Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Puste krzesło  (Przeczytany 456 razy)
Tathagatha

*

Miejsce pobytu:
Lublin


Zobacz profil
« : Marzec 28, 2011, 08:37:11 »



Opis książki:

Małym, sennym miasteczkiem wstrząsa seria tragicznych wydarzeń.

Kilkunastoletni Garret, znany z odrażającego, dziwacznego hobby - hodowli owadów - jest podejrzany o zamordowanie kolegi i uprowadzenie oraz prawdopodobnie zabicie dwóch dziewcząt. Lokalnej policji przychodzi z pomocą sparaliżowany, wybitny nowojorski kryminalistyk Lincoln Rhyme, który za dwa dni ma zostać poddany operacji w tutejszym Centrum Medycznym. W zorganizowanym naprędce laboratorium bada i analizuje nikłe dowody. Tymczasem poszukiwania Owadziego Króla trwają, wreszcie udaje się go ująć, ale nie wiadomo, gdzie są i czy żyją jego ofiary.


---------------------------------------------------------------------------------------------------

Wczoraj skończyłam czytać i standardowo jestem zachwycona:)

Rewelacyjny, gburowaty i ironiczny Rhyme i pewna siebie Sachs po raz kolejny bohaterami wciągającej i pełnej zaskakujących zwrotów akcji historii.
Najlepsze w jego książkach jest to, że potrafi pisać z pasją. Gdy się za coś bierze pewne jest to, że nie potraktuje tego powierzchownie. I tak jak w 'Pustym krześle' motywem przewodnim są owady, tak Jeffery spisał się na medal mistrzowsko pisząc o nich, nie przynudzając przy tym.

Nie zabrakło dużych emocji spowodowanych zawiłą fabułą i zaskakującymi wydarzeniami. Pozytywne wrażenie potęguje dodatkowo fakt, że cała opowieść jest składna i przemyślana w najdrobniejszym szczególe, a do tego zakończenie kopie:)


Jakie są Wasze wrażenia?
Zapisane

Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
J.Xavier.B

*

Miejsce pobytu:
Białystok


Zobacz profil
« Odpowiedz #1 : Marzec 28, 2011, 21:50:59 »


O, proszę jak koleżanka poszła za ciosem w kryminalnym tańcu z Jeffem  Diabeł 9.

Ja zaś "Puste krzesło" spośród przeczytanych przez siebie powieści Deavera darzę szczególnym sentymentem, wszak od tego właśnie utworu rozpoczęła się moja przygoda z Lincolnem Rhyme'm & Amelią Sachs, która trwa już ładnych sześć lat :rad2:. Pamiętam, że książka wciągnęła mnie na maxa już od pierwszych stron, a swoje obszerne [:D] zadowolenie z wrażeń opisałem tuż po lekturze w recenzji zamieszczonej na CN  :faja:. Także zapraszam do konfrontacji opinii i uwrażliwiam na spojlery zawarte w rzeczonym tekście ;).
Zapisane

Tathagatha

*

Miejsce pobytu:
Lublin


Zobacz profil
« Odpowiedz #2 : Marzec 29, 2011, 09:07:38 »

No baaaa, Jeffery na stałe zagnieździł się już u mnie i podejrzewam, że nic nie zdoła go wykopać:)

Przeczytałam Twoją recenzję - bardzo zgrabna i trafna. Muszę przyznać, że odczucia mamy bardzo podobne:)

Ja już polecam każdemu komu mogę tą serię. Szkoda się nie zapoznać choćby z jednym tomem. A jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś mógłby nie polubić tych książek.
Zapisane

Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
BrunoS.

*

Miejsce pobytu:
często ul. Cicha 6


Zobacz profil
« Odpowiedz #3 : Maj 12, 2011, 18:52:55 »

Ja dziś, po lekkim rozbracie z Deaverem zacząłem czytac Puste krzesło. Jestem na ok 100 str. i czyta się chyba lepiej niż ostatnio przeze mnie czytane Panieński grób czy Tańczący trumniarz... Ciężki i tajemniczy klimat małego miasteczka wspaniale oddany. Wiele sobie po tym początku obiecuję...
Zapisane

/R\
BrunoS.

*

Miejsce pobytu:
często ul. Cicha 6


Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : Maj 20, 2011, 10:42:01 »

Skończyłem niedawno Puste krzesło. Z trzech dotychczas przeczytanych książek Deavera ta z pewnością byla najlepsza. Fajnie się to czytało. Małe miasteczko, szczegółowe opisy życia i zachowań wielu owadów (niektóre naprawdę bardzo ciekawe), fajny pomysł na fabułę, jak i sposób jej rozwiązania. Można powiedzieć miodzio.

W jakimś wątku sąsiednim, ktoś przyrównał twisty i chwyty Deavera do Cobena. Kurde, ja tego nie łapię. Może wynika to z faktu, że jestem ogromnym fanem Cobena i z 18 jego książkami na koncie nie powinienem porównywać tych dwóch pisarzy, zwłaszcza że jak już wspomniałem książek Deavera mam na koncie zaledwie 3. Jednak co rzuciło mi się najbardziej w oczy, w przeciwieństwie do prozy Cobena to fakt, że wszystkie te zwroty akcji są takie jakieś mechaniczne, idealne, nie ma tu miejsca na jakiś przypadek czy broń Boże pomyłkę. A jeśli się już zdarza, to też jakaś taka wystudiowana...

Mam jeszcze jeden mały zarzut do pana Deavera. Mianowicie, nie daje on czytelnikowi jakiekolwiek szansy na to, aby w trakcie czytania miał on jakieś typy dotyczące tego kto jest zabójcą. Chodzi mi tu o to, że gdy odkrywa karty to nie ma już nic do dopowiedzenia. W trakcie lektury jego bohater nie odkryje się choćby jednym małym zdaniem, przejęzyczeniem czy nierozważnością, dzięki której mógłby się zdradzić, tak jak to bywa choćby u Christie czy Cobena. Wszystko wychodzi na końcu po szczegółowej relacji Rhyme'a ale w ten czas jest już za późno by cokolwiek pokombinować.

Ocena 7/10
« Ostatnia zmiana: Maj 20, 2011, 10:44:25 wysłane przez BrunoS. » Zapisane

/R\
Tathagatha

*

Miejsce pobytu:
Lublin


Zobacz profil
« Odpowiedz #5 : Maj 20, 2011, 11:21:57 »

Mam jeszcze jeden mały zarzut do pana Deavera. Mianowicie, nie daje on czytelnikowi jakiekolwiek szansy na to, aby w trakcie czytania miał on jakieś typy dotyczące tego kto jest zabójcą. Chodzi mi tu o to, że gdy odkrywa karty to nie ma już nic do dopowiedzenia. W trakcie lektury jego bohater nie odkryje się choćby jednym małym zdaniem, przejęzyczeniem czy nierozważnością, dzięki której mógłby się zdradzić, tak jak to bywa choćby u Christie czy Cobena. Wszystko wychodzi na końcu po szczegółowej relacji Rhyme'a ale w ten czas jest już za późno by cokolwiek pokombinować.

Tu się nie zgodzę, bo w Trumniarzu mi akurat udało się rozszyfrować wcześniej :)

Deaver daje, małe co prawda, wskazówki i nie w każdej powieści, ale nie jest to niewykonalne.
Jak się pozna nieco jego styl, to wiemy że w jego powieściach nie ma przypadkowych postaci i historii, a to daje do myślenia.

Ale moim zdaniem takie zaskoczenie na koniec mimo wszystko jest bardzo fajne.
Zapisane

Za każdym razem gdy stawiasz czoło trudnościom, masz znakomitą okazję by zademonstrować bogactwo swojego wnętrza.
Duddits
Gość
« Odpowiedz #6 : Maj 23, 2011, 11:38:28 »

Puste krzesło skończyłem czytać jakiś miesiąc temu. Jest to trzecie książka jaką czytałem z serii Sachs & Rhyme. Niestety muszę przyznać, że jest jest to jak do tej pory najsłabsza część cyklu. Sama książka choć najwyższej noty bym nie dał to i tak jest całkiem dobra. Jednak nie ma szans w porównaniu z dwoma pierwszymi częściami cyklu. Określenie "dobra" pasuje jak ulał. Na miano "bardzo dobrej" na pewno nie zasługuje.

Głównym powodem jest umiejscowienie akcji. Zdecydowanie bardziej mi się podoba akcja tocząca się w wielkiej metropolii jaką jest Nowy Jork niż  w zabitej dechami dziurze w Karolinie północnej. Nie wiem czemu ale jak już akcja ma dziać się w lesie to powinno to być zimą. Podobnie było z Porzuconymi ofiarami. Nie rajcuje mnie wymienianie rosnącej flory. Tak samo jak nie urzekła mnie miłość głównego podejrzanego do owadów. Jakieś to naciągane co nie co. A już totalnym przegięciem jest to czego dopuściła się Sachs. Mało wiarygodne posunięcie autora według mnie.

Podoba mi się oczywiście zakończenie co ratuje tą książkę. Jak zawsze, jak do tej pory moje podejrzenia okazywały się błędne. Było nawet lepsze niż w Tańczącym Trumniarzu. Klasą samą dla siebie jest jak zawsze Rhyme. Choć tutaj także brakowało mi jego starego nowojorskiego mieszkania wypełnionego skomplikowanym sprzętem i współpracownikami. Sellitto, Cooper, Derley i inni. Cieszyłem się gdy pojawił się ten ostatni.

Podsumowując. Książka solidna, dobra, kawał porządnego kryminału lecz bez fajerwerków. Najsłabsza z trzech pierwszych części cyklu. Ocena 6/10
Zapisane
Magnis

*


Zobacz profil
« Odpowiedz #7 : Sierpień 30, 2011, 13:37:23 »

Kilka dni temu skończyłem powieść Puste krzesło, w której występuje irytujący Rhyme i Sachs.Tym razem wyrwani ze swojego środowiska czyli Nowego Jorku spróbują rozwikłać pewną sprawę.Autor doskonale oddał zagubienie Rhyme, który nie znając środowiska oraz terenu musi dowiedzieć się jak najwięcej co mu pomoże w tej sprawie, ale ciągle jest irytujący
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
Za to Sachs jak zwykle dokładna i dążąca do prawdy.Fajną postacią jest na pewno Garrett, który zna okoliczne lasy oraz pasjonuje się różnego rodzajami owadów.Chociaż jest czarnym charakterem to nie sposób jednak go nie polubić.Pozostałe postacie są dobrze skonstruowane.
Fabuła jest ciekawa, ponieważ autorowi udało się stworzyć wiarygodne tło wydarzeń.W książce występuje kilka pościgów, strzelanin i szybko poprowadzona akcja co sprawia, że nie można się nudzić.Fajnie się czyta i co najważniejsze powieść wciąga w swoją historie.Szkoda tylko, że zakończenie jest trochę mniej zaskakujące, ale dobre.Ocena 7/10.
Zapisane

Mistrzem grozy w Polsce jest Stefan Grabiński.
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do: