Strony: 1 [2] 3 4   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Nagrody przemysłu filmowego 2022  (Przeczytany 1818 razy)
michax77

*



« Odpowiedz #20 : Lutego 20, 2022, 01:27:26 »

Z tych dramatycznych ról Smitha (King Richarda jeszcze nie widziałem) to najlepszy był w Ali Michaela Manna. Nie wiem czy zagra lepiej jak u Manna, choć akurat to, że to laurka dla tej postaci, choć był tyranem ojciec tenisistek, to żadne zaskoczenie. Ja się wogóle tenisem nie interesuję, a i tak o tym słyszałem, że święty nie był.

W większości bopiców są tak przedstawiani bohaterowie, że mało kiedy to nie są laurki i bohaterowie są pokazywani z wadami. Jedynie kojarzę Doors Stone'a i Walk the Line, w których główni bohaterowie nie byli chodzącymi ideałami.
« Ostatnia zmiana: Lutego 20, 2022, 14:15:06 wysłane przez michax77 » Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #21 : Lutego 20, 2022, 09:35:51 »

Ja się za "Ali" od lat nie umiem zabrać, a też Mann mnie nieco z reguły męczy ;) Co do przykładów biografii - nie no, w King Richard bohater idealny nie jest, ale tak czy siak go nieco - nomen omen - wybielili. A przykładami biografii, w których nie pieszczono się z bohaterami mogą być też "Control" czy też polska "Ostatnia rodzina", gdzie zrobili z Beksińskiego wariata, na co redaktor Weiss tak się wkurzył, że zaraz wysmarował własną biografię :)

Tymczasem za mną The Tragedy of Macbeth I kurczę, ja rozumiem, że Joel Coen solo chciał jakiejś odskoczni, ale w moim przekonaniu zawędrował zbyt daleko. Nie po to wymyślono kino, by w nim teatr odgrywać. Mi się osobiście źle patrzy zawsze na aktorów, którzy klepią kwestie, jak w teatrze, co nijak często nie pasuje do sytuacji dramatycznej, bo... no cóż, zwyczajnie zbyt wiele gadają :D Tak więc jako film się to dla mnie w ogóle nie sprawdza.

Co innego wrażenia estetyczne. Niezwykła, ascetyczna scenografia i przepiękne, czarno-białe zdjęcia. Statuetki w obu tych kategoriach przesadą nie będą. Aktorsko najlepiej wygląda (znów!) Denzel Washington, Frances McDormand moim zdaniem miejscami nie potrafiła się w konwencji odnaleźć. Dużo mówi się o małej, ale charakterystycznej roli Kathryn Hunter, ale dla mnie to takie gollumowanie trochę było i charakteryzacja w dużej mierze.

Na zakończenie dodam, że jednym z nielicznych filmów Polańskiego, jakich nie widziałem, jest... "Tragedia Makbeta" z 1971. Zawsze obawiałem się, że nie wytrzymam 140 minut Szekspira na ekranie. Obawy uzasadnione, bo wczoraj miałem problem ze 100 minutami, choć podejrzewam, że u Polańskiego jest jednak więcej kina w kinie. A za film Coena ode mnie aż 5/10 ;)
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #22 : Lutego 20, 2022, 14:25:36 »

Ja się za "Ali" od lat nie umiem zabrać, a też Mann mnie nieco z reguły męczy ;)

Tymczasem za mną The Tragedy of Macbeth I kurczę, ja rozumiem, że Joel Coen solo chciał jakiejś odskoczni, ale w moim przekonaniu zawędrował zbyt daleko. Dużo mówi się o małej, ale charakterystycznej roli Kathryn Hunter, ale dla mnie to takie gollumowanie trochę było i charakteryzacja w dużej mierze.

Na zakończenie dodam, że jednym z nielicznych filmów Polańskiego, jakich nie widziałem, jest... "Tragedia Makbeta" z 1971. Zawsze obawiałem się, że nie wytrzymam 140 minut Szekspira na ekranie. Obawy uzasadnione, bo wczoraj miałem problem ze 100 minutami, choć podejrzewam, że u Polańskiego jest jednak więcej kina w kinie. A za film Coena ode mnie aż 5/10 ;)

Nie mów że nie podobają Ci się Miami Vice (serial i film, zupełnie w innym klimacie,  ale tylko w reżyserskiej wersji), serial Crime Story, Zakładnik z Cruisem, Informator, Gorączka, Ostatni Mohikanin (a te trzy ostatnie to arcydzieła, choć Mohikanin to nietypowy film w jego karierze)? Nie uwierzę, że te filmy Ci się nie podobają.  A też Czerwony smok, pierwsza adaptacja powieści Thomasa Harrisa, ale bez Hopkinsa w rol Lectera, i Złodziej to są dobre produkcje. Jedynie horror Twierdza nie udał się, choć ma klimatyczne sceny. No i Wrogowie publiczni i Haker są średniakami, ale i tak czekam na kolejne dzieła Manna, czyli serial HBO, który w tym roku ma polecieć.

A co do gollumowania aktorki w Makbecie, ale za to jakie to gollumowanie, bez efektów CGI. Zacytuję sam siebie z innego tematu, bo widzę że masz takie same podejście do adaptacji Szekspira jak ja  (choć ja ogólnie do dzieł mówionych wierszem, czyli np adaptacji Mickiewicza) i podobne zdanie mamy o filmie. Dodam tylko że raczej brat Joela nie wróci do kina. Choć nigdy nie mówi nigdy.
Najnowsze dzieło braci Coen, a żeby być dokładnym, Joela Coena, czyli można powiedzieć, że to jego debiut, bo to pierwszy film, który zrobił bez brata Ethana, który przeszedł na filmową emeryturę (wiadomo jak to z filmowymi emeryturami jest, co pokazał Soderbergh, który więcej filmów na emeryturce trzaska jak Vega i Allen razem wzięci). Byłem ciekaw z dwóch powodów. Bo to film, który nie przypomina żadnego filmu braci Coen, zarówno z tych lżejszych, komedii, jak i tych cięższych. No i obsada znakomita, też w epizodach, a w roli głównej Denzel Washington, który nie musi przypominać między jedną produkcją rozrywkową, a kolejnym kinem akcji, sensacją, że jest dobrym aktorem, ale zrobił to tutaj.  No i jak lubię jego syna, to jeszcze trochę musi minąć lat, żeby dorównał ojcu talentem.

Drugi plan też jest dobry, zarówno znane twarze jak i mniej znane, jak np. Kathryn Hunter w roli wiedźmy, która jak się pojawia to kradnie show dla siebie. W pierwszej scenie to myślałem że to Andy Serkis, bo jest bardziej serkisowa jak Andy grający Golluma we Władcy Pierścieni, tylko bez zamiany w animowaną postać. Chodzi mi o to jak gra ciałem i głosem. Doceniam też zdjęcia i scenografię, która kojarzyła mi się trochę, zwłaszcza wnętrza z pomieszczeniami z Diuny Villeneueve, też są tak czyste i sterylne,  świetna jest też muzyka.

Ale pomimo tego, że nie mogę się przyczepić do realizacji (choć miejscami, choć wiem że taki był zamiar, film był zbyt teatralny jak dla mnie) to się wynudziłem, mimo tego, że film jest krótki. Nie chodzi o to, że znam tą historię z innych adaptacji, bo ja mam tak z większością filmów z dialogami mówionymi wierszem, nawet z szekspirowskimi adaptacjami Kennetha Branagha, które cieszą się największą popularnością, czy Hamletem z Gibsonem, i rozumiem czemu te filmy Branagha się wszystkim podobają, ale każdy film mówiony wierszem mnie męczy.

Dla mnie to nie jest ważne, czy to adaptacja Szekspira, czy Pana Tadeusza Mickiewicza, i czy film jest zrealizowany nowocześnie, czy stylizowany na teatr, nieważne jaki piękny i kwiecisty to język, po prostu jak gadają wierszem to mnie wybija, nieważne jak jest dobrze zagrany i zrealizowany. Chyba jedynie Romeo i Julia z Di Caprio nawet mi się podobał, ale nie przez dialogi tylko styl  Luhrmanna. Nie po to oglądam filmy bym zastanawiał się nad sensem każdej wypowiedzi i przekładał je sobie w głowie na normalny język. Postawię 6/10, bo doceniam aktorstwo i stronę techniczną. Ja się odbijam od takich produkcji całkowicie, zero emocji i nudzę się.

Choć jest jeden aktor, o którym muszę napisać osobno. Pojawia się w dwóch, trzech scenach, ale całkiem dobrze wypadł, ku mojemu zaskoczeniu, a jest to Brian Thompson, znana charakterystyczna twarz, np. z Terminatora 1, Cobry, Lwiego Serca, X-Files, Buffy, czyli produkcji raczej nie ambitnych, a nie odstaje aktorsko od lepszych aktorów od niego.
Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #23 : Lutego 20, 2022, 14:51:29 »

Heh, no tak, Brian Thompson to była przyjemna niespodzianka :)

Co do Manna... jego filmy wydają mi się zwykle za długie i nieco nudnawe. Do większości z nich nie chce mi się wracać. Nawet "Gorączka" mnie swego czasu nieco wymęczyła, zresztą akurat ten film miał dość chłodne przyjęcie w momencie premiery, dopiero po latach obrósł kultem. Czy zasłużonym? Nie wiem, niby planuję wrócić do tego filmu, ale coś długo mi to trwa. "Informator" niby fajny, ale też taki jakiś... Lubię za to "Zakładnika", to mój ulubiony film Manna. "Ostatniego Mohikanina" oglądałem bardzo dawno temu, było ok, ale bez zachwytów. Ostatnio do Manna przysiadłem przy okazji "Wrogów publicznych" i to jest chyba najnudniejszy film gangsterski, jaki w życiu widziałem :D

Innych jego filmów nie widziałem. Jak mówię, jego nazwisko mnie raczej zniechęca, choć kilka mam w planach. Choćby "Twierdzę", tyle, że tu chciałem wpierw książkę przeczytać, co nastąpiło dopiero w zeszłym roku czy jakoś tak. W kolejce mam też "Czerwonego smoka" (jak się kiedyś za Lectera zabrałem, to zaliczyłem tylko filmy z Hopkinsem), "Ali'ego" no i "Miami Vice", za które się nie zabrałem... no cóż, też z powodu Manna :D
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #24 : Lutego 20, 2022, 21:43:56 »

A mnie Gorączka zachwyciła od pierwszego seansu w kinie, podobnie jak Ostatni Mohikanin (dla mnie to nie jest do końca kino przygodowe, ale tak naprawdę muzyczny film, bo dosłownie film z muzyką płynie, która leci non stop, nawet sceny walki wygladają jak taniec, a muzyka to najlepszy soundtrack obok muzyki z Braveheart, nie ma lepszej muzyki, jak w tych dwóch filmach) oraz Informator. To w ogóle są najlepsze lata w karierze Manna, czyli od Ostatniego Mohikanina, a później Gorączka, Informator, Ali, Zakładnik, z czego trzy pierwsze to arcydzieła, więc nie dziwne, że Miami Vice w kinowej wersji (bo w dircut to o wiele lepszy film), Wrogowie Publiczni i Blackhat wyszły średnio, skoro wcześniej pod rząd zrobił trzy wybitne i dwa znakomite filmy. Choć dla niektórych też Ali to wybitny film, ale dla mnie "tylko" znakomity, podobnie jak Zakładnik.
Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #25 : Lutego 21, 2022, 10:55:26 »

Ty to masz jak mój najlepszy kumpel z LO, który ubóstwiał film a soundtrack często leciał, gdy go odwiedzałem w jego domu, więc jestem z nim zaznajomiony nad wyraz dobrze ;) Natomiast dla mnie idealna synergia to filmy Sergio Leone z muzyką Ennio Morricone.

Tymczasem za mną Diuna, o filmie krótko napisałem w stosownym wątku. Jeśli natomiast idzie o szanse Oscarowe...

Nade wszystko dobrze się stało, że nie ma tu żadnej nominacji aktorskiej. Bo wielcy (i nieco mniejsi) aktorzy plątają się po planie, nie mając szczególnie czego grać. Wyjątkami są od biedy kreacje Chalameta i boskiej Rebeki Ferguson, ale nie jest to poziom nominacji. Co do reszty... spodziewam się nagród w kategoriach technicznych tylko i wyłącznie. Najmocniej wgniótł mnie w fotel dźwięk, potem efekty czy scenografia. Choć z drugiej strony bardziej oczarowała mnie ta z "Tragedii Makbeta", tu mamy typową scenografię pod wielkie widowisko. To samo dotyczy zdjęć. Więc jak dla mnie zasłużonymi nagrodami będą te za dźwięk, efekty, może kostiumy (choć mnie one nie powaliły, a konkurencja konkretna) i charakteryzację. I za muzykę. Ale jeśli dołożymy do tego scenografię czy zdjęcia, "Diuna" może wyjechać nawet z 7 Oscarami. Myślę, że stanie jednak na jakichś czterech statuetkach. Nie wierzę w ogóle w nagrody za scenariusz, film i montaż.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #26 : Lutego 21, 2022, 14:25:37 »

Co do Leone to zgadzam się że jest idealna synergia, między muzyką i obrazem, zwłaszcza w Pewnego razu w Ameryce i Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Inne filmy Legone też oglądałem, ale akurat w tych dwóch filmach największe na mnie wrażenie zrobiło to połaczenie obrazu i dźwięku a muzyka z tych dwóch filmów to mnie zaraz za Braveheart i Mohikaninem stoi.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #27 : Lutego 22, 2022, 00:28:40 »

Dom Gucci Scotta dostał nominacje w mało ważnych kategoriach, ale jednak to oscarowy film, więc tutaj o nim piszę.

Doceniam aktorstwo całej obsady, a same sławy nawet w epizodach się pojawiają. Nikt nie schodzi poniżej poziomu, a mamy Lady Gagę, Adama Drivera, Ala Pacino (pacinuje, choć nie aż tak jak w innych filmach), Jeremy Ironsa, Salmę Hayek. A nawet najbardziej krytykowany Jared Leto, któremu się zarzuca, że gra tak jakby grał w innym filmie,  mi się podobał. Nie da się go poznać pod charakteryzacją, ale jest świetny, choć to komediowa rola.  

Adam Driver gra Maurizio Gucci, wycofanego i małomównego, którego interes rodzinny nie interesuje i zakochuje się w Patrizii, która go owija wokół paluszka. Maurizio robi wszystko co ona chce. Choć czy tak jest, że Maurizio wszystkie świństwa jakie zrobił swojej rodzinie to dlatego, bo żona tego chciała, czy spodobało mu się to z czasem? A  może udawał takiego niewinnego? Trudno powiedzieć, choć Lady Gaga i Adam Driver grają dobrze.

Patrizia to kobieta, która nie zna się na sztuce i pochodzi z niezbyt bogatej rodziny, ale jak coś sobie postanowi, jak się uprze, to dojdzie do celu, choćby po trupach. Widać że Maurizio i Patrizia są z innych światów, że do siebie nie pasują, ale wierzy się w ich miłość, przynajmniej na początku filmu. Chyba można przestać mówić o Lady Gaga, że to piosenkarka, która czasami sobie zagra, tylko jest to artystka, która ma talent aktorski.

House of Gucci kojarzył mi się z Ojcem Chrzestnym. Nie chodzi tylko o to, że Ala Pacino mamy w Domu Gucci. Choć jak przy nim już jestem to w sumie gra starego odpowiednika Michaela Corleone, który próbuje młodsze pokolenie, siostrzeńca, wprowadzić do rodzinnego biznesu, czyli jak Michael w Ojcu Chrzestnym 3, ale różnica jest taka, że w filmie Scotta gra obrzydliwego dziadka, z dużym brzuchem (w tym filmie tak go pokazują że wygląda starzej jak w Irlańdczyku), który leci na Patrizię.

A co do nawiązań do trylogii Ojca Chrzestnego to miałem na myśli też to, że taką postać jaką grał Al Pacino w Ojcu Chrzestnym 1, zagrał Adam Driver w filmie Scotta, czyli faceta, który nie chce nic mieć wspólnego z rodziną, a ostatecznie okazuje się, że jest idealnym gościem do przewodzenia firmie rodzinnej.

Ridley Scott to rzemieślnik, który poniżej pewnego poziomu nie schodzi, ale historia jest opowiedziana w tak nijaki i bez emocji sposób, że nie interesowało mnie co się dzieje, nawet jak dochodziło do dramatycznych zdarzeń, to miałem gdzieś co się dzieje. Nie oglądało się źle, ale dzięki obsadzie.  Dom Gucci wydaje mi się, że lepszym byłby filmem, gdyby wziął się za niego np. Martin Scorsese, albo twórcy Sukcesji. Jestem pewien, że to byłaby produkcja bardziej żywiołowa, z większym temperamentem, a tak film wlecze się i przynudza, ogląda się bez emocji, a trwa ponad dwie i pół godziny. Widocznie dwa dobre filmy Ridleya Scotta w jednym roku to za dużo, Ostatni Pojedynek wygrywa z historią Gucci.Ocena: 5/10.
« Ostatnia zmiana: Lutego 22, 2022, 00:31:17 wysłane przez michax77 » Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #28 : Lutego 28, 2022, 10:17:24 »

Rozdano SAG i... chyba jednak zaskoczenie:

https://www.filmweb.pl/awards/Ameryka%C5%84ska+Gildia+Aktor%C3%B3w+Filmowych/2022

O ile nagroda dla ekipy z "CODA" mnie przekonuje, o tyle nagroda dla Smitha już mniej. Ciekawie robi się, gdy człowiek uzmysłowi sobie, iż zwycięzcy SAG często zgarniają głównego Oscara. A gdyby to "Coda" zwyciężyła, byłaby chyba sensacja stulecia ;)
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #29 : Marca 03, 2022, 03:02:33 »

King Richard

Repta napisał, że to nie jest najlepszy film sportowy, jaki widział. Ja pójdę dalej - to nawet nie jest najlepszy film z tenisem w tle :D Ogólnie - dość standardowy jednak biopic mało standardowej osoby, choć coś mi świta, że Richard Williams był większym tyranem, niż pokazano to w filmie - ogólnie zatem taka trochę laurka, choć nawet w takim wydaniu bohater odgrywany przez Willa Smitha irytuje.

Przełom lat 80/90 to okres, kiedy najmocniej siedziałem w tenisie, więc na całość dobrze mi się patrzyło, zwłaszcza, gdy wyłapywałem odniesienia do tego czy innego tenisisty. Ogólnie film zrobiony sprawnie, nie nudzi, etc., ale od filmów nagradzanych wymagam jednak czegoś więcej. Jakiejś głębi, której tu... po prostu zabrakło. Will Smith zagrał dobrze, ale w dużej mierze to było małpowanie Papy Willamsa. Wolę takie role, w których aktor musi "wymyślić" swoją postać i nadaje mu indywidualny ton. Ale Hollywood małpowanie lubi (że tak wspomnę tylko o Rami Maleku), więc Oscar dla Willa Smitha bardzo prawdopodobny. Co kto lubi, mnie Cumberbatch przekonał mocniej, Garfield zresztą też. Po prostu Will Smith pewnego poziomu nie jest w stanie raczej przeskoczyć, choć to jedna z lepszych jego ról w karierze. W kontekście nagród trudno nie wspomnieć o kontekście BLM, w filmie wyraźnie wyczuwalnym (widzimy np. nagranie z pobicia Rodneya Kinga) - to też zwiększa szanse Smitha.

Ale na tym chyba koniec (chyba, że docenią piosenkę, bo tu nigdy nie kumałem standardów Hollywood). Najlepszy film? W życiu. Aktorka drugoplanowa? Bardziej przekonał mnie choćby olany jak zwykle Jon Bernthal, a w tej kategorii kibicuję póki co Kirsten Dunst. Scenariusz? Bądźmy poważni, to jednak sztampa. Montaż? No, dobry, ale w takim "Tick, Tick...Boom!" było ciekawiej i pod tym względem. A za film takie 6-6,5/10

Podobnie oceniam, czyli 6/10. W sumie miałem dać 5/10, bo dla mnie to średniak, ale nie nudził mnie film, nawet historia mnie wciągnęła, mimo tego, że tenis mnie w ogóle nie interesuje i nigdy nie interesował, ale aktorzy ciągną film. Pewnie, że jedna z lepszych ról Willa Smitha, bo to aktor z charyzmą, a to też jedna z tych niewielu ról (Ali w filmie  Manna i może było coś jeszcze, ale nie pamiętam) w których nie gra Willa, nie widzialem tego sympatycznego aktora, ale postać. No i jak Malik dostał, który moim zdaniem o wiele słabiej zagrał jak Will, to w tym przypadku nie będę narzekał, bo go lubię, choć inni nominowani bardziej zasługują. Ale to też nie jest taka rola, że zdominowała cały film, bo moim zdaniem równie dobre są dziewczyny grające jego córki, czy aktorka w roli żony, albo cały drugi plan. Nie ma tutaj występu, który by wybijał się ponad innych artystów.

Nie znam historii Williamsów, ale  widziałem sporo biopiców i w większości, to główni bohaterowie są pokazywani jak najlepiej, prawie jak święci, choć wcale w rzeczywistości tak nie musiało być. No i podoba mi się, że pokazano dyktaturę i dupkowatość ojca (np. scena z bąkiem, każda kłótnia z żoną) i  to jak to było toksyczne wychowanie, mimo tego, że facet miał rację, że od początku miał plan, który zadziałał. Film obudził we mnie pytania jakie Whiplash dawno temu, choć King Richard to nie jest tak dobra produkcja, czy można zrobić wszystko dla celu, żeby zrobić z człowieka mistrza, geniusza? I czy to jest właściwe? No i nie mam pojęcia po obejrzeniu obu filmów. No i nie jestem pewien czy twórcy King Richarda mieli taki zamiar, żeby zostawić mnie z takimi pytaniami po seansie.
« Ostatnia zmiana: Marca 03, 2022, 03:08:55 wysłane przez michax77 » Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #30 : Marca 05, 2022, 09:36:48 »

Pora przyjrzeć się też nominacjom za najlepszą animację.

Luca oglądałem już jakiś czas temu i choć jak na standardy Pixara to dość przeciętny film, to jednak miał swój niezaprzeczalny urok i specyficzny klimat. Wczoraj natomiast oglądałem Nasze magiczne Encanto. I cóż mogę powiedzieć. Film to bardzo rozśpiewany i roztańczony (chyba nawet za bardzo), pulsujący życiem i kolorami. Ale sama historia... jednak dość przeciętna i raczej banalna. Oczywiście ktoś może uznać liczne tu piosenki za zaletę, bo nadają one filmowi tempo, do tego animacja naprawdę prześliczna. Ale czy to wystarczy, by uznać to za animację roku? Mam wątpliwości, a to chyba główny faworyt w tej kategorii. Brakuje tu głębi, która charakteryzowała najlepsze animacje ostatnich lat. Inna sprawa, że Luca to też nie jest ten kaliber. Za oba filmy - 6/10.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #31 : Marca 06, 2022, 01:05:29 »

Encanto to po części film Lin Manuela Mirandy, czyli twórcy najlepszego musicalu jakim jest Hamilton, ale też takich musicali, jak In the Heights i  Tick, Tick...Boom!, więc nie dziwi jak jest rozśpiewany i roztańczony.

Wydaje mi się, że Luca to faworyt, bo co rok od kilku lat wygrywają produkcje Pixara, więc na 99 procent wygra Pixar, jak (prawie) zawsze, a Encanto to nie Pixar. Zgodzę się, że  Luca to słabszy film Pixara, ale Pixar tak kręci na zmianę, że jeden film ambitniejszy, a drugi słabszy, i akurat trafiło na słabszą produkcję pixarową, na poziomie Good Dinosaur, ale jakby w tym roku był film taki jak Soul, czy w Głowie się nie mieści, to wtedy któryś z tych filmów by doczekał się nominacji.

Flee nie widziałem z pozostałych nominowanych, za to widziałem Rayę i ostatniego smoka i Mitchelowie kontra Maszyny. Film Disneya nie grzeszy oryginalnością, widziałem takie motywy i schematy nie tylko w animacjach, ale najnowsze dzieło Disneya, to jeden z lepszych animowanych filmów tego studia (nie liczę filmów Pixara, bo to osobne studio). Ostatnie dobre animacje od Disneya to Zwierzogród i Vaiana  - skarb oceanu. Zwłaszcza Zwierzogród to doskonała produkcja. Może Raya nie dorównuje Zootopii, ale nie jest gorsza od Moana/Vaiana.

Moana oraz Raya i ostatni smok to są podobne produkcje, główną bohaterką jest dziewczyna (choć można powiedzieć tak o większości animacji Disneya) i w obu przypadkach jest to kino przygodowe. Ale też nie jest Raya typową animacją Disneya, bo nie ma piosenek i scen musicalowych, nie ma złego charakteru, a nawet zwierzęcego przyjaciela Rayi jest mało, co w filmach Disneya jest niespotykane. Jest sporo humoru, czasami mocno absurdalnego, np. ekipa złodziei, dziecko i małpki.

Realizacyjnie produkcja stoi na wysokim poziomie, animacja jest piękna, wizualnie to cudo, sceny akcji i walk świetnie zrealizowane, muzyka Jamesa Newtona Howarda doskonale buduje klimat i emocje. Jedynie do czego bym się przyczepił to do tytułowej smoczycy, która mnie irytowała. Dopiero w połowie seansu ją zaakceptowałem. Wiele osób narzeka na zbyt schematyczną fabułę i zbyt szybkie tempo, co spowodowało, że postacie się nie rozwijają, a mnie się podoba takie podejście, czyli postawienie bardziej na kino przygodowe. Ocena: 8/10.

Ale jeszcze lepszy jest Mitchellowie kontra Maszyny, który jest najlepszą animacją, jaką widziałem,w zeszłym roku, ale też jedną z najlepszych komedii, jeśli nie dzielić filmów na animowane i fabularne.  Choć pewnie nie wygra, bo wygra Pixar.

Film reklamowany jako produkcja ekipy od Spiderman Into the Spiderverse i Lego Movie. Widać rękę tych twórców, też w stylu animacji podobnym do Spidermana Spiderverse, a  film jest równie szalony co te dwie świetne produkcje. Tempo jest zabójcze, akcja toczy się szybko, ale film nie męczy.  Kino SF, w którym nie ma nic oryginalnego, ale też jedna z lepszych komedii, jakie widziałem w ostatnim czasie. Film odjechany, też wizualnie, ale jest to humor, który idealnie trafia w punkt. Są znakomite dialogi i gagi wizualne oraz muzycznie. No i też kiedy trzeba, to film potrafi wzruszyć. Jeśli miałbym z czymś porównać , to przychodzi mi do głowy seria filmów z Chevy Chase o rodzinie Griswoldów (Wakacje, Europejskie Wakacje, Witaj święty Mikołaju), Mitchellowie mają coś w sobie z tej zwariowanej rodzinki. Ocena: 8+/10.
« Ostatnia zmiana: Marca 06, 2022, 01:14:52 wysłane przez michax77 » Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #32 : Marca 06, 2022, 08:44:36 »

Ja mam wrażenie, że faworytem jest jednak Encanto. No cóż, zobaczymy. Pozostałe animacje nadrobię w najbliższych dniach, akurat na takowe nie chce mi się patrzeć samemu i czekam na seans z dzieckiem zawsze :D A ona, jak się uprze, że na coś nie chce patrzeć, to lekko nie jest ;) Do serii "Kung-Fu Panda" przekonywałem ją tak długo, że to już taki wewnętrzny żart był (z 5-6 lat, jak nic), aż w końcu zapałała miłością do pand i poszło :D Ale myślę, że na Rayę będzie chciała patrzeć, gorzej z Mitchellami, choć sobie po tym filmie najwięcej obiecuję.

Jeśli o bezpośrednie porównanie Luki i Encanto idzie, to dla mnie Luca ma nieco ciekawszą historię, za to Encanto lepiej brzmi i wygląda.
Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #33 : Marca 07, 2022, 11:42:28 »

Being the Ricardos (2021)

Niewiele oczekiwałem od tego filmu, bo recenzje ma, jakie ma. Ale choć to najpewniej najsłabszy film Sorkina, to jednak wciąż mi się do pewnego stopnia podobał. Ok, trzeba się w tę historię nieco wkręcić, bo film odrobinę przynudza, a I Love Lucy znajduje się w sumie poza kontekstem polskiego widza. W Polsce mieliśmy Matysiaków ;) Mimo wszystko jednak obraz rzeczywistości telewizyjnej lat 50. koniec końców wciąga, choćby na zasadzie porównania z dzisiejszymi czasami. Istotnym wątkiem jest tu też polowanie na (rzekomych) komunistów, jakie w latach 50. urządziła komisja McCarthy'ego. Czyli mamy tu wątki obecne np. w "Ave, Cezar" braci Coen lub "Good Night and Good Luck" Clooneya. Najważniejsza jest tu jednak historia małżeństwa Lucy w krytycznym tygodniu, kiedy to jednocześnie bohaterka została oskarżona o bycie komunistką, a gazety zaczęły się rozpisywać o romansie jej męża.

Faktycznie, dialogi nie są tu najwyższych lotów - czasem tylko jakaś kwestia zalśni tak, jak to zwykle w filmach Sorkina bywa. Do tego mam wrażenie, że film jest nieco chaotycznie podany, te przebitki w teraźniejszość/przeszłość czasem były upchnięte na zasadzie: no skoro nakręciliśmy, to nie będziemy tego wyrzucać. Bo nie zazębia się to wszystko najlepiej. Na pewno ciekawe było pokazanie, jak duży wpływ na serial miała Lucille Ball, która nie tylko odgrywała główną rolę, ale miała też sporo uwag dot. dialogów czy choćby scenografii, zaś partnerujący jej Desi był w zasadzie producentem wykonawczym. Ale tego typu wątki dotrą głównie do tych, którzy sitcom I Love Lucy znają.

Aktorstwo na wysokim raczej poziomie, choć nie powiedziałbym, by J.K. Simmons zasłużył na nominację. Bardem od biedy tak, choć i tak jego rola jest chyba najsłabsza wśród nominowanych. Największe szanse na statuetkę ma Kidman, choć to będzie raczej rok Jessiki Chastain, tak coś czuję. Na pewno nie jest to najlepsza rola Kidman, za to kolejna, w którym kunszt aktorski miesza się z botoksem i generalnie charakteryzacją. Mimo wszystko jednak jej rola to największa ozdoba tego tylko niezłego filmu. 6/10.

PS. Sceny, o których sporo się w filmie dyskutuje, można zobaczyć tu:

https://www.youtube.com/watch?v=mDfaRQ6vc74
« Ostatnia zmiana: Marca 07, 2022, 11:49:09 wysłane przez p.a. » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #34 : Marca 07, 2022, 23:57:14 »

Being the Ricardos (2021)

Największe szanse na statuetkę ma Kidman, choć to będzie raczej rok Jessiki Chastain, tak coś czuję. Na pewno nie jest to najlepsza rola Kidman, za to kolejna, w którym kunszt aktorski miesza się z botoksem i generalnie charakteryzacją. Mimo wszystko jednak jej rola to największa ozdoba tego tylko niezłego filmu

Dla mnie, jak pisałem w innym temacie, bo film oglądałem nim zebrał nominacje, w dzień premiery na Amazon Prime, to jest film Sorkina, w którym najważniejszy element jego filmów nie działa, czyli dialogi, które męczyły mnie, nudziły, to tak jakby powiedzieć o filmie Tarantino że dialogi nie działają.

A co do Kidman, to ja cały czas jestem jej fanem, ale przyznam, że miałem z nią to co teraz wielu widzów, że nie potrafią jej oglądać i przejść obok jej botoksu. Ja tak miałem kilka lat temu jak grała w Anatomii strachu z 2011 roku, Królowa pustyni z 2015 roku, gdy nie mogłem na nią patrzeć. Też dlatego, bo to były słabsze filmy z nią, choć trafiały się też w tym czasie dobre, jak Stoker, Zabicie świętego jelenia, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłem do tego jak wygląda.

Ale też aktorka walczy z botoksem, próbuje grać i pokazać że nawet mimo tego, że jak ma się twarz jak lalka, bez emocji, to można dobrze zagrać, co nie raz przyznawała w wywiadach, że chciała udowodnić krytykom, że mimo botoksu można dobrze zagrać/pokazać emocje, i to się jej udało. Ma kilka naprawdę dobrych ról w ostatnich latach, które zaczęły się od 1 serii Wielkich Kłamstewek. No i w 1 serii wygląda jej twarz lepiej. Nie wiem czy to charakteryzacja, czy po prostu jej botoks się wchłonął, ale nie zmienia to faktu, że świetnie zagrała, to jedna z jej najlepszych ról w całej karierze. W drugim sezonie WK też jest świetna, choć z powrotem jej twarz jakaś stała sie taka bardziej lalkowa. No i to jest problem z aktorką, że raz wygląda lepiej, bardziej ludzko, jakby się wchłonął botoks, a innym razem wygląda jej twarz jak u  lalki.  

Teraz oglądam każdy film i serial z nią (a poszła mocno w seriale po Wielkich Kłamstewkach, był były też seriale Od nowa i Dziewięcioro nieznajomych, a to nie koniec) i inna jej dobra rola z ostatnich lat, obok tej w serialu HBO, w którym aktorka wygrała z botoksem i pokazała emocje, to rola w The Destroyer, gdzie gra kobietę oszpeconą, więc oprócz botoksu, ma na twarzy charakteryzacje, ale mimo tego świetnie zagrała.
« Ostatnia zmiana: Marca 08, 2022, 00:00:07 wysłane przez michax77 » Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #35 : Marca 12, 2022, 11:43:40 »

Raya i ostatni smok.

Gdyby nie durne patenty Disneya, byłby to znacznie lepszy film, tak na starcie powiem. Do takiej dystopijnej wręcz fabuły po prostu nie pasuje taki infantylny i rozgadany smok, mówiący zresztą głosem Awkwafiny, co też już dużo mówi o pomyśle na tę postać. Nie ma zwierzęcych pomocników bohaterki? W zasadzie są, ale generalnie ich funkcję przejął właśnie smok w dużej mierze. W rezultacie mamy i "śmieszne" małpki, i słodkiego pancernika, no i smoka oczywiście. Bardziej odjazdowym pomysłem był niemowlak-złodziejaszek, który wyłamuje się tu ze sztywnych Disneyowskich ram. A sama fabuła? Mistyczna, nieco dystopijna, mroku też tu odrobinę jest. Mało to wszystko odkrywcze, ale mimo wszystko ciekawe.

Ponarzekałem na postaci i nieco mniej na fabułę, ale na samą jakość animacji narzekać nie sposób. Przepiękna jest i różnorodna, chyba podobała mi się pod tym względem jeszcze bardziej od "Encanto". Nie jestem pewien, czym kierują się głosujący w tej kategorii (w nagrodach Annie jest to bardziej rozłożone na czynniki pierwsze), czy raczej fabułą, czy jakością animacji, ale jeśli głównie tym drugim, to dla mnie Raya mogłaby wygrać. Ogólnie jednak ten rok słabszy, bo żadna z obejrzanych przeze mnie animacji nie dosięga do poziomu "Co w duszy gra" czy też "Sekretu wilczej gromady".

A za Rayę nieco naciągane 6/10.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #36 : Marca 13, 2022, 01:59:05 »

Raya i ostatni smok.

W zasadzie są, ale generalnie ich funkcję przejął właśnie smok w dużej mierze. W rezultacie mamy i "śmieszne" małpki, i słodkiego pancernika,

któremu głos podkładał Alan Tudyk. Nie może powiedzieć, że zasypali go ilością dialogów, miał w ogóle jakiś dialog?:D
Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #37 : Marca 13, 2022, 09:29:00 »

Chyba nie, wydawał tylko śmieszne odgłosy :D Ale po prologu spodziewałem się nieco więcej tej postaci, bo miała w sobie większy potencjał niż kolejne "śmieszne" małpki ;)

Wczoraj zobaczyłem natomiast Mitchellowie kontra maszyny

No i cóż, gdybym to ja miał decydować, to właśnie tę animację ogłosiłbym jako najlepszą ;) (Flee nie widziałem i chyba nawet nie zamierzam, ale siłą rzeczy to jest animacja zupełnie innego typu i trudno tu cokolwiek porównywać). Choćby dlatego, że jest najodważniejsza lub przynajmniej - najmniej zachowawcza (bo nawet tegoroczny Pixar taki akurat jest, zwłaszcza, jak na ich standardy). Zresztą sam pomysł, by połączyć kino, powiedzmy, apokaliptyczne z komedią rodzinną w stylu Griswoldów zasługuje na uwagę. Zresztą, Mitchellowie sprawdzają się na wielu płaszczyznach, bo przecież też bezpardonowo nabijają się z pokolenia uzależnionego od Internetu i mediów społecznościowych ("Czy ktoś mógłby mi zrobić zdjęcie mojego obiadu?" :D). Ale jest w tym też i głębsza refleksja, mam wrażenie.
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
. Dzieje się dużo, a do tego mnóstwo to smaczków i detalików - może nawet nieco za dużo, film sprawia wrażenie nieco przeładowanego i też chętnie bym go skrócił o jakieś 10-15 minut. 7/10.
Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #38 : Marca 14, 2022, 10:30:11 »

Rozdano nagrody BAFTA:

https://film.org.pl/news/rozdano-nagrody-bafta-5-statuetek-dla-diuny

A także nagrody Critics' Choice:

https://www.filmweb.pl/news/Zaskoczeni+Nagrody+Critics%27+Choice+dla+filmu+%22Psie+pazury%22-145822

Co z tego wynika? "Psie pazury" staje się powoli murowanym kandydatem, podobnie Trey Kotsur, Will Smith (niestety), Jessica Chastain i Adriana DeBose. No i Jane Campion, jako reżyserka.

Z innymi kategoriami bywa różnie, choć "Diuna" zgarnia wszystkie nagrody za scenografię, jak dotąd. Z muzyką różnie, z animacją też. Podobnie ze scenariuszami - i dobrze, że nie ma jednomyślności, bo nudno by było.
« Ostatnia zmiana: Marca 14, 2022, 10:32:26 wysłane przez p.a. » Zapisane
p.a.
Administrator

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



« Odpowiedz #39 : Marca 14, 2022, 15:24:56 »

W Zaułku Koszmarów nie ma ani jednego czarnego bohatera

Ja wiem? Tam prawie wszyscy są po trochu czarnymi bohaterami ;)

A mi się film podobał chyba bardziej od przereklamowanego "The Shape of Water". Tam po 5 minutach wiedziałem, jak się wszystko skończy, tu fabuła mnie w końcówce zaskoczyła. Wcześniej trzeba się było trochę pomęczyć... Ale też dzięki cudownej scenografii i ogólnie warstwie wizualnej dobrze było zanurzyć się w rzeczywistości objazdowego jarmarku osobliwości. Do tego atmosfera tężeje tu z minuty na minutę, katastrofa zdaje się wisieć w powietrzu. No i nie ma tu głupot w stylu zalanego wodą pokoju, z którego woda nie chce wylecieć ;)

Aktorsko jest co najmniej dobrze, choć aktorzy z jarmarku nie bardzo mają co grać i w pewnej mierze jadą na autopilocie. Podobała mi się niezbyt duża rola Davida Strathairna. Co do Cate Blanchett to mam niestety podobne zdanie. Niby fajnie, ale jest w tym pewna przesada. Zaskoczył za to Cooper, który zagrał tu jedną z kilku najlepszych ról w karierze, jak dla mnie ciekawszą od tej w "Snajperze" na przykład. Na drugim planie błysnął też Richard Jenkins.

Jeśli o nominacje idzie, to trochę dziwnie, bo film zebrał takie za kategorie techniczne (a realne szanse ma chyba tylko w scenografii, choć raczej przegra z "Diuną") no i za film. Inna sprawa, że taki Cooper bardziej zasłużył na nominację, niż Bardem. Zresztą Jenkins też mi się bardziej podobał od J.K. Simmonsa, więc jak dla mnie trochę skrzywdzono "Zaułek..." przy ogłaszaniu nominacji aktorskich. A za film ode mnie 7/10.
Zapisane
Strony: 1 [2] 3 4   Do góry
Drukuj
Skocz do: