Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
 11 
 : Grudzień 05, 2019, 09:51:09  
Zaczęty przez Duddits - Nowe: wysłane przez p.a.
No mi się wylał dopiero z ostatniej serii i zacząłem przeglądać jego filmografię ;)

 12 
 : Grudzień 05, 2019, 09:22:12  
Zaczęty przez Duddits - Nowe: wysłane przez J1923
Oczywiście, Kusturica aż się wylewa z obrazków
Czarny kot, biały kot (Crna mačka, beli mačor, 1998)
p.a. +1

 13 
 : Grudzień 05, 2019, 07:53:22  
Zaczęty przez Duddits - Nowe: wysłane przez p.a.
Czarny kot, biały kot (1998)

 14 
 : Grudzień 04, 2019, 23:08:48  
Zaczęty przez Duddits - Nowe: wysłane przez J1923
Podpowiedź druga:



 15 
 : Grudzień 04, 2019, 22:37:23  
Zaczęty przez SickBastard - Nowe: wysłane przez michax77
Ready or Not (2019)

W roli głównej Samara Weaving, która powinna być bardziej popularna bo dziewczyna naprawdę umie grać. Moją uwagę przyciągnęła w netflixowym The Babysitter a tutaj tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że ma talent.

Dziwne że nie wspomniałeś o genialnym polskim tytule, Zabawa w pochowanego, który idealnie oddaje klimat filmu. A co do dziewczyny z niesamowicie dużymi niebieskimi oczami to ja na nią też zwróciłem uwagę w Babysitter. No i od tej pory widziałem ją w Korpo, Trzech Bilboardach i serialu Piknik pod wiszącą skałą, gdzie była jeszcze lepsza, więc fajnie że nie gra tylko w filmach krwawych, brutalnych. Liczę na to, że nie będzie tylko australijską gwiazdą znaną z kina z grozy, ale będzie różnorodną filmografię miała.

W tym filmie jest doskonała w roli Grace, panny młodej, a jest to wymagająca i fizyczna rola. Dziewczyna świetnie gra wachlarz różnych emocji i wewnętrznych stanów Grace, potrafi w jednym momencie przejść od wybuchu wściekłości do śmiechu. Reszta obsady też daje radę, np. dawno nie widziana Andie MacDowell, ale to Australijka jest najważniejsza w tej produkcji.

Zabawa w pochowanego to bezpretensjonalna rozrywka mająca w sobie elementy dreszczowca, horroru i smoliście czarnej komedii. No i co ważne w każdym z tych elementów film działa, kiedy trzeba trzyma film w napięciu, a kiedy trzeba rozśmiesza (końcowy dialog jest genialny). Ocena : 7/10.

A co do Midsommar to swoją drugą produkcją Ari Aster udowodnił, jeśli ktoś miał jakieś wątpliwości po debiucie, że sukces pierwszego filmu to nie był przypadek, tylko jest to reżyser z którym trzeba się liczyć w kinie grozy.  Jest to też twórca mający bardzo wyróżniający się styl, który się albo kupuje albo nie. Midsommar to kino grozy połączone z dramatem, czyli podobnie jak było z Hereditary. W drugim filmie mamy historię związku, który się dawno wypalił, zmienił się w toksyczną relację i żadna ze stron nie potrafi go zakończyć.

Aster bawi się formułą kina grozy, czasami trolluje widzów, bo jest wiele scen, gdy wydaje się, że coś się stanie, ale sceny są ucinane w tym momencie, gdy w innym filmie pewnie by epatowano brutalnymi scenami. Wiele sekwencji rozgrywa się poza ekranem, nie ma zbyt wielu mocnych sekwencji typowych dla kina grozy (może poza końcówką i sceną na klifie).

Pewnie to też nie pierwszy horror, którego akcja dzieje się w jasnych kolorach, czyli W biały dzień jak brzmi polski tytuł. Strona wizualna, czyli zdjęcia Polaka, ale też cała scenografia osady i  graficzne symbole, które pojawiają się od pierwszych scen (a jak im się przyjrzeć dokładnie to zdradzają całą fabułę) robią wrażenie, budują niepokojący klimat. Jest to też jeden z najpiękniej zrealizowanych filmów jakie widziałem w tym roku.  Film trzyma w napięciu, ale też bawi w wielu momentach. Było sporo scen, które mnie jednocześnie rozmieszały i przerażały.

W Midsommar doskonałą rolę stworzyła jedna z najlepszych aktorek młodego pokolenia z Anglii, czyli Florence Pugh, kolejna rola, w której mnie zachwyciła. Reszta obsady też daje radę, np. Jack Reynor w roli Christiana, chłopaka Dani. Kojarzę go głównie z ról sympatycznych facetów, np. brat głównego bohatera w cudownym Sing Street, a tutaj gra dupka.

Oczywiście nie zdziwię się jak wiele osób odbije się od tej produkcji, tak samo było z Hereditary. Słyszałem od znajomych o reakcjach widowni  na seansach Hereditary, jak widzowie się śmiali na scenach, które powinny budzić przerażenie i pewnie tak samo było na drugim filmie. Ale w przypadku Midsommar odniosłem wrażenie, że Aster specjalnie połączył horror i komedię w jedno, tak jakby chciał wyjść na przeciw tym wszystkim co śmieją się na jego filmach. Mam na myśli zwłaszcza sceny, jak grają aktorzy w rolach członków sekty, jak z parodii.

Po obejrzeniu dwóch filmów Astera wiem, że będę czekał na każdy jego film (podobnie jak na filmy Eggersa), ale też nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby nakręcił coś w innym gatunku. A jeśli dalej będzie kręcił horrory, to niech zrobi coś o wampirach, wilkołakach, duchach lub opętaniach, a nie tylko o sektach jak do tej pory.

 Midsommar jest znakomicie zagrany, wyreżyserowany, zmontowany, z kapitalnymi zdjęciami Pawła Pogorzelskiego, jak wcześniej wspomniałem, oraz rewelacyjną muzyką. I co ważne w ogóle nie nudzi mimo długiego metrażu, a widziałem wersję reżyserską, trzygodzinną. Nie porównam z wersją kinową, bo nie widziałem, ale w czasie seansu nie było żadnej sceny o której bym pomyślał, że została dodana. Więc moja ocena to 8/10.


 16 
 : Grudzień 04, 2019, 22:22:13  
Zaczęty przez HAL9000 - Nowe: wysłane przez michax77
Malek genialny jest w Mr Robocie, ale w filmie o Queen był taki sobie. Jeśli dostał Oscara to Taron  Egerton za rolę w filmie Rocketman o Eltonie Johnie powinien dostać wszystkie nagrody świata, gdzie nie tylko genialnie zagrał, ale też świetnie śpiewał.

A co do trailera to zapowiada dobry typowy bondowski film jakich wiele już było, czyli to samo co zwykle;)

A mnie się zaskakująco podoba. Craig nawet sprawia wrażenie jakby mu się chciało, lepiej wygląda jak w poprzednim filmie, bo nie na tak znudzonego. Choć liczę że Waltza będzie z góra 5 minut na ekranie, bo ta nowa wersja klasycznej postaci to jedno z najgorszych co powstało w nowych Bondach.

Tak samo Seydoux, która lubię to niestety nie była jakaś super w poprzednim filmie, ale za to ta nowa agentka zapowiada się na fajną i ciekawą postać.

Trailer zapowiada film ładny wizualnie, ma dużo kolorów, a nie takie szare kolory jak w średnim Spectre co na plus. I tak jak spodziewałem się w ogóle nie widać, że to film Fukunagi, nie ma stylu jego produkcji,  czyli chyba możemy być pewni, że zrobił dokładnie taki film jaki Barbara Broccoli chciała, nie odciśnie swojego stylu na tej produkcji, tylko zrobił porządną produkcję. Nie mówię że mi to przeszkadza, tylko stwierdzam fakt.

W ogóle z filmami o 007 to trochę jest jak z serialami (w sumie to przecież serial), że przychodzi reżyser na plan i robi swoje, co raz wychodzi a raz nie. Nieważne czy znane nazwisko czy stały reżyser Bondów, reżyser ma zrobić to co każe rodzina Broccoli. Pamiętam że wieki temu mieli swoich stałych reżyserów (teraz to można powiedzieć że Martin Campbell się łapie do takiej szufladki, bo dwa dobre zrobił, tak samo jak Sam Mendes, który zrobił jeden dobry i jeden słaby), np. Lewis Gilbert, albo John Glen, który jest jednym z moich ulubionych bo zrobił 4 Bondy, które bardzo sobie cenię, uważam za najlepsze w cyklu, jak Tylko dla twoich oczu (to chyba niepopularna opinia, ale bardzo lubię ten film, gdzie mamy pokazane chyba wszystkie zimowe dyscypliny sportowe, plus nurkowanie i wspinaczka na sznurówce;D), Zabójczy widok, W obliczu śmierci, Licencja na zabijanie. No i jeden spoko, który też lubię, czyli Ośmiorniczkę. Facet zrobił pod rząd 5 Bondów.

Pracował też jako asystent reżysera przy tym filmie z Lazenby, który uważam za jeden z najlepszych (sceny akcji to mistrzostwo świata i znowu sporty zimowe, to chyba jego zasługa), Moonraker też lubię, mimo tego że tutaj poszli całkowicie w camp i autoparodię, przeskoczyli milion razy rekina w tym filmie. No i też był asystentem reżysera przy "Szpiegu który mnie kochał", który jest moim numerem 1 z Bondów z Moorem. Dziwne że Broccoli nie ma obecnie takiej ekipy jaka była do Licencji na zabijanie, czyli reżyserów niewolników co się wymieniali co film, bo wtedy nie byłoby takich przerw jak ostatnio, czyli co dwa lata nowe filmy by powstawały.


 17 
 : Grudzień 04, 2019, 21:42:36  
Zaczęty przez Magnis - Nowe: wysłane przez Magnis
Zdobyte :

Richard Hughes Orkan na Jamajce
Jan Rybowicz Wiocha Chodaków
S. Galicyn Niepodpisany portret
Jerzy Broszkiewicz Długi deszczowy tydzień

 18 
 : Grudzień 04, 2019, 20:37:31  
Zaczęty przez HAL9000 - Nowe: wysłane przez marczewek
Myślę że za ileśtam lat będą mówić o nim jak o aktorze jednej miny jak to o niektórych się mówi.

 19 
 : Grudzień 04, 2019, 19:15:49  
Zaczęty przez HAL9000 - Nowe: wysłane przez p.a.
Ja wiem? Sekwencje akcji od lat są częścią wszystkich w zasadzie Bondów, wiadomo, że z czasem coraz to bardziej efekciarskich. Ja tu wyczuwam ducha Bonda, choć nie jestem pewien, czy mi się ten zwiastun podoba, czy nie :D

Na pewno nie podoba mi się Rami Malek, który generalnie w tej krótkiej scenie obnosi się z identyczną miną, jak w niejednej scenie z "Bohemian Rhapsody". Bardzo chciałbym, by mnie gość pozytywnie zaskoczył, ale naprawdę szczerze w to wątpię, to jest aktor z kategorii tych, którzy zawsze te same sztuczki stosują.

 20 
 : Grudzień 04, 2019, 18:59:43  
Zaczęty przez HAL9000 - Nowe: wysłane przez marczewek
Takie to już bardziej niezniszczalno rambowskie się robi.

Strony: 1 [2] 3 4 ... 10