- Bardzo ciekawie przedstawieni zostali bohaterowie ksiażki. Nie wiedziałem komu mam kibicować: Williemu Kohlowi, który bardzo przypominał mi zdrowego Lincolna Rhyme'a, czy Schumannowi. Zwłaszcza, że Ernst też był pokazany jako w sumie dobry człowiek... do momentu gdy zostało wyjaśnione na czym polegały badania w Waltham

I chociaż już wtedy nie miałem wątpliwości co zrobi Paul, to chciałem żeby zabił tego s*******a
- zwrot akcji z Morganem - wyśmienity. ja byłem bardziej skłonny powiedzieć, że to Kathe będzie tą "złą" Szkoda że potem wszystko było już dość przewidywalne, choć parę razy Jeffowi udało się mnie jeszcze zaskoczyć.
- śmierć Ottona. Moja ulubiona postać "Ogrodu". Przypominał mi swoją profesją Reda ze Skazanych na Shawshank. Ile ja łez wylałem w momencie, gdy umierał jak Wiking.
A potem okazało się, że jednak żyje

I nie uważam tego za jakieś cukierkowate zakończenie, raczej bardzo pozytywne

- szkoda mimo wszytko, że nie było po Morganie już żadnego takiego zwrotu. Można jeszcze te badania Waltham do tego dorzucić, ale potem właściwie wszystko dzieje się tak jak myślimy. Na koniec jeszcze takie małe zakręciki są, np. samolot w którym nie ma Schumanna, 'Byk' Gordon leci do Senatora, ale okazuje się, że za wszytkim stoi milioner. Tylko to wszystko nie jest już na taką skalę, i nie czujemy się tak, jak wtedy w restauacji gdy jej właściciel/kierownik(?) mówi, że zabity w Dresden Allee to Reginald Morgan.
- bardzo bym chciał żebyśmy mogli przeczytać jeszcze kiedyś o innych przygodach Williego Kohla. Oczywiście wcześniejszych, bo wiemy, że potem zasiedlił się w USA
- bardzo podobało mi się również wplecienie w powieść przodków Amelii To chyba dziadkowie, nie? tak mi się kojarzy, że o tym w Dwunastej karcie jest. Szkoda że nie było o nich więcej, ale wiemy, że narzeczony Charlotte już wtedy interesował się pracą w policji Ogólnie to fajna sprawa jest, lubię takie powiązania między książkami.