Magnis
|
 |
« : Styczeń 17, 2011, 21:43:30 » |
|
 Opis książki : Detektyw Lincoln Rhyme, duma i chwała nowojorskiej policji kryminalnej, ściga nieuchwytnego seryjnego mordercę zwanego Tańczącym Trumniarzem. Ten niezwykle inteligentny zbrodniarz uderza znienacka, błyskawicznie, zawsze w odmienny sposób, po czym znika bez śladu. Tylko jedna z jego ofiar zauważyła charakterystyczny szczegół, o którym przed śmiercią zdążyła powiedzieć policji. Ten szczegół to niezwykły tatuaż na ramieniu mordercy, przedstawiający Śmierć tańczącą z kobietą przed otwartą trumną. Co oznacza zagadkowy tatuaż? Czy ta skromna wskazówka pomoże Rhyme'owi ocalić kolejne ofiary działającego z żelazną konsekwencją zabójcy? Opromieniony sławą detektyw zdaje sobie sprawę, że oto trafił na godnego siebie przeciwnika, najbardziej zaś dręczy go graniczące z pewnością przeczucie, że już gdzieś, kiedyś go spotkał. Powieść Deavera ma to do siebie, że potrafi wciągnąć od początku aż po zakończenie i tak się w moim przypadku stało.Czyta się ją fajnie, ma poprowadzoną szybko akcję i trzyma w napięciu.Autor znów ukazuje nam pozyskanie dowodów i przybliża w przystępny sposób metody ich pozyskania.Bohaterowie są ciekawi oraz mamy dobrze napisane dialogi.Sama historia jest przez Deavera znów jest dokładnie przemyślana.Ma wiele podsuniętych mylnych tropów co mi się podobało bo potrafi zaskoczyć.Zakończenie na pewno jest zaskakujące.Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy w wyjaśnieniu kto co i jak  .Książkę polecam bo jest to bardzo dobry thriller.Ocena 8/10  . Jaka jest wasza opinia o książce  ?
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Styczeń 28, 2011, 15:44:20 wysłane przez Magnis »
|
Zapisane
|
Mistrzem grozy w Polsce jest Stefan Grabiński.
|
|
|
J.Xavier.B

Miejsce pobytu: Białystok
|
 |
« Odpowiedz #1 : Styczeń 28, 2011, 13:58:15 » |
|
Autor znów ukazuje nam pozyskanie dowodów i przybliża w przystępny sposób metody ich pozyskania.
Magnis, całkiem zabawnie brzmi to Twoje zagalopowanie się w tym zdaniu  . Aha, i w tytule wątku w słowie "trumniarz" uciekła Ci litera "n"  . Jaka jest wasza opinia o książce  ? Książkę czytałem przed kilku laty, ale pamiętam, że podobała mi się bardzo, ba nawet bardziej od "Kolekcjonera kości", zaś szczegółowo swój entuzjazm co do wrazeń z lektury drugiej powieści z serii Rhyme & Sachs wyraziłem TUTAJ oraz TUTAJ a także TUTAJ  . Fajne z resztą były wtedy czasy w pokoju Deavera, więcej tam się wówczas działo niż teraz i do tego kupa śmiechu jak się wspomni tamtejsze posty, oj było wesoło  . Aż sobie z sentymentu przewertowałem kilka stron  .
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Magnis
|
 |
« Odpowiedz #2 : Styczeń 28, 2011, 15:46:42 » |
|
Poprawiłem już w nazwie  . Xavier zawsze mozna poczytać i powspominać dawne dzieje  .
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Mistrzem grozy w Polsce jest Stefan Grabiński.
|
|
|
Tathagatha

Miejsce pobytu: Lublin
|
 |
« Odpowiedz #3 : Styczeń 30, 2011, 21:42:36 » |
|
Xavier chłopie! Ile Ty tę książkę czytałeś! Że też Cię nie skręciło po drodze  Ja dostałam w swoje łapska w piątek ok 20 i kilka godzin temu skończyłam i to tak 'późno', bo musiałam nieco ruszyć pracę licencjacką i ładnych parę godzin mi się zeszło. Ale ja to taka ciekawska jestem - może dlatego  Obawiałam się nieco, że będzie schematycznie - nie było. Za to było wciągająco, emocjonująco i niebanalnie. Podoba mi się to, że wszystko jest przemyślane, każdy najdrobniejszy szczegół. Nie siedzisz i nie myślisz 'WTF??', a niestety często się to zdarza, że fakty nie trzymają się kupy. A tu gra gitara. Do tego! Fajnie pisze Deaver - takim przyjaznym językiem, ale mimo to książka jest wymagająca. Trzeba trochę wysilić mózgownicę, żeby nadążyć za Lincolmem. No i to mi się podoba - odrobina wysiłku intelektualnego się przyda, a jakże! No i mistrzunio zakończeń nie zawiódł mnie - ostatnie kartki wbijają w fotel. Dobra, przyznam, że kilka razy przeszło mi na myśl, że Tablot maczał w tym swoje tłuste paluchy, ale szybko zrezygnowałam z domysłów, bo wiedziałam, że Jeffery tak namota, że będę sobie mogła te domysły wsadzić. Za to nigdy bym nie wpadła na to, że Jodie to Trumniarz. Cudo. I w ogóle pierwsze zdanie książki sprawiło, że parsknęłam śmiechem. Coś jakby: 'cały Deaver'. Dla zapominalskich: "Kiedy Percey Carney żegnała się ze swoim mężem, nie przypuszczała, że więcej go nie zobaczy." No i kurczę już na początku pisarz wpuszcza nas w maliny, bo ja na przykład byłam przekonana, że to Percey zginie, a Wy? Mimo wszystko jednak bardziej podobał mi się Kolekcjoner. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że był tam motyw nazwijmy to medyczny, a tu mamy samoloty, które mnie nie kręcą. Tylko dlatego, ale jest to drobniutka rzecz i kwestia gustu i nie umniejsza całości. Ale w porównaniu... 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
|
|
|
Magnis
|
 |
« Odpowiedz #4 : Styczeń 30, 2011, 22:17:34 » |
|
No i mistrzunio zakończeń nie zawiódł mnie - ostatnie kartki wbijają w fotel. Dobra, przyznam, że kilka razy przeszło mi na myśl, że Tablot maczał w tym swoje tłuste paluchy, ale szybko zrezygnowałam z domysłów, bo wiedziałam, że Jeffery tak namota, że będę sobie mogła te domysły wsadzić. Za to nigdy bym nie wpadła na to, że Jodie to Trumniarz. Cudo. Ja także nie przypuszczałem podczas czytania, że to będzie ktoś inny niż Stephen, a okazał się nim Jodie  .Deaver jak w przypadku Kolekcjonera kości zaserwował zaskakujące zakończenie powieści i nie można było zgadnąć kto to jest  . I w ogóle pierwsze zdanie książki sprawiło, że parsknęłam śmiechem. Coś jakby: 'cały Deaver'. Dla zapominalskich: "Kiedy Percey Carney żegnała się ze swoim mężem, nie przypuszczała, że więcej go nie zobaczy." No i kurczę już na początku pisarz wpuszcza nas w maliny, bo ja na przykład byłam przekonana, że to Percey zginie, a Wy? No właśnie jak można zauważyć to jednak kilka takich zdań było i sprowadzało się do odwrócenia uwagi czytelnika (tak sądzę) kto ma zginąć  .Co do Percey to było mistrzowskie posunięcie ze strony Deavera  . Mimo wszystko jednak bardziej podobał mi się Kolekcjoner. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że był tam motyw nazwijmy to medyczny, a tu mamy samoloty, które mnie nie kręcą. Tylko dlatego, ale jest to drobniutka rzecz i kwestia gustu i nie umniejsza całości. Ale w porównaniu...  Mi akurat nie przeszkadzało i fajna nawet była zagadka była związana z hangarem jak wszedł Stephen  .
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Mistrzem grozy w Polsce jest Stefan Grabiński.
|
|
|
Tathagatha

Miejsce pobytu: Lublin
|
 |
« Odpowiedz #5 : Styczeń 30, 2011, 22:30:47 » |
|
Mi akurat nie przeszkadzało i fajna nawet była zagadka była związana z hangarem jak wszedł Stephen  . Tzn. wiesz nie chce, żeby to zabrzmiało tak, że mi to przeszkadzało, bo tak nie było. Chodziło mi tylko, że porównując obie książki klimaty 'medyczne' są mi bliższe i z tego powodu Kolekcjoner plasuje się nieco wyżej
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
|
|
|
J.Xavier.B

Miejsce pobytu: Białystok
|
 |
« Odpowiedz #6 : Styczeń 31, 2011, 10:14:46 » |
|
Xavier chłopie!
Doprawdy w tym momencie poczułem sie jak u Reymonta  . Ile Ty tę książkę czytałeś! Że też Cię nie skręciło po drodze  No co??  Tylko miesiąc i pięć dni  . Ale to pewnie dlatego, że wtedy to byłem wręcz uzależniony od pisania postów na GWKC i dużo mniej się czytało; czasem to bywało tak, że po przyjściu z pracy najpierw siadałem do komputera, a jadłem dopiero po jakiejś godzinie  . Dobrze, że teraz jest rodzinka, to nieco hamuję się ze swoją nadmierną aktywnością forumową  . Obawiałam się nieco, że będzie schematycznie - nie było. Za to było wciągająco, emocjonująco i niebanalnie. Podoba mi się to, że wszystko jest przemyślane, każdy najdrobniejszy szczegół. Nie siedzisz i nie myślisz 'WTF??', a niestety często się to zdarza, że fakty nie trzymają się kupy. A tu gra gitara. Do tego! Fajnie pisze Deaver - takim przyjaznym językiem, ale mimo to książka jest wymagająca. Trzeba trochę wysilić mózgownicę, żeby nadążyć za Lincolmem. No i to mi się podoba - odrobina wysiłku intelektualnego się przyda, a jakże!
Mnie też się to podoba w prozie Deavera, te wszystkie drobne elementy układanki w ostatecznym rozrachunku dobrze spasowane niczym w niezawodnej maszynerii  . Co ciekawe spotkałem się z opiniami, że te właśnie dopasowanie wszystkiego jest nieco rażące, że niby mało prawdopodobne, jeśliby odnieść takie sytuacje do rzeczywistego świata  . Ale przecież ma to być czytelnicza rozrywka, a nie historia przez życie pisana, więc na pewne zbiegi okoliczności, czy trafne wnioski jakie wysnuwają bohaterowie tak "Tańcącego trumniarza", jak i innych powieści Deavera, trzeba przymknąć oko i delektować się jakże zakręconą, nieprzewidywalną fabułą  . Za to nigdy bym nie wpadła na to, że Jodie to Trumniarz. Cudo. Mnie Jeff tą zagrywką fabularną również wyprowadził w pole, kto by się spodziewał takiego rozstrzygnięcia wspomnianego wątku  . I w ogóle pierwsze zdanie książki sprawiło, że parsknęłam śmiechem. Coś jakby: 'cały Deaver'. Dla zapominalskich: "Kiedy Percey Carney żegnała się ze swoim mężem, nie przypuszczała, że więcej go nie zobaczy." No i kurczę już na początku pisarz wpuszcza nas w maliny, bo ja na przykład byłam przekonana, że to Percey zginie, a Wy? Osobiście bardzo lubię w czytanych książkach ten specyficzny smaczek pierwszego zdania, które od razu sprawia, że chce się czytać dalej  . A jak jeszcze jest w tym zawarty twist fabularny - o czym rzecz jasna na początku nie wiemy  - to już w ogóle frajda na całego  Mimo wszystko jednak bardziej podobał mi się Kolekcjoner.
Może to być również spowodowane faktem, że niejako już zostałaś wprowadzona w klimat śledczy, jaki proponuje czytelnikowi Deaver, a nieraz ciężko jest przebić samemu autorowi fenomen pierwszej powieści z danej serii, tym bardziej, że została ona okrzyknięta hitem, a do tego cieszyła się całkiem udaną ekranizacją  Ale poczekaj, aż sięgniesz po "Maga" i "Zegarmistrza"  .
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Styczeń 31, 2011, 10:17:47 wysłane przez J.Xavier.B »
|
Zapisane
|
|
|
|
Tathagatha

Miejsce pobytu: Lublin
|
 |
« Odpowiedz #7 : Styczeń 31, 2011, 10:28:50 » |
|
A propo tej udanej ekranizacji Kolekcjonera to muszę w końcu obejrzeć. Chociaż na 90% będę narzekała straszliwie  Za wymagająca jestem pod tym względem i chyba też niesprawiedliwa. Trudno...co robić 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
|
|
|
Duddits
Gość
|
 |
« Odpowiedz #8 : Luty 23, 2011, 11:06:59 » |
|
Za mną druga część z cyklu Lincoln Rhyme i Amelia Sachs. Liczyłem na dużo po rewelacyjnym Kolekcjonerze Kości. Sam tytuł - Tańczący Trumniarz - już był klimatyczny. Oczywiście się nie przeliczyłem choć tym razem pewien niedosyt po lekturze pozostał. Zaczęło się z grubej rury i tak było praktycznie przez całą powieść. Non stop akcja plus nieoczekiwane zwroty w akcji a sam koniec to już w ogóle miazga. Kto by się spodziewał... Ja wiem, że to tylko książka ale tak czy siak naciągane to trochę. Zakończenie nie popsuło mi jednak lektury. Książkę czytałem w zawrotnym jak na mnie tempie co już świadczy o jej wartości. Nigdzie mi się nie spieszyło, po prostu ciągle chciałem wiedzieć co będzie dalej. Co jak co ale Deaver nie przynudza. Jak już wspomniałem wcześniej, pozostał po lekturze pewien niedosyt. Brak według mnie takiego klimatu jakiego uświadczyliśmy w Kolekcjonerze Kości. Brakowało mi starego Nowego Jorku. Sam czarny bohater też był słabszy od tego z pierwszej części serii. Wkurzyłem się nawet, że na koniec okazało się to co się okazało. Bardzo podobała mi się u Stephena jego własna w pewnym sensie wyimaginowana fobia, która jak się później dowidziałem była wynikiem traumatycznego przeżycia z dzieciństwa, które mogło zostać bardziej rozwinięte niż kilka strzępów z relacji Stephena z ojcem. Chętnie też więcej bym się dowiedział o Jodim i jego Danse Macabre. Druga sprawa. Nie wiem, może mi się tylko zdawało ale Sachs w Tańczącym Trumniarzu została jakby bardziej w cieniu Lincolna. Wiem, że to on powinien grać pierwsze skrzypce ale brakowało mi jej osobistych wycieczek w przeszłość swojego życia. Brakowało mi jej.. hm, nie wiem jak to nazwać. Jej intymności? Nie mniej książkę się pochłania nie czyta. Sama akcja jest pierwsza klasa. Po raz kolejny bardziej utożsamiałem się ze szwarzcharakterem a takie momenty jak cała historia z babką z trzema kotami to palce lizać. Bardzo dobra powieść. Brakowało mi klimatu z pierwszej części ale przecież to tylko (i aż) kryminał. Trup ściele się gęsto i o to chodzi. Nic pozostało mi nic tylko kupić Puste Krzesło a potem mała przerwa na... innego Deavera.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Rose
Moderator

Miejsce pobytu: Chełmno
|
 |
« Odpowiedz #9 : Luty 23, 2011, 18:48:49 » |
|
Jeśli lubisz dawny Nowy Jork powinna Ci się spodobać "Dwunasta karta" - jedna z moich faworytek 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
  -=(0)(0)=-
|
|
|
Duddits
Gość
|
 |
« Odpowiedz #10 : Luty 23, 2011, 20:21:02 » |
|
Dzięki Rose ale właśnie sprawdziłem, że to też z tej serii więc poczeka w kolejce. Staram się czytać chronologicznie 
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
rinho
Moderator

Miejsce pobytu: Zgierz
|
 |
« Odpowiedz #11 : Marzec 02, 2011, 18:55:30 » |
|
Druga sprawa. Nie wiem, może mi się tylko zdawało ale Sachs w Tańczącym Trumniarzu została jakby bardziej w cieniu Lincolna. Wiem, że to on powinien grać pierwsze skrzypce ale brakowało mi jej osobistych wycieczek w przeszłość swojego życia. Brakowało mi jej.. hm, nie wiem jak to nazwać. Jej intymności? I dzięki bogu ;-) Ja już trochę tęsknię za czasami, kiedy to Rhyme był wyraźnie pierwszoplanową postacią, kiedy nawet gdy jego postać nie pojawiała się na stronicy książki to i tak przykuwała uwagę;) teraz się to trochę rozmyło i za bardzo dzieli się z Sachs. W zasadzie to nawet nie chodzi mi o samą postać Rhyme'a a o jego umysł (i o pomoce laboratoryjne  ) TO było to co baaaardzo mi się podobało, te nowe książki trochę za bardzo światowe są, jeśli wiecie co mam na myśli  Aczkolwiek żeby było jasne - to co teraz robi Jeff wciąż bardzo mi się podoba, uważam że to książki od dobre po genialne, to ciągle mój ulubiony autor literatury popularnej, natomiast równie dobrze mogłyby one sobie być 'stand-alone'. W skrócie - JA CHCĘ W KOŃCU MOJEGO STAREGO DOBREGO LINCOLNA!  dobrze ze teraz bedzie pisal Bonda, moze te wielkie miedzynarodowe intrygi zarezerwuje dla niego, a Rhyme "znormalnieje"
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Duddits
Gość
|
 |
« Odpowiedz #12 : Marzec 04, 2011, 17:42:07 » |
|
No to mamy zupełnie różne zdania na ten temat. Bohaterów mamy dwóch, którzy się wzajemnie uzupełniają. W trumniarzy Sachs było zdecydowanie mniej od Rhyme. Przynajmniej ja tak to odczułem. Owszem badała te swoje miejsca zbrodni ale nie tak w jak kolekcjonerze. Nie było w tym takiego klimatu. Rhyme zdominował tą powieść co jest dla mnie minusem.
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|