Ta ascetyczna forma pasowała wręcz idealnie.
Obsada, jak to zazwyczaj w gdyńskim Muzycznym stanęła na wysokości zadania. Przede wszystkim Izabelę Łęcką grała tego dnia Renia Gosławska, która wywindowała poziom kreacji na wyżyny (co prawda charakteryzacja sprawiła, że czułem się momentami jakbym oglądał Natalie Portman w "Black Swan", no ale do tego jeszcze wrócimy). Postać Łęckiej to jedna z największych zalet gdyńskiej "Lalki", nie można obok tej postaci przejść obojętnie, ona wręcz dusi swoją osobą. Nie jest wcale przerysowana! Co to, to nie. Takie wrażenie można tylko odnieść po postaci starego Łęckiego, ale to też się jakoś tam wpisuje w ogólny odbiór sztuki. Rzecki jest klasą sama w sobie, a ostatnie sceny z nim to prawdziwy Mount Everest dramatyzmu.
Co do charakteryzacji - wszystkie postaci (poza Rzeckim i Wokulskim) miały maski (tj. wybielone twarze). Można to odczytywać jako wspomniane już maski, ale także jako ukazanie ich jako lalki czy też marionetki. Ja uknułem teorię, że mówimy tutaj nawet o jakimś nawiązaniu do robotów i ogólnej mechanizacji. Ale to trochę kontrowersyjny pogląd ;) Tak czy inaczej, często postaci poruszały się w sposób marionetkowy, sztucznie uginały się im nogi. O motywie lalki z pozytywki świadczy także pojawiający się wielokrotnie motyw muzyczny pozytywki. Słyszymy go chociaż w pierwszym utworze:

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Idapk8N33ZA" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Idapk8N33ZA</a>

Przyznam się, że już dawno żaden taki niby prosty dźwięk nie wprowadził mnie od razu w klimat większej całości.
Muzycznie "Lalka" stoi na poziomie niezwykle wysokim. Utwory są przesycone swingiem, jazzem, zdają się idealnie pasować do lat dwudziestych XX wieku. Może to trochę dziwić, ale na scenie sprawdza się w 100%. Także taniec i układy choreograficzne to uczta dla oka. Nikła scenografia sprzyja pokazywaniu większych układów tanecznych, a w "Lalce" takowe obserwujemy dosyć często.
Na chwile obecną cieszę się, że zakupiłem program oraz album ze zdjęciami spektaklu, które są niezwykłą pamiątką po wczorajszym wieczorze. W planach mam też szybki zakup ścieżki dźwiękowej, która pozwoli wrócić myślami do sztuki, którą jeszcze nie raz będę chciał obejrzeć na żywo.
Poniżej jeden z najlepszych fragmentów musicalu. Osoby, które nie chcą sobie aż tak spoilerować zakończenia proszę o wyłączenie po 03:40 :)

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=l-I-q7xPuaI" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=l-I-q7xPuaI</a>
Zapisane
chiyeko

*

Miejsce pobytu:
Olkusz

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #9 : Październik 24, 2011, 21:35:40 »

Ameryki nie odkryję tym co chcę polecić, ale.. Warszawa, Teatr Muzyczny Roma - Les Miserables. Spektakl przecudowny, chciałam jechać drugi raz, ale niestety nie dam rady. Jednak z całego serca polecam, bo przeżycie świetne :) (i to aby nie przez fakt, że gra tam Zagrobelny ;))
Zapisane

"Niezmienny scenariusz naszych czasów:
apokalipsa zagraża... lecz nie następuje. I zagraża nadal."
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #10 : Styczeń 08, 2012, 20:56:10 »

Byłem dzisiaj na koncercie "Śpiewający aktorzy" (Scena Kameralna Teatru Wybrzeże) i muszę przyznać, że była to rzecz wielce zacna. Soliści trójmiejskich scen zaprezentowali się w repertuarze polskiej piosenki z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wszystkie utwory poddano solidnemu przearanżowieniu i w zasadzie był to taki jazzujący koncert, dosyć ciekawy zabieg muszę przyznać. Jeśli chodzi o poszczególnych wykonawców, to tradycyjnie swoją genialność ukazała Renia Gosławska (jej "Zatańcz ze mną" z repertuaru Edyty Bartosiewicz poraziło chyba każdego, dawno nie czułem się tak wzruszony pojedynczą piosenką), a do grona moich faworytek zdecydowania awansowała Emilia Komarnicka  Anioł Coś czuję, że częściej będę chodził do Teatru Wybrzeże teraz :D Ogółem rzecz zacna i zdecydowanie warta stania na lekkim deszczu w kolejce (impreza była niebiletowana, miejsca zajmowano według uznania, a cały dochód poszedł na WOŚP).

A za tydzień: Kopciuszek w Operze Bałtyckiej, a po nim w lutym: Grease w Teatrze Muzycznym :)
Zapisane
evening

*

Miejsce pobytu:
Kaer Morhen




« Odpowiedz #11 : Styczeń 17, 2012, 16:26:50 »

To może i ja kilka słów. Najpierw o spektaklach w Teatrze Muzycznym w Gdyni, bo na pewno robią wrażenie.

1. Skrzypek na dachu. Było to moje pierwsze spotkanie z tym Teatrem. I teatrem muzycznym w ogóle. Podobało mi się, aczkolwiek rewelacji nie było. Mam podobne odczucia, jak dampf. Chyba zły wybór jak na sam początek, bo powiedzenie, że zraziłam się do tegoż teatru to przesada, ale nie ciągnęło mnie, by szybko tam powrócić. Co było oczywiście błędem.

2. Chicago - czyli mój drugi raz z TMwG. Tu już szał ciał. Utwory przemiłe dla ucha, kreacje piękne, a aktorzy wcielający się w swoje role bardzo przekonywujący. Jednym słowem rewelacja. Dużo by wymieniać genialnych scen i utworów. Nie będę się może jednak zagłębiać, ale na pewno było warto. Zwłaszcza, że był to bodaj ostatni spektakl tego musicalu (trafiłam na pożegnanie z tytułem). Wychodząc żałowałam, że to już ten ostatni raz. Chętnie bym bowiem na Chicago wróciła.

3. Fame. I ty razem się nie zawiodłam. Całość wizualnie piękna. Uśmiech na twarzy przeplatał się z łezką wzruszenia. Sprawczynią tej ostatniej była Carmen, w tej roli rewelacyjna (jak dla mnie) Renia Gosławska. To właśnie jej postać widzę, gdy mówię 'Fame'. Zwłaszcza piosenka 'W LA' powala na łopatki. Warto pójść choćby dla tej jednej aktorki, choć oczywiście wszyscy stanęli na wysokości zadania. Troszkę denerwowała mnie postać Sereny Katz, ale to już chyba zwykłe czepialstwo. Jeśli jeszcze będą grać, wrócę. Wrócę na pewno.

4. Spamalot. Tu już zgadzam się w stu procentach z dampf'em: co do salw śmiechu, Pani Jeziora :D, królika. Nie było sceny, która nie rozśmieszyłaby mnie do łez. Jeden wielki łzotok. :)  I tylko uwaga, bo po spektaklu można odczuwać niekomfortowy ból mięśni jarzmowych - mniejszego i większego - musculus zygomaticus major et minor (nie ma to jak mała powtórka na forum do zbliżającego się egzaminu z anatomii). :P Również chcę obejrzeć jeszcze raz. Tylko skąd wziąć fundusze na to wszystko?

W tym tygodniu czeka mnie jeszcze Shrek w Teatrze Muzycznym, którego nie mogę się doczekać. A już dziś na Scenie Malarnia w Gdańsku - Faza delta. Opinie nie są zbyt pochlebne, ale cóż. Przekonam się sama.

edit: dampf, zaintrygowałeś mnie Renią i 'jej' piosenką. Cóż, poszukałam i znalazłam. To chyba to. I tylko mogę żałować, że nie wiedziałam o tak zacnym wydarzeniu. Jeśli będziesz wiedział, że coś równie interesującego się dzieje w Trójmieście, daj tu znać, proooszę :)

http://w125.wrzuta.pl/audio/4O351o5B14A/wosp_2012_renia_goslawska_magdalena_smuk_rafal_ostrowski
« Ostatnia zmiana: Styczeń 17, 2012, 17:41:24 wysłane przez evening » Zapisane

Wygra we mnie ten wilk, którego nakarmię.
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #12 : Styczeń 17, 2012, 17:59:53 »

O miło powitać miłośniczkę Teatru Muzycznego :) Chicago i Fame mnie niestety ominęły, czego żałuję i to bardzo, ale miałem taki okres w życiu, że nie chodziłem do teatrów (teraz mi się to dziwne wydaje). A Fame jak pamiętam to już nie będzie wystawiany niestety, bo kojarzę, że było pożegnanie z tytułem jakiś czas temu :( Daj znać koniecznie jak Shrek wypada, bo przyznam się szczerze, że mam mocno mieszane uczucia odnośnie tego spektaklu i nie wiem czy warto planować wyjście na niego... O Fazie Delta czytałem jakieś recenzje, że słabe, ale tak jak z powyższym: czekam na Twoje refleksje :)

Mnie z kolei czekają teraz: Grease w Teatrze Muzycznym (16 lutego) oraz planowany Pan Tadeusz w Teatrze Wybrzeże w lutym (muszę bilet kupić jeszcze). Nie omieszkam coś tutaj naskrobać w ramach relacji.

Za to w ostatnią sobotę byłem w Operze Bałtyckiej na Kopciuszku. Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że było to coś cudownego! Baletowa interpretacja (taniec współczesny) do muzyki Prokofiewa z przeniesieniem akcji do Ameryki lat czterdziestych brzmi jak herezja, ale uwierzcie: to się broniło samo przez się. Oszczędność scenografii działała in plus. A sam taniec? Rewelacja. Beata Giza udowodniła jak wielką jest artystką. Były momenty, kiedy nie wiedziałem na co zwracać większą uwagę: na jej taniec czy mimikę. Bo to wszystko tak wypełniało scenę, że nie szło całości objąć. Ona żyła tą postacią. W pełni. A zakończenie pierwszego aktu oraz połowa drugiego (z ponownym wejściem na scenę po wybiciu północy) to maksymalne emocje. Polecam ten balet każdemu miłośnikowi tańca.

Dziękuję za link! Tak, to ten utwór (czy ja pomyliłem tytuł, czy ta piosenka figuruje pod dwoma? bo się zakręciłem), ehh szkoda, że to tylko trzy piosenki. Wiele bym dał za pełen bootleg (chociaż cały koncert filmowano, więc może to zostanie w komplecie opublikowane kiedyś). Raz jeszcze dziękuję :) A informacji nie wrzucałem, bo w sumie nie wiedziałem, że ktoś by był tym zainteresowany tutaj :) Nadrobię w przyszłości :)

Na Youtube znalazłem w sumie tylko finał koncertu (ale nie pamiętam, czy jest to pierwsze wykonanie tego utworu, czy drugie, bo śpiewano go dwa razy):

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=YCr3cAtkQz0" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=YCr3cAtkQz0</a>
« Ostatnia zmiana: Styczeń 17, 2012, 19:39:24 wysłane przez dampf » Zapisane
evening

*

Miejsce pobytu:
Kaer Morhen




« Odpowiedz #13 : Styczeń 18, 2012, 03:11:21 »

Co do Shreka, sprawa wygląda u mnie następująco. Wcześniej nie miałam jakiegoś ogromnego ciśnienia, by wybrać się akurat na ten spektakl, ale jako że już dość dawno w teatrze w Gdyni nie byłam, a i przyjeżdża do mnie rodzina (z dziećmi) na ferie, chętnie skorzystam z okazji i się wybiorę. A relację oczywiście zdam po powrocie. :) Na Grease też już dość dawno planowałam się wybrać, więc może również w lutym w końcu się uda.

Jeśli o Kopciuszka chodzi, Twoja opinia była na tyle zachęcająca, że zainteresowałam się nim, ale niestety dziś był ostatni dzień, w którym go przedstawiali. Cóż, może po wakacjach powróci. Będę uważnie śledziła repertuar.

A link? Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość. :) Spotkałam się z dwoma tytułami tej piosenki. 'Zatańcz ze mną' pojawia się jako jeden z nich, ale to jednak 'Ostatni' jest tym oficjalnym. Ale czy powiesz 'Ostatni' czy 'Zatańcz ze mną' i tak wszyscy wiedzą, o jaki utwór chodzi. Filmik dodany przez Ciebie - świetny. Tym sposobem mamy już cztery utwory z tego dnia. Może znajdzie się coś jeszcze. :D

A, no i wróciłam parę godzin temu z Fazy delta. W zasadzie po przeczytaniu kilku zdań opisu wiemy, jak się wszystko zakończy. A więc żadnego zaskoczenia pod względem treści sztuki zwyczajnie nie ma. Nie przeszkadza to jednak, bo w tym przypadku przecież nie o zawiłą czy wyjątkowo bogatą fabułę chodzi. Ja już po pierwszych kilku minutach spektaklu zaczęłam wchodzić w świat młodych bohaterów. Bohaterów, którzy mimo swojego chamstwa i głupoty, są na swój sposób sympatyczni i dadzą się lubić. Było mi o tyle łatwo, że sama jestem jeszcze raczej osobą małoletnią :), która wychowywała się w zasadzie w podobnym środowisku. W specyficznym, często nierozumianym przez społeczeństwo świecie kibicowskim. Ja miałam to szczęście, że moich rodziców stać było na zapewnienie mi ciekawego życia pozaszkolnego - mogłam trenować, uczęszczać na dodatkowe zajęcia, zainteresowali mnie książkami :P. Jednak moi znajomi nie wszyscy mieli takie możliwości. A że na dzielnicy był klub piłkarski, to właśnie wokół niego skupiała się większość. Z braku innych opcji, mecze, piwko na ławce czy 'gruba impreza' to jedyne rozrywki moich znajomych i bohaterów 'Fazy delta'. Spektakl opowiada o dniu 'felernym dla Miśka' - kibica Wisły. Oprócz niego poznajemy też mężczyznę, a w zasadzie chłopca, o uroczo brzmiącej ksywce - Liszaj :P, ich kolegę - Mastodonta oraz barmankę Justynę. Ot zwykli, normalni ludzie. W zasadzie tacy jak my. Może tylko trochę bardziej wulgarni. A możne nie? Może wcale nieróżniący się od współczesnych dwudziestolatków? Alkohol w połączeniu z narkotykami oraz brak możliwości kontroli nad własnym ciałem i świadomością po zażyciu kwasów, przekształca ich  'wewnętrzną imprezę' w miejsce zbrodni. I w sumie to tyle, jeśli o fabułę chodzi. Co ma przekazać 'Faza delta'? Chyba przede wszystkim niby znaną prawdę, że narkotyki to zło. Że nawet silni ludzie (np. agresywny, dominujący Misiek) potrafią złapać taką 'fazę', że pod wpływem tracą poczucie rzeczywistości i kontroli nad samym sobą - w tym przypadku jest to straszne w skutkach. Co więcej, pokazuje smutny fakt, że młodzież często nie czuje się odpowiedzialna za swoje złe czyny, wręcz nie widzi w nich nic nieodpowiedniego. Mimo że od początku znałam zakończenie, pod koniec odrobinę się nawet wzruszyłam. Może dlatego, że całość była przedstawiana w takim lekkim, zabawnym, komediowym stylu, a zupełnie zmieniona atmosfera w końcówce to czas na powagę i refleksję. Recenzenci zarzucają sztuce, że jest płytka i banalna. Cóż, może nie należy do najbardziej ambitnych i najlepszych, jakie widziałam, ale ja się cieszę, że poszłam i mogę sama ją ocenić. A może jestem płytka i banalna, skoro sztuka wiele razy mnie rozśmieszyła? Nie wiem. Mnie się podobało i już. Co do gry aktorów, najbardziej wyrazistą i pewnie najlepiej przedstawioną postacią jest Misiek (Michał Jaros). Ale mnie najbardziej oczarował Piotr Witkowski (Liszaj). Cóż, ma chłopak to coś w sobie... Anioł Na pewno z przyjemnością będę śledzić jego kolejne aktorskie poczynania.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 18, 2012, 03:14:29 wysłane przez evening » Zapisane

Wygra we mnie ten wilk, którego nakarmię.
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #14 : Styczeń 22, 2012, 01:05:39 »

Co do Shreka
A, no to czekamy na opinie :D Zakładam, że pozytywne :)

Jeśli o Kopciuszka chodzi, Twoja opinia była na tyle zachęcająca, że zainteresowałam się nim, ale niestety dziś był ostatni dzień, w którym go przedstawiali. Cóż, może po wakacjach powróci. Będę uważnie śledziła repertuar.
No właśnie repertuar Opery Bałtyckiej w tym roku to wiele tytułów, ale każdy z nich pokazywany tylko przez kilka dni. Kopciuszek chyba w miesiąc po premierze już znika na ten sezon. A polecam go wielce. Sam się nawet zastanawiam czy w przyszłym roku nie zobaczyć go znowu, bo zarówno Kierc jak i Giza gwarantują emocje na scenie. Nie daj się też zwieść komentarzom, które głoszą, że jest to sztuka dla dzieci, bo to niestety krzywdzące opinie. Byłem sam świadkiem jak jedna dziewczynka się na spektaklu ostro popłakała, a kilkoro innych dzieci z przerwie szło do domu już. Ta wersja Kopciuszka ocieka smutkiem i powagą, ale takie podejście do tytułu jest ciekawe, gdyż pozwala spojrzeć z innej strony i odkryć kolejna warstwę.

Z obecnego repertuaru Opery polecę Salome, które będzie ponownie wystawiane w maju. Co prawda jak dla mnie za mało tam tańca było, ale solowy popis Franciszki Kierc wynagrodził to w 200%.

Tym sposobem mamy już cztery utwory z tego dnia. Może znajdzie się coś jeszcze. :D
Nie ukrywam, że dużo bym dał zwłaszcza za utwory Emilii Komarnickiej :D Cykady na cykladach były super, ale Kryzysowa Narzeczona to już totalne mistrzostwo świata...

A, no i wróciłam parę godzin temu z Fazy delta.
Dzięki za recenzję. Do tej pory czytałem o tym wystawieniu raczej komentarze, które go spłycały trochę, a tutaj trochę więcej wiary się pojawiło. No i dobrze, bo przyznam się bez bicia, że Teatr Wybrzeże ma niestety słaba promocję, a i ja sam go mocno zaniedbuję :(
Zapisane
evening

*

Miejsce pobytu:
Kaer Morhen




« Odpowiedz #15 : Styczeń 25, 2012, 00:38:45 »

Obiecałam, że podzielę się wrażeniami po Shreku, a więc czynię swą powinność. Właściwie nie wiem, od czego zacząć... Postaram się krótko i węzłowato. Może w ten sposób.

Plusy:
1. Scenografia. Niesamowite, ruchome drzewa czy ogromna i jakże słodka smoczyca na pewno robią wielkie wrażenie.
2. Kostiumy. Kolorowe, bajkowe, właściwie idealne. Nic dodać, nic ująć.
3. Osioł. Zabawna, niektórych irytująca, ale przez to bardzo wyrazista postać. Niestety nie wiem, kto tego dnia wcielił się w niego, ale ta rola była jedną z najlepszych.
4. Lord Farquaad. Szacunek za urocze bieganie przez tyle czasu na kolanach. :D Generalnie pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie.

Minusy albo raczej moje rozczarowania:
1. Scenariusz i dialogi. O ile filmowy Shrek pod względem fabuły bardzo mi się podobał, o tyle ten musicalowy trochę rozczarował. Zdaję sobie sprawę, że scenarzysta musiał dość wiernie trzymać się oryginału, ale akurat to nie do końca przypadło mi do gustu. Żarty i wiele zabawnych 'tekstów', które przewijają się w filmie, przeszły wręcz do historii i przez niektórych używane są w codziennym życiu. Ale co za dużo, to niezdrowo. Może zbyt wiele razy oglądałam film, a że mam wrażenie, iż w musicalu powtórzone są praktycznie słowo w słowo co zabawniejsze sceny, u mnie ogromnych salw śmiechu nie wywołały. Po prostu już je za dobrze znałam. Drugą kwestią jest to, że oczekuję od sztuki, by w jakiś sposób mnie poruszyła. A że jestem wrażliwą osobą, nie jest trudno tego dokonać. Lubię czasem uronić łezkę, powściekać się na negatywne postacie czy zadumać nad czyimś losem. W tym przypadku nic takiego nie nastąpiło. I nie jest to kwestia tego, że jest to tylko bajka i nie ma co się rozczulać ani wymagać od niej wielkich emocji. Przy Królu Lwie ZAWSZE płaczę jak głupia, a oglądałam go już setki razy. Nie jest to też raczej wina tego, że Shreka już znałam. ?Fame? również obejrzałam najpierw jako film, więc historia była mi znana, a mimo to musicalowa ?Sława? bardzo mnie poruszyła. Pod tym względem czuję więc niedosyt.
2. Fiona. Nie jestem pewna, kto grał, ale pani ta była zbyt wysoka, zbyt postawna i zbyt dojrzała, jak na Fionę, według mnie... Trochę czepialstwo? :P
3. Smoczyca. I nie chodzi mi tu o to, aby odbierać coś Grażynie Drejskiej - wspaniałej i wokalnie jednej z najlepszych aktorek tego musicalu. Ale ja byłam nastawiona i tak bardzo liczyłam na to, że w tej roli zobaczę Martę Smuk, że postać Smoczycy jest dla mnie rozczarowaniem. No dobra, trochę się czepiam. ;)

Podsumowując cieszę się, że poszłam do teatru, bo od strony wizualnej było to naprawdę duże przeżycie. Także dlatego, że dzieciaki, które do mnie przyjechały i z którymi oglądałam Shreka odebrały spektakl bardzo pozytywnie. Wiem jednak, że już nie powrócę na to widowisko. Po wielu pozytywnych opiniach nie spodziewałam się, że moja będzie taka. Ale jak dla mnie to niestety przerost formy nad treścią...


Pewnie dampf już wiesz, ale jest kilka nowych filmików z koncertu, na którym byłeś. Wszak Emilii Komarnickiej nie znalazłam ;), ale po wpisaniu 'Śpiewający Aktorzy 2012' na youtube pojawia się kilka świeżych rzeczy. Trzeba ściągać, oglądać, póki ACTA nie dorwie się do nich... :pff4:

Cytuj
A informacji nie wrzucałem, bo w sumie nie wiedziałem, że ktoś by był tym zainteresowany tutaj :) Nadrobię w przyszłości :)

Trzymam za słowo i liczę na Ciebie. :D
Zapisane

Wygra we mnie ten wilk, którego nakarmię.
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #16 : Styczeń 26, 2012, 22:59:26 »

Niesamowite, ruchome drzewa czy ogromna i jakże słodka smoczyca na pewno robią wielkie wrażenie.
No tego się właśnie najbardziej spodziewam, że może olśnić widza. Podobno rekwizyty do "Shreka" zajmują cały magazyn główny Teatru Muzycznego i na czas jego wystawiania trzeba scenografię do pozostałych spektakli trzymać gdzie indziej :D

Ale co za dużo, to niezdrowo. Może zbyt wiele razy oglądałam film, a że mam wrażenie, iż w musicalu powtórzone są praktycznie słowo w słowo co zabawniejsze sceny, u mnie ogromnych salw śmiechu nie wywołały. Po prostu już je za dobrze znałam.
I od tego miejsca Twoja relacja różni się od tych w oficjalnych mediach :D Bo tam przeważał zachwyt nad nieustannymi salwami śmiechu na widowni i takie tam inne mądre słowa redaktorów. Ale to można podciągnąć pod pompowanie balonika :D Jakoś bardziej miarodajna mi się wydaje Twoja relacja :D

Przy Królu Lwie ZAWSZE płaczę jak głupia, a oglądałam go już setki razy.
No bo "Król Lew" to film genialny i jest w moim prywatnym Top 5 od dawna. Swoją droga miałaś okazję zobaczyć go w zeszłym roku w kinie?:)

Ale ja byłam nastawiona i tak bardzo liczyłam na to, że w tej roli zobaczę Martę Smuk, że postać Smoczycy jest dla mnie rozczarowaniem. No dobra, trochę się czepiam. ;)
Oj obie panie Smuk mają potężne głosy i są gwiazdami Muzycznego :D Nie pamiętam już która z nich, ale jak były pierwsze informacje o planach wystawienia Shreka to w wywiadzie zaproponowała postać "Smukczycy" :D Fajna gra słów ;)

Ale jak dla mnie to niestety przerost formy nad treścią...
No tak właśnie jakoś tego się obawiam... Dziękuję za relację :) Na pewno rzuciła trochę nowego światła na spektakl :)

jest kilka nowych filmików z koncertu, na którym byłeś.
No własnie przekopałem internet i trochę tego było więcej, ale już tutaj nie wrzucałem, bo nie chciałem spamować tematu trójmiejskimi wydarzeniami jeszcze bardziej :D I tak czuję, że to miejsce zostało przejęte przez Trójmiasto :P

Wszak Emilii Komarnickiej nie znalazłam
Spisek :P Ale pochwalę się, że mam już bilet na "Pana Tadeusza" (nie ma jak teatralne czwartki i bilety w promocyjnych cenach :D) i będzie okazja zobaczyć ją jako Zosię :)

Trzymam za słowo i liczę na Ciebie
I wzajemnie :P
Zapisane
evening

*

Miejsce pobytu:
Kaer Morhen




« Odpowiedz #17 : Luty 11, 2012, 20:32:52 »

No bo "Król Lew" to film genialny i jest w moim prywatnym Top 5 od dawna. Swoją droga miałaś okazję zobaczyć go w zeszłym roku w kinie?:)

Oczywiście. Jak tylko dowiedziałam się, że będzie znowu w kinie, od razu zakupiłam bilety. Zabawna sprawa w ogóle z tym 'Królem Lwem'. Pierwszy raz oglądałam go w kinie w wieku bodajże 5 lat, później sto razy w domu i znowu w kinie w wieku 21. I wiem, że nigdy mi się nie znudzi. Mam taką małą obsesję na punkcie tej bajki. Nawet mój pies - Simba jest nazwany na jej cześć. I to nic, że to dwukilowy maltańczyk i z lwa niestety niewiele ma, oprócz imienia właśnie. :D A Ty wybrałeś się do kina?

bo nie chciałem spamować tematu trójmiejskimi wydarzeniami jeszcze bardziej :D I tak czuję, że to miejsce zostało przejęte przez Trójmiasto :P

Haha, zauważyłam właśnie. Ale ważne, że cokolwiek dzieje się w temacie. Trójmiasto kulturalną stolicą Polski... No dobra, Trójmiasto kulturalną stolicą gothamcafe. ;)

A swoją drogą, dampf, widzę, że zbliża się dużymi krokami Twoja wizyta w Muzycznym. Czekam na relację z Grease. A jak ten Pan Tadeusz? I ulubiona Emilia w roli Zosi?
Zapisane

Wygra we mnie ten wilk, którego nakarmię.
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #18 : Luty 12, 2012, 19:25:50 »

A Ty wybrałeś się do kina?
Tak :) Z tym, że na wersję analogową, bo mam ogólną awersją do filmów w 3D i nie miałem ochoty psuć sobie przyjemności z oglądania tymi śmiesznymi okularami, które mi zawsze przykrywają moje własne i wygody nie diabła w tym nie ma :D Ale do rzeczy: dopiero po raz pierwszy widziałem ten film w kinie, a wcześniej znałem go tylko z wieeeelu obejrzeń na VHSie. No i było pięknie. Ten film to jest coś ponadczasowego, a usłyszeć "Krąg życia" i "Miłość rośnie wokół nas" to było spełnienie marzeń.

A swoją drogą, dampf, widzę, że zbliża się dużymi krokami Twoja wizyta w Muzycznym. Czekam na relację z Grease. A jak ten Pan Tadeusz? I ulubiona Emilia w roli Zosi?
Cicho, bo się wyda czemu idę do teatru :P Żartuję :P "Pan Tadeusz" czeka mnie dopiero za niecałe dwa tygodnie, więc recenzje jeszcze trochę poczekają chyba :) A Ty masz teraz jakieś teatralne plany?:)
Zapisane
dampf

*

Miejsce pobytu:
Trójmiasto




« Odpowiedz #19 : Luty 17, 2012, 20:17:46 »

Grease (Teatr Muzyczny w Gdyni)

No i jestem po wczorajszym spektaklu. Pełen energii, zadowolony i tryskający pozytywną energią. Jeśli ktoś szuka przedstawienia, które będzie kwintesencją musicalu, to lepiej nie może wybrać i musi udać się na Grease :) Pomimo prawie roku od premiery na sali komplet widzów, którzy zgotowali iście potężną burzę oklasków (dość dodać, że finałowy medley taneczny został dwukrotnie wykonany, w tym raz jako bis). Całość trwała dwie i pół godziny (wliczając w to jedną przerwę) i tylko szkoda, że to tak krótko. Ale do rzeczy.

Widać tendencję do wychodzenia poza scenę z przedstawieniem. Także tutaj każdy akt zaczynał się już na widowni, z której aktorzy wchodzili powoli na scenę i tam kontynuowali odgrywanie ról. Także schodzenie polegało często na przebieganiu wśród widzów. Miałem miejsce na rogu, więc dosyć często działo się to o parę centymetrów ode mnie :D Na przyszłość polecam też pierwszy rząd, gdyż części siedzących tam osób rozdawane są wizytówki jednej z postaci (mam ochotę takową zdobyć :D). Sama scenografia była ciekawie zaaranżowana. Część główna praktycznie się nie zmieniała, a tylko dosuwano drobne elementy, które symbolizowały szkołę, pokój, ulicę, park. Fajnie to wyszło muszę przyznać. Nie było przesytu, a każdy chyba wiedział gdzie aktualnie się znajdujemy.

Akcja poprowadzona wartko i dynamicznie. Co prawda można się przyczepić do drugiej połowy drugiego aktu, gdzie wszystko się toczy bardzo szybko, ale to tak naprawdę nieistotna uwaga jak tak nad tym się zastanawiam teraz. Za to początek był iście genialny. Moment, w którym na scenie pojawiają się "młodzi" (gdyż pierwsze minuty to wydarzenia toczące się po latach) zawiera w sumie taka dawkę pozytywnej energii, że nie da się praktycznie usiedzieć na miejscu. A na łopatki kładzie dodatkowo następna sekwencja tocząca się w szkole, gdzie poszczególne dialogi skaczą od jednego końca sceny do drugiego i człowiek czuje się przytłoczony akcją. I tak jest praktycznie aż do samego końca.

Muzycznie jest rewelacyjnie. Polskie wersje takich klasyków jak "Summer Nights" czy "You're the One that I want" brzmią świetnie i nie tracą nic ze swojej ponadczasowości. Ogromne brawa za dobrą adaptację całej ścieżki dźwiękowej. Piosenki oraz dynamiczne układy taneczne są zdecydowanie zaletą "Grease". To jest właśnie energia musicalu!

Last but not least: aktorzy :) Tutaj było baaardzo dobrze, znowu miałem złoty strzał z wersją obsady :D Zacznę od męskiej cześć: Marek Kaliszuk jako Zuko świetny, podobnie jak chociażby Sebastian Wisłocki w roli Sonny'ego. Ogółem panowie byli bardzo fajnie zgrani i czuć było, że czują się na scenie jako grupa naturalnie, a to przecież podstawa. Sebastian Munch jako Anioł był największym WTF przedstawienia, a Pusia przeszła już chyba do historii :D Przechodząc do pań: cóż...  Dorota Białkowska jako Sandy mnie nie przekonała. Brakowało mi czegoś w tej roli, jakiegoś znaku charakterystycznego, czegoś dzięki czemu na dłużej zapamiętałbym tę kreację, a tutaj było tylko poprawnie niestety. Może to też kwestia tego, że została ona moim zdaniem przyćmiona przez trzy inne aktorki: Magda Smuk jako Jan po raz kolejny wspięła się swoje wyżyny. Jej postać żyła każdym gestem, mimiką, dosłownie wszystkim. Chyba najbardziej pozytywna z kobiecych ról. Renia Gosławska w roli Betty to dziewczyna, która może przerazić, ale też kusi. Gosławska zagrała równie genialnie jak Smuk, coś niesamowitego. No i moje nowe odkrycie, a zarazem faworytka spektaklu: Mariola Kurnicka jako Marty. Oj czaruje oczami, czaruje. Chętnie ją jeszcze w jakimś przedstawieniu obejrzę :)

Ogółem: polecam, polecam, polecam. Nawet na początek przygody z Teatrem Muzycznym w Gdyni. Zostaniemy wtedy zarażeni energią i zapragniemy znowu odwiedzić znajome miejsce :)

A za tydzień "Pan Tadeusz" w Teatrze Wybrzeże. A w marcu "Na początku był dom" na Scenie Kameralnej tego samego teatru :)
Zapisane
Strony: [1] 2 3   Do góry
Drukuj
Skocz do: