Strony: [1]   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Lovely Molly (2011)  (Przeczytany 1123 razy)
Vampires

*

Miejsce pobytu:
Warszawa




« : Sierpnia 21, 2014, 18:58:51 »


Lovely Molly

Opis:

Reżyser Eduardo Sanchez powraca z nowym, przerażającym thrillerem, zabierając ponownie widza poza granicę tego co dotychczas znane. Debiutantka Gretchen Lodge wciela się w postać Molly, która wraz z mężem (Johnny Lewis) powraca po wielu latach do opuszczonego, rodzinnego domu położonego głęboko w lesie. Gdy pojawiają się demony z przeszłości, które zaczynają ją prześladować, Molly znajduje ukojenie w narkotykach, wierząc przy tym, że jej brutalny ojciec nadal żyje. Wkrótce, zaciera się granica między psychozą, a opętaniem...

Moja opinia:

Najbardziej lubię filmy, które od samego początku mnie niepokoją. Gdzie jest mało dźwięków, mało muzyki, mało światła...
Gdzie poza widzianymi obrazami coś się dzieje, kiedy czuję, że główny bohater, w tym przypadku bohaterka ma za sobą ogromną ilość złych przeżyć, wspomnień - jest kompletnie przytłoczona tym co ją spotkało.
Ucieka w heroinę, ale niewiele to daje, bo zasadniczym błędem jest wprowadzenie się do miejsca, które było świadkiem jej najgorszych chwil. Zapewne miał to być rodzaj terapii...cóż...

Film wg mnie jest perfekcyjny w swoim przekazie i sposobie wpływania na widza. Jest mroczny, ciężki, wręcz momentami nie do zniesienia, jeśli utożsamimy się z główną bohaterką i uwierzymy jej. Niepokojem napawa każda scena, nawet z pozoru zwyczajna.
Alexandra Holden wcieliła się w swoją postać wg mnie najlepiej jak można było. Rewelacyjnie przekazuje targające jej bohaterką emocje, stany lękowe to popis kunsztu aktorskiego.

Obraz ten, oprócz wypowiedzi czysto filmowo-horrorowej, ma inny, zdecydowanie głębszy przekaz. Przynajmniej ja to tak odebrałem; jeśli są ludzie, którzy przeżyli to co główna bohaterka - bardzo im współczuję, podejrzewam, że ich świat jest wypaczony przez złe emocje, nie potrafią odnaleźć spokoju i ucieczki od tego co ich spotkało. Ja, po obejrzeniu Lovely Molly, sporo myślałem o stanach depresyjnych i jak pewne zachowania innych, mogą zniszczyć komuś (nam?) życie.

Może troszkę za poważnie podszedłem do tematu - bo to w końcu tylko film - ale jak spojrzeć z drugiej strony, to na pewno są osoby, które mogą powiedzieć po obejrzeniu tego dzieła: mów do mnie od dzisiaj Molly...
« Ostatnia zmiana: Sierpnia 21, 2014, 19:51:04 wysłane przez Mandriell » Zapisane

Si spatium in Inferno defuerit, mortuui in terram exibunt
Strony: [1]   Do góry
Drukuj
Skocz do: