"Miasteczko Salem" A.D. 2004 nie jest w sumie złym filmem, jednak według mnie daleko mu do wersji z 1979 roku. Być może kieruję się tu trochę sentymentem, ale ta stara ekranizacja ma w moim sercu szczególne miejsce, warto by było odświeżyć ją sobie jszcze raz.

Zgodność nowej wersji względem książki trochę leży, ale to w sumie drobnostki, film może się podobać, nie nudzi i ma w sobie to coś.

Tylko jedna rzecz zepsuła mi odbiór tego filmu, a mianowicie aktorzy (oczywiście nie wszyscy).

Rob Lowe jako Ben Mears jest beznadziejny, w sumie widziałem go w innych filmach i całkiem nieźle tam grał, tak więc nie wiem czemu w "Miasteczku..." wydał mi się nijaki. Straker i Barlow to też jakaś pomyłka, jak Donald Sutherland zarośnięty jak Sasquacz może być Strakerem!

Rutger Hauer jako prastary wampir też pasuje jak świni siodło. Następny w kolejce jest podstarzały nauczyciel agielskiego Matt Burke, totalna porażka.

Sytuację ratują takie postacie jak doktor Cody, Mark Petrie, czy ojciec Callahan.

A już nic mnie tak nie rozbawiło jak samochód Strakera - wylizana BMW-ucha, rany julek co za idiota wstawił do scenariusza to auto?

Podsumowując; jeśli czytałeś książkę - możesz obejrzeć, jeśli nie znasz wersji pisanej - to wręcz powinieneś obejrzeć!
