Strony: 1 ... 14 15 [16] 17   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: Filmowe Uniwersum Marvela/Marvel Cinematic Universe  (Przeczytany 50409 razy)
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #300 : Sierpień 15, 2018, 09:22:03 »

Avengers: Infinity War

Niby wszystko dobrze, ale... czegoś mi tu brakowało. Może po prostu po tych wszystkich ochach i achach, po tych niewiarygodnie wysokich ocenach na portalach, oczekiwałem czegoś, co mną sponiewiera, a... nie sponiewierało.

Niby plusem jest rozmach - co chwila odwiedzamy inny zakątek wszechświata. Ale szczerze powiedziawszy bardzo mi tu brakowało takiej ziemskiej perspektywy... Wakandy nie liczę, bo to jakby inna planeta. Ok, rozumiem, nie chcieli się powtarzać, tym niemniej... momentami odczuwałem zmęczenie tymi sztucznie wykreowanymi  światami. Plusem jest też dość odważnie poprowadzony scenariusz, choć wiadomo, większość z tego da się odkręcić, wszak Dr Strange mówi: "it's the only way" i nie mam podstaw, by mu nie wierzyć ;) Po koszmarnym pod tym względem "Ragnarok", humor podawany jest zgrabnie, nie ma tu silenia się na dowcip w każdej scenie. Brakowało mi za to w tym filmie większej interakcji między bohaterami, są podzieleni na grupki, niby współpracują i tak dalej, ale podobne sceny wypadały lepiej czy to w Avengers, czy Civil War. W scenie walki z Thanosem ciężko mi było zaakceptować dwie tanie sceny:
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
A, i jeszcze Vision. Ta postać jest poprowadzona koszmarnie. W Age of Ultron niemalże półbóg, tutaj jest w zasadzie bezsilny, niewiele wnosi do całości. Hulk również w tym filmie irytował. Generalnie ta historia nieco jednak zgrzyta w niektórych jej fragmentach. Co do
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
. No właśnie, Thanos. To największy plus całego filmu, bo całą resztę w zasadzie już widzieliśmy, ale w chyba nieco lepszym wykonaniu. Ta postać dodaje całej historii głębi, można ją zrozumieć i nawet identyfikować się.

Ogólnie 7/10, Marvel u mnie nigdy wyżej nie podskoczył, ale mam wrażenie, że pierwsza część Avengers i Civil War podobały mi się nieco bardziej.

Ps. A gdzie się podział ten Renner? Nie było go w MI, nie było też i tu...

« Ostatnia zmiana: Sierpień 15, 2018, 09:31:07 wysłane przez p.a. » Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #301 : Wrzesień 18, 2018, 17:18:34 »

Czy w kolejnych Avengers to Captain Marvel skopie tyłek Thanosa?  ;)

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Z1BCujX3pw8" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Z1BCujX3pw8</a>
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
Ciacho

*

Miejsce pobytu:
Bytom

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #302 : Wrzesień 19, 2018, 07:48:02 »

Myślę, że to będzie średnie. Ale zobaczymy. Czarna Pantera to jedyny film Marvella, który wyłączyłem po 30 minutach, bo nie dało się gówna oglądać. Ale za to najnowsi Avengersi poezja. :)
Zapisane

"W głębi duszy zdajemy sobie sprawę z własnej głupoty, a poświęcamy zbyt wiele czasu albo na ukrywanie tego, albo na udowadnianie, głównie sobie, że tak nie jest"-Jonathan Carroll

http://swiat-bibliofila.blogspot.com
www.facebook.com/swiat.bibliofila
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #303 : Wrzesień 22, 2018, 12:26:10 »

Na pewno będzie języczkiem u wagi. A sam film zapowiada się jak typowe nudne origin story od Marvela ;) Zastanawia mnie obsada - czy Brie Larson pasuje do takiej roli?
Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #304 : Październik 13, 2018, 18:09:01 »

Venom (2018)

Nie wiem czemu krytycy tak jeżdżą po tym filmie... ale nie wiem też czemu widownia tak szaleje i film zarabia tyle kasy?!  :P Dla mnie to jest średniak z plusem. Hardy jest tutaj faktycznie najlepszy ale trudno żeby nie był skoro reszta aktorów nie ma co grać. Talent Michelle Willimas zupełnie roztrwoniony, byle kto mógł zagrać jej rolę. Główny zły typowy do bólu. Drugi plan nie istnieje. Hardy coś tam z siebie wykrzesał ale ma koncie lepsze występy. Finał to typowa nawalanka CGI... No obejrzeć i zapomnieć, a tutaj się okazuje, że film to hit i pewnie sequel nieunikniony. Mam wrażenie, że to zaskoczyło nawet twórców  :haha:

6/10
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #305 : Październik 13, 2018, 18:14:38 »

Sam Hardy jakoś w okolicach dnia premiery mówił, że jego ulubione sceny wycięto z filmu :D Więc kto wie, może nie będzie chciał grać w potencjalnym sequelu.
Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #306 : Marzec 09, 2019, 16:10:38 »

Captain Marvel

Niestety nie wykorzystano tutaj potencjału leżącego w materiale źródłowym, ani nie wykorzystano potencjału aktorskiego Brie Larson i Sama Jacksona. Chociaż ta dwójka stara się z całych sił ciągnąć ten film. Tak naprawdę to te ich wspólne momenty w stylu "buddy movie" są najlepszym motywem. Reżysersko film jest zrobiony zupełnie bez polotu. Jeśli do jakiegoś filmu pasuje określenie "film z taśmy produkcyjnej Marvela" to niestety jest to Captain Marvel. Ja miałem poczucie jakby ten film w ogóle nie miał reżysera.

Ale nawet mimo to, jest to ciągle przyjemne kino rozrywkowe :) Sceny akcji nie powalają ale na przykład odmłodzenie Jacksona, który przez cały film jest młodszy o 30 lat(?) już robi spore wrażenie :rad2: Naprawdę niesamowite jak ta technologia poszła naprzód i pod tym względem ten film to taka mała rewolucja. Fajnie też było zobaczyć w tym filmie Annette Bening, w sumie w dwóch rolach. I mnie kupili tym nostalgicznym spojrzeniem na lata 90-te. Otwieranie CD przez 30 sekund albo łącznie z internetem przez dial-up  :D No i soundtrack mojego życia... jak w filmie leci Only Happy When It Rains to od razu ocena oczko w górę  ;)

6/10

Podejrzewam, że w Endgame Carol Danvers wypadnie duuużo lepiej niż we własnym filmie.
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #307 : Marzec 14, 2019, 14:53:40 »

<a href="http://www.youtube.com/watch?v=TcMBFSGVi1c" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=TcMBFSGVi1c</a>

Już niedługo  :faja:
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #308 : Marzec 14, 2019, 15:08:31 »

Ale że bez Thanosa? ;) Ogólnie niezły zwiastun, inny nieco. Pytanie jednak co dalej? Dla mnie Endgame faktycznie powinno być ostatnim filmem cyklu, ale wiadomo, że tak się nie stanie. Choć na razie z Phase 4 tylko nowy Spider Man jest chyba zapowiedziany.
Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #309 : Marzec 15, 2019, 08:38:06 »

Kapitan Marvel ma już na koncie 550 milionów... Endgame zarobi pewnie z dwa miliardy... Ten cykl będzie się ciągnął jeszcze bardzo długo  :D Ale coś czuję, że Endgame może być lekkim rozczarowaniem, happy ending jest nieunikniony bo przecież muszą ożywić Spidera, Panterę... a uśmiercą starych wyjadaczy, którym już się nie chce grać. Boję się, że kolejne fazy to już będzie takie wałkowanie od nowa tego samego.
« Ostatnia zmiana: Marzec 15, 2019, 08:39:54 wysłane przez HAL9000 » Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
p.a.

*

Miejsce pobytu:
Katowice

sponsor forum
SPONSOR
FORUM



WWW
« Odpowiedz #310 : Marzec 15, 2019, 09:43:22 »

Ja nawet nie pamiętam
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)
. No i zwróć uwagę, że recenzje "Captain Marvel" są takie sobie. Zresztą formuła kina komiksowego musi się kiedyś znudzić nawet masowemu odbiorcy. A może ludzie zatęsknią za mrokiem DC? Inna sprawa, że DC próbuje przestać być mroczne :D
Zapisane
HAL9000

*

Miejsce pobytu:
Discovery One




« Odpowiedz #311 : Marzec 15, 2019, 10:01:49 »

CM ma średnie recenzje ale ludzie i tak walą do kina. I tak jak pisałem, film du*y nie urywa ale ta marvelowska formuła nadal się broni. Filmowi nie zaszkodził nawet zmasowany atak trolli, którzy chcieli wywołać bojkot. Ludzie po prostu kochają MCU i Disney to wie  :D Teraz wykupił 20th Century Fox więc spodziewam się wkrótce zobaczyć trailer do Avengers vs X-Men  :roll: Którzy w kolejnych fazach połączą siły przed Galactusem. I tak w kółko  ;)
Zapisane

Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room! Trakt.tv
michax77

*



« Odpowiedz #312 : Kwiecień 26, 2019, 14:37:25 »

Ja jestem nietypowym miłośnikiem kina superbohaterskiego bo lubię filmy DC i filmy  MCU. Nieważne dla mnie jakie jest podejście twórców do filmów, czy poważne czy komediowe, ważne żebym sie dobrze bawił (pewnie też dlatego lubię bardzo burtonowskie batmany , tak samo jak nolanowskie). Pewnie jest to związane tym że będąc nastolatkiem kupowałem razem z bratem wszystkie komiksy superbohaterskie co wydawał TM Semic (też wydania specjalne). Ja kupowałem DC a brat Marvele plus w ogóle wszystkie komiksy jakie wychodziły, czyli polskie, europejskie, superbohaterskie i teraz walają się w komórce, której się nie otworzyć przez to że zawalona jest komiksami i kasetami VHS

Rok temu przypominałem sobie wszystkie filmy z MCU przed premierą IW, które znałem doskonale wszystkie, bo oglądałem na bieżąco prawie każdy film w kinie, albo później na dvd/blu. Więc po kolei napiszę co sądzę o każdej z faz tak pokrótce, na ile pamiętam (ewentualnie z bloga i  różnych grup filmowych wkleję moje opinie o poszczególnych filmach).

Z pierwszą fazą mam tak, że uważam ją za najsłabszą, ale to dlatego, że mnie nudzą genezy bohaterów, nawet takich których nie znałem wcześniej jak większości bohaterów MCU. To są strasznie schematyczne, wiadomo jak fabuła się potoczy, może jest parę wyjątków jak np. Strażnicy Galaktyki, ale mniej więcej wiadomo czego można oczekiwać od takich filmów. W przypadku większości superbohaterów jest tak, że wolę kolejne części ich przygód jak pierwsze. Iron Man był spoko za premiery, Downey jr świetny, ale wiadomo bo zagrał w sumie samego siebie, przeniósł swój charakter na postać. W drugiej części Iron Man to jeszcze bardziej to widać w scenach pajacowania Starka, które nie jest tajemnicą odnoszą się do życia Downeya jr. Choć przyznam że niezbyt czekałem na IM, bardziej dla aktora chciałem obejrzeć, którego lubiłem już wtedy za rolę w serialu Ally McBeal i przede wszystkim szanowałem za genialną główną rolę w filmie Chaplin.

Thor pierwszy nawet mi się podobał, ale głównie dzięki Branaghowi, który poszedł w swoje ulubione szekspirowskie klimaty. A na obecnym etapie MCU to jedna z moich ulubionych postaci. Co do Hulka z Nortonem to nie jest aż tak zła produkcja, po prostu średni film (podobnie jak film Lee).

Ale najlepszym filmem dla mnie w pierwszej fazie jest pierwszy Kapitan Ameryka, który jest niby typową historią od zera do bohatera, ale przez miejsce akcji, czyli II wojna światowa kojarzył mi się trochę z kinem nowej przygody, Indianą Jonesem. No i boska Atwell przecież tutaj jest. Podobał mi się już za pierwszym razem, nie zmieniłem zdania po latach.

A co do pierwszego Avengers to rozumiem, czemu ta produkcja jest tak popularna, ale to taka produkcja, która jak się porówna z kolejnymi Avengersami mocno się postarzała, w sensie, że nie robi już takiego wrażenia na mnie jak kiedyś. Choć wciąż dobrze się ogląda.


Druga faza jest sporo lepsza od pierwszej, ale jak dla mnie zaczęła się słabo. IM 3 to mnie słaby film i wcale nie przez Mandaryna. Nie mówię, że chała i w ogóle, ale ja nic z tego filmu nie pamiętam, więcej kojarzę z IM 1 i 2, poza drobnymi elementami. Ogólnie to uwielbiam filmy wg scenariuszy Blacka, nie tylko Zabójczą Broń, Ostatniego Skauta, ale też mniej znane jak Długi pocałunek na dobranoc czy takie, które klapę poniosły jak Bohater ostatniej akcji. Pamiętam, że mnie wynudził strasznie mimo humoru Blacka i nawiązań do kina z jakiego znany jest scenarzysta, a seans nowego Predatora utwierdził mnie w tym, że Black nie umie w superprodukcje. Lepiej mu wychodzą filmy za mniejszą kasę jak np. Nice Guys. Podobnie mam z Thorem 2 z którego nic nie pamiętam, poza tym, że gra złego Doktor Who czyli Eccleston.

Zimowy Żołnierz to chyba nie ma nikogo komu się nie podoba. Pokazali bracia Russo swoim debiutem prawdziwą klasę, taką że nakręcili potem jedne z najważniejszych i równie dobrych filmów MCU. Rewelacyjna rozrywka.

Strażnicy Galaktyki to też super rozrywka, dla mnie to trochę takie marvelowe star warsy, space opera. Choć jest jedna rzecz, nie rozumiem zachwytów nad Chrisem Prattem, a zwłaszcza porównań do Harisona Forda jakie się pojawiały za premiery. Oczywiście zagrał sympatycznego łotrzyka, role podobną do tych co grał Ford kiedyś, ale aktorsko to jednak dwie różne klasy. Sympatyczny aktor, utalentowany, ma fajną rolę, ale bez przesady. W sumie to ja wolę wszystkich bohaterów bardziej jak głównego, który jest ok, ale tylko ok, nie zachwycam się tą postacią. W każdym filmie co gra Chris jest po prostu sympatyczny i tyle. Jestem ciekaw jak jego kariera się potoczy poza MCU i Jurassic World.

Antman to sympatyczny, mały filmik i tyle mam do powiedzenia. A co do Ultrona to przyznam, że dla mnie nie jest aż tak słaby film jak się mówi, podobał mi się.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2019, 14:39:10 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #313 : Kwiecień 26, 2019, 14:51:26 »

Co do fazy trzeciej to już będzie sporo więcej tekstu, czyli podzielę tekst na kilka osobnych, bo skopiuję moje posty z różnych miejsc. Ogólnie mogę powiedzieć, że to jest najlepsza faza dla mnie, ma najrówniejsze filmy.

Zacznę od Civil War, który jest filmem co powinien kończyć fazę drugą, to takie jakby Avengers 2.5. Podobał mi się drugi film braci Russo. Choć nie uznam go za arcydzieło jak co niektórzy głoszą jeśli chodzi o kino Marvela, tylko za bardzo dobry (tak na marginesie dla mnie najlepszym komiksowym filmem jest Batman Returns, choć zdaję sobie sprawę, że nie wiele ma wspólnego z tym gatunkiem). Trzeba przyznać że trylogia z Kapitanem to najrówniejsze filmy z całego uniwersum Marvela ? w sumie część 1 też była dobra (gdyby nie słaby X-men 3 podobnie mógłbym powiedzieć o cyklu z mutantami).

Bracia Russo kolejny raz pokazali, że świetnie czują się w kinie rozrywkowym, ale ciężko mi powiedzieć który ich film lepszy, bo Zimowy żołnierz i Civil War są na podobnym dobrym poziomie. Dla mnie Russo to jedna z zagadek w kinie rozrywkowym, bo jak ściągnięcie np. Whedona do uniwersum Marvela można zrozumieć, biorąc pod uwagę jego wcześniejszą telewizyjną twórczość, to nie wiem co kierowało Marvelem że sciągneli gości co wcześniej pracowali przy serialach komediowych. A już w pierwszym swoim filmie pokazali, iż mają dobrą rękę do prowadzenia aktorów oraz świetnie czują się w scenach akcji i najnowszą produkcją potwierdzają, że to nie przypadek. Co do scen akcji to trzeba zaznaczyć, iż to jak dobrze wyglądają jest też zasługą ekipy, która pracowała wcześniej przy filmie John Wick.

Ale muszę się przyczepić do jednej rzeczy co do świetnych scen akcji. Przez pierwszą połowę filmu sceny są kręcone techniką jaką zna się z cyklu filmów o Bournie czyli trzęsąca się kamera co trochę utrudnia śledzenie akcji, ale gdzieś w drugiej połowie filmu, od sceny na lotnisku (chyba najlepszej w całym filmie) jakby ekipa rozmyśliła się i postanowili kręcić sceny akcji bardziej jak w Zimowym żołnierzu czyli wszystko dokładnie widać, bez trzęsącej się kamery. Nie mam pojęcia skąd taka zmiana.

 Civil War jest nie tylko sequelem Zimowego żołnierza, ale chyba jeszcze bardziej niż jakikolwiek inny film z tego uniwersum wymaga też znajomości Iron Man 3 a przede wszystkim Avengers 2? Choć trzeba przyznać scenarzystom i reżyserom, iż nawet jak nie za bardzo się pamięta wydarzeń z Kapitana Ameryki 2 i Avengers 2 to film jest tak dobrze napisany i zrealizowany, iż aż tak bardzo to nie przeszkadza  idzie się połapać w wątkach. Ale z pewnością o wiele większą przyjemność będzie się miało jak przypomni się chociaż te dwa ostatnie.

Brawa dla ekipy, iż udało się zrealizować film, który się nie rozłazi, wszystkie wątki stare i nowe się ładnie łączą. Pewnie znajdą się jakieś wady na upartego, ale najważniejsza jest przyjemność jaka płynie z seansu.

Podoba mi się w filmie, że konflikt jaki się tworzy ma sens i jest logicznie przedstawiony ? rozumie się dlaczego taką a nie inną decyzję podejmują Rogers i Stark, czemu mają odmienne poglądy. Choć nie chodzi tylko o to kto podpisze a kto nie dokument. Istotne są tak samo wątki osobiste dla bohaterów, znając te postacie i to co obaj bohaterowie przeszli wcześniej, jak ewoluowali w poprzednich filmach to na pewno jeszcze lepiej się zrozumie decyzje głównych bohaterów jakie podejmują, np. dlaczego Iron Man jest taki prorządowy a Kapitan przeciwko. Choć trzeba przyznać, iż aktorsko lepiej wypadł Downey Jr. Evans to idealny Kapitan i spisuje się dobrze, ale Robert ma więcej materiału do grania tym razem ? nie ogranicza się jedynie do jechania na autopilocie jak wcześniej czasami mu się zdarzało.

Co do reszty obsady to stara obsada spisuje się dobrze albo przyzwoicie jak np. Stan jako Zimowy Żołnierz. Choć mnie najbardziej podobała się Czarna Wdowa i Ant Man, który wypadł chyba jeszcze lepiej jak w swoim filmie. A miło też że nie zapomnieli twórcy o Peggy Carter (szkoda tylko że 3 serii serialu o niej nie będzie).

A z nowych bohaterów to podzielam pozytywne opinie o Czarnej Panterze i Spidermanie. Chętnie obejrzę filmy solowe z tymi bohaterami, zwłaszcza Spidermana, choćby dla samej Tomei w roli cioci May ? to jedna z tych aktorek, która się ładnie starzeje (zresztą sami twórcy filmu doskonale zdają sobie z tego sprawę co widać w dialogach Starka).

Chociaż nie uważam jak co niektórzy, że Peter Parker ukradł film, bo film jest zbyt dobry, po prostu był fajnym dodatkiem do całości. Jak znika z ekranu film wcale gorszy nie jest i wciąż dobrze się ogląda, tak samo jak wcześniej nim się pojawił dobrze się oglądało. Podoba mi się też, że nawet jak jakaś postać równie dobrze mogła by w filmie się nie pojawić to i tak każdy z bohaterów co się pojawia ma tutaj coś do roboty, nawet jak wciśnięty się wydaje na siłę.

Filmy Marvela znane są z tego, że poza bratem Thora niezbyt udają im się przeciwnicy bohaterów, większość wypada tak sobie mimo faktu, że przeważnie grani są przez dobrych aktorów. Tym razem udało się, bo Zemo grany przez Bruhla to nietypowy zły jak na uniwersum Marvela, ma zupełnie inne cele, bardzo ludzki jest i gościa można zrozumieć co nim kieruje. Aktor pojawia się na około 15 minut, ale fajnie wypadł.

Podoba mi się też to że mimo tego, iż to już któryś tam film w uniwersum Marvela, ale nie sprawia wrażenia filmu takiego, który się ogląda bardziej jak pomost/zapowiedź/wprowadzenie do kolejnych filmów,  w poprzednich produkcjach Marvela nie raz tak bywało. Film skończył się w idealnym momencie, akcja nie jest urwana, więc dla mnie bardzo fajna rozrywka.

Ocena: 8/10
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2019, 14:54:42 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #314 : Kwiecień 26, 2019, 15:10:35 »

Doctor Strange  - dobry Holmes w roli głównej, świetna Tilda Swinton, niewykorzystany Mikkelsen (jak każdy zły u Marvela), świetne efekty specjalne i sceny akcji. No i oczywiście nie można nie wspomnieć o pelerynie:-) Niby typowe marvelowskie kino, czyli wiadomo czego się spodziewać, jeśli chodzi o rozwiązania, schematy, ale nie narzekam, bo miło spędziłem czas. No i bardzo sympatyczny główny motyw muzyczny Doktora. Plusem tego filmu jest też to, że nie trzeba znać poprzednich filmów z uniwersum Marvela. Ocena: 7/10.

Strażnicy Galaktyki 2  -  miłe zaskoczenie przeżyłem, bo film podobał mi się bardziej jak część pierwsza, która była też dobra. Gunn dostał pełną swobodę twórczą, odpłynął czasami i przeginał mocno, ale ja tą zabawę kupuję w stylu kiczowatych SF z lat 80 takich jak np. Flash Gordon z całym dobrodziejstwem inwentarza. Co prawda najsłabiej wypada bitwa końcowa, która po prostu musi być, ale część 2 opiera się na drużynie głównych bohaterów. Ważniejszy od akcji w części drugiej jest wątek poświęcony rodzinie (kolejna franczyza po Szybkich i Wściekłych Diesela gdzie istotna jest RODZINA).  Nie pamiętam też kiedy ostatnio widziałem tak kolorowy film jak vol. 2 Strażników Galaktyki (do czasu Ragnaroka). Świetna rozrywka w stylu filmów Gunna, choć oczywiście bardziej rozbuchana. Ocena: 8/10.

SpiderMan Homecoming - udany reebot reebotu głównie dlatego, że nie mamy n-ty raz przedstawioną genezę Spidermana, którą znają wszyscy (całe szczęście, darowali sobie wątek wujka), tylko historia się zaczyna po wydarzeniach z Kapitana Ameryki: Wojny Bohaterów. Istotne w przypadku Homecoming jest to, że nie jest konieczna znajomość poprzednich filmów Marvela. Homecoming ma sporo w sobie humoru i młodzieńczej energii, podobnie jak świetny Tom Hollander w tytułowej roli. Film ten potwierdza to co pokazano już w Wojnie bohaterów, że to idealny casting. Choć tak po prawdzie to on nie gra Parkera co Milesa Moralesa, tylko nazywa się Parker.

 Tonyego Starka za dużo nie ma, więc nie robi się z tego kolejny sequel Iron Mana, za to sporo jest Happy Hogana co jest miłym zaskoczeniem. Fajnie wypadł też drugi plan czyli dzieciaki jak np. kumpel Petera, Ned czy dziewczyna w której się podkochuje.

Michael Keaton w roli głównego złego wypada dobrze co nie jest zaskoczeniem, bo to dobry aktor. Zaskakuje pozytywnie w jego przypadku to, że w filmach Marvela przeciwnicy superbohaterów są nijacy, a Vulture wyróżnia się tym że jest zwykły i ludzki. Nie jest geniuszem zła tylko facetem, którego można zrozumieć czemu podjął taką a nie inną decyzję, czemu spotkał go taki los. Sympatyczna rozrywka, którą można obejrzeć bez znajomości poprzednich filmów Marvela. Ocena: 7/10.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2019, 15:57:03 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #315 : Kwiecień 26, 2019, 15:31:26 »

Ragnarok to dla mnie najlepsza część Thora i ogólnie czołówka filmów MCU. Wystarczyło że Marvel ściągnął nowozelandzkiego reżysera Taiki Waititi znanego ze świetnych komedii jak np. Hunt for the Wilderpeople, What We do in the Shadows, który przeniósł przygody Thora w świat campowego kina science fiction klasy B z lat 80 czyli w stylu np. Flasha Gordona, a uwielbiam takie campowe produkcje. Zastanawialiście się wcześniej skąd taki hajp i właśnie stąd, bo  prawie każdy lubi twórczość Waititiego. Nie ważne co zrobi, to robi dobrze:)

A poza tym mamy praktyczne efekty specjalne połączone z CGI, scenografia i kostiumy jak z campowych filmów plus muzyka z syntezatora. Dobrze zagrane przez Hemswortha, Hiddlestona, Marka Ruffalo, ale też Blanchett (co prawda nie ma nic do grania, ale  niej wystarczy sama charyzma i świetna stylówa), Tessa Thompson czy Karl Urban. Chociaż wszystkich kasuje w epizodzie Jeff Goldblum, który jest po prostu Goldblumem, czyli jakby przypadkiem trafił na plan filmu i dobrze się bawił. Udane połączenie komedii (świetne dialogi), przygody i science fiction. I nie mam problemu z tym filmem, że jak są sceny dramatyczne to nie wybrzmiewają przez humor, bo dla mnie wybrzmiewają. Ocena: 8+/10.

A po Ragnaroku przyszła pora na Panterę, której moim zdaniem zaszkodził sukces z jakim film się spotkał w USA. Bo po tych zachwytach wszelkich, nominacji do Oscarów to nie wiadomo z jak wielkim filmem mamy do czynienia, a dla mnie to produkcja słabsza od średniej większości słabszych filmów MCU, ale też to nie jest chała nad chałami. Film wyróżnia się przede wszystkim przedstawieniem ojczyzny Czarnej Pantery czyli Wakandy, ale przyznam, że bardziej podszedł mi świat Aquamana u konkurencji (widocznie kocham campowe sf/fantasy klasy B). Nie przypominam sobie filmów Marvela (może poza pierwszym Thorem) gdzie tak bardzo skupiano by się na przedstawieniu fikcyjnego państwa z pokazaniem mitologii, wierzeń, rytuałów, wynalazków. Kolejnym plusem jest kapitalna muzyka oraz aktorzy. Oczywiście Bosman jest idealnym księciem co pokazał już w ?Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów?.

Dobry jest też Michael B. Jordan jako antagonista, ale trochę go za mało było. Ale najlepsze są panie. Mam na myśli miłość księcia czyli Nakie, a przede wszystkim Okoye (znana lepiej jako Michonne z ?Walking Dead?) i siostrę głównego bohatera czyli przeuroczą Shuri. Kapitalny jest też Andy Serkis w roli drugoplanowej, który bawi się rolą złego charakteru. Pokazał, że nie jest specjalistą tylko od ról motion capture jak Gollum w Hobbicie i Władcy Pierścieni,  Cezar w nowej trylogii Planety Małp albo Kong w King Kongu Petera Jacksona.

Sporym zaskoczeniem było dla mnie to jak istotną rolę ma agent CIA Ross grany przez Martina Freemana. Do tej pory gdy pojawiał się w filmach MCU to był jeden z wielu aktorów znanych, który gra epizodyczną rolę. Więc pewnie dlatego, że mało go było we wcześniejszych filmach to nie wywoływała ta postać żadnych emocji. A  tutaj udało mu się stworzyć fajną i ciekawą postać, którą widz od razu polubi. Ogólnie Czarna Pantera to średnia, miejscami porządna produkcja, trochę przypominająca mi Króla Lwa, ale były lepsze filmy rozrywkowe zasługujące na Oscary, w tym w samym MCU. Ale też rozumiem doskonale czemu ta akurat produkcja rozbiła bank w USA i pobiła wszelkie rekordy, afroamerykanie potrzebują bohaterów z którymi mogą się identyfikować. Ocena: 6/10.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2019, 15:35:34 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #316 : Kwiecień 26, 2019, 15:48:03 »

Infinity War

Film na który wszyscy miłośnicy kinowego uniwersum Marvela czekali od przynajmniej kilku lat, czyli finał cyklu rozpoczętego Iron Manem (a raczej pierwsza połówka finału). Trzeba powiedzieć od razu że to produkcja głównie dla fanów, ale też w  fabule nie da się pogubić, bo jest prosta, typowa dla filmów o superherosach. Film opowiada o wielkim złym gostku, który szuka kamyków, a superbohaterowie próbują mu w tym przeszkodzić, bo grozi to zniszczeniem połowy wszechświata:-)

Ale najważniejsze, że jeśli nie znacie wcześniejszych filmów, a przede wszystkim Avenger, Age of Ultron, Kapitana Ameryki: Zimowego Żołnierza, Kapitana Ameryki: Wojny Bohaterów, Doktora Strange, Strażników Galaktyki części 1 i 2 oraz Thora Ragnarok, to ominie was dużo frajdy płynącej z seansu i przegapicie wszelkie nawiązania/smaczki do 10 letniej franczyzy. A przede wszystkim nie połapiecie się w tym jak wyglądają relacje między bohaterami, dlaczego się zmieniły. Jeśli nie wiecie skąd się wziął konflikt między Rogersem a Starkiem to z tego filmu się nie dowiecie tylko z Wojny Bohaterów i mógłbym wymienić sporo innych wydarzeń z poprzednich filmów, które mają znaczenie dla filmu braci Russo.

Jeśli oczekujecie po IW rozwoju bohaterów to nie znajdziecie tego tutaj tylko w solowych filmach o Iron Manie, Spidermanie, Kapitanie Ameryce, Thorze, bo mimo 150 minut seansu na to nie ma czasu (plus to jak dużo postaci pojawia się). Bracia Russo odpowiedzialni też za znakomitego  Zimowego Żołnierza i równie dobrą Wojnę Bohaterów wrzucają widzów na głęboką wodę już od pierwszej sceny. Wiedzą, że nie muszą wielu rzeczy tłumaczyć widzom, bo poznaliśmy wszystkie postacie przez 10 lat, i dlatego mogą się skupić na akcji.

Już przy ostatnich filmach z uniwersum Marvela, np. drugiej części Kapitana Ameryki można było zauważyć, że mamy do czynienia z tak naprawdę wysokobudżetowym serialem, którego kolejne części możemy oglądać systematycznie, przynajmniej raz, dwa razy w roku. MCU doszło do takiego momentu ze swoim cyklem, że to jest seria dla wtajemniczonych. Jeśli przegapiliście któryś z filmów wcześniejszych to nie macie co oglądać Infinity War, bo to jest tak naprawdę finał serialu podzielony na dwie części, to tak jakby oglądać jakiegoś serialu tylko finał.

Jeśli wcześniejsze filmy, jedne lepsze, a drugie gorsze, nie kupiły Was to lepiej darować sobie Infinity War, bo będzie to produkcja, która nie obudzi w Was żadnych emocji, zmęczy rozbuchaniem, ilością efektów specjalnych, ale jeśli jesteście fanami MCU i kochacie te postacie to dostaniecie bardzo dobra rozrywkę. W takim wypadku będzie to seans na którym kilka razy serce zabije Wam z emocji szybciej, bo to jest film prawdziwie epicki. Oczywiście idealny nie jest, ale nie mógł być przez to, że fabuła splata wątki rozwijane na przestrzeni ostatniej dekady i pojawiają się prawie wszyscy bohaterowie.

Oczywiście to nie pierwszy raz, bo były wcześniej  dwie części Avengers Whedona. Mieliśmy też już spotkanie wielu superbohaterów w poprzednim filmie braci Russo czyli Wojnie Bohaterów, który w tytule ma Kapitan Ameryka, ale mógłby mieć tytuł Avengers 2.5, tylko że w przypadku IW skala projektu oraz ilość wątków i postaci jest jeszcze większa. Oczywiście każdy fan ma innego ulubieńca, więc pewnie część widzów będzie rozczarowana, że ktoś pojawił się tylko na parę minut, a kogoś jest za dużo, ale nie dało się jeśli chodzi o skalę tego projektu zrobić tego lepiej. Choć jestem pewien że ci których jest mało to w End Game będzie dużo, jak np. Kapitana.

Choć przyznam że jestem zaskoczony jak kilka postaci, które wydawałoby się, że będą w filmie odgrywać istotną rolę pojawiają się dosłownie na chwilę, a sądziłem że będą odgrywać pierwsze skrzypce. I  w drugą stronę też to idzie, bo są postacie, które myślałem że będą na drugim planie, a grają w filmie ważniejszą rolę niż sądziłem przed seansem. Nie będę pisał kogo wg mnie jest za mało a kogo za dużo bo szczerze to ja wszystkich lubię. Chociaż jakbym miał wybrać kto wg mnie najlepiej wypadł ze wszystkich herosów to byłby to Doktor Strange, który wypada o wiele lepiej jak w swoim filmie i Thor, ale reszta wcale nie ustępuje wyżej wymienionym.

Ale tak po prawdzie  to żadna z postaci, którą znamy nie jest głównym bohaterem, tylko jest nim Thanos zagrany świetnie przez Josha Brolina. Może to nie poziom Andy?ego Serkisa, który znany jest z tego typu ról, ale trzeba powiedzieć, że Brolinowi z pomocą speców od efektów specjalnych udało się stworzyć postać prawdziwą i wyrazistą. Odwaliła ekipa od CGI i Brolin świetną robotę. Chyba obok Lokiego to pierwszy naprawdę ciekawy łotr w uniwersum Marvela. Ja co prawda lubię np. siostrę Thora w Ragnarok, ale to bardziej ze względu na Cate Blanchett, która nie miała co grać, ale nadrabiała charyzmą i swoim talentem aktorskim.

Problemem prawie wszystkich wcześniejszych filmów z Marvela było to, że mimo świetnych aktorów w rolach łotrów to jakoś specjalnie nie mogli się za bardzo wykazać. Z Thanosem jest inaczej, bo jest to postać którą scenarzyści rozwinęli, z filmu najwięcej dowiadujemy się o nim. Udało się wykreować postać skomplikowaną i wewnętrznie rozdartą, której dylematy nadają ton całej historii i którą na swój sposób można zrozumieć czemu robi to co robi.

Sukcesem filmu jest też to, że idealnie łączy epickość ze scenami intymnymi i małymi, których za wiele nie ma, ale działają na poziomie emocjonalnym, jeśli oczywiście znasz tych bohaterów i darzysz sympatią. Świetnym pomysłem było podzielenie na kilka grup superbohaterów, dzięki czemu dostaliśmy tak ciekawe drużyny jak Stark-Strange-Spiderman (oczywiście Iron Man i Doktor próbują sobie udowodnić na każdym kroku kto ma większe ego) czy Thor i Strażnicy Galaktyki. Świetne są interakcje między postaciami. A nawet mimo tego, że przez to jak wiele postaci w filmie się pojawia i część pojawia się dosłownie na parę minut to jednak każdy bohater ma okazję by popisać się np. zdolnościami, żartem, ripostą lub przemową.

Film jak większość produkcji Marvela ma sporo humoru, jest sporo zabawnych scen i tekstów, większość mnie rozbawiła, ale co najważniejsze humoru nie jest aż tak dużo, że zmniejsza poziom emocjonalny i dramatyczny filmu. Nawet jeśli ktoś zażartuje i coś poważnego się dzieje to scena nie przestaje działać jak dla mnie i mam na myśli też Hulka/Bannera. Dla wielu widzów przeszarżował Ruffalo w tej roli a mnie się podobał.

IW mógł się nie udać, ale zadziałał mimo kilku drobnych wad i dla mnie jest to znakomita rozrywka. Nie mogę się doczekać na część drugą. Jestem ciekaw w jaką stronę pójdzie fabuła Avengers 4, który zobaczymy w przyszłym roku.

Ocena: 8/10.

P.S. Zapomniałem wspomnieć że trzecioplanową rolę ma Peter Dinklage. Aktor znany z Gry o Tron i Dróżnika ma sporo dystansu do siebie, zrozumiecie o co mi chodzi jak zobaczycie kogo gra:-D
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2019, 15:49:48 wysłane przez michax77 » Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #317 : Kwiecień 26, 2019, 15:55:13 »

Ant-Man and the Wasp

Typowa produkcja MCU czyli dobra rozrywka ze sporą dawką humoru i bohaterami, których się lubi oraz fajnymi scenami akcji. Podoba mi się w filmach o Antmanie to, że są to produkcje na mniejszą skalę i podobnie jest z Człowiekiem mrówką i osą gdzie mamy do czynienia tak naprawdę z komedią o rodzinie połączoną z kinem akcji, nie jest to tak rozbuchana produkcja jak większość ostatnich filmów z serialu MCU. Do obsady która sprawdziła się w poprzednich częściach czyli Rudda, Peny, Evangeline Lilly i Michaela Douglasa (ta ostatnia dwójka jest najlepsza) dołączyła Michelle Pfeiffer i świetnie wypadła, choć moim zdaniem za mało jej było.

A co do Michelle Pfeiffer i Michaela Douglasa to muszę pochwalić efekt odmłodzenia aktorów. Już w poprzednim Antmanie wyglądał Douglas dobrze jak pokazali go w kilku retrospekcjach, ale w początkowej scenie z młodymi Michaelem i Michelle to widać jak technologia do przodu jeszcze bardziej się posunęła. W życiu bym nie pomyślał gdybym nie wiedział, że to efekt CGI, tak wyszło naturalnie.

Jeśli dalej tak technologia efektów specjalnych będzie się rozwijała to niedługo aktorzy którzy już są w starszym wieku będą mogli wracać do swoich dawnych ról. Nie miałbym nic przeciwko gdyby tak odmłodzili np. Harrisona Forda w najnowszym Indianie Jonesie.  Ciekawą postacią w filmie jest też Duch, czyli niby główny zły, ale tak po prawdzie to jest postać, która budzi współczucie i ciężko ją nazwać do końca złym charakterem.  Ocena: 7/10

Jest jeszcze Kapitanka Marvel, ktorej nie widziałem bo akurat nie mogłem iść. Zresztą też uznałem, że nic aż tak znowu ważnego nie wniesie do End Game nowa postać i dzisiaj przekonam się czy miałem rację.
Zapisane
michax77

*



« Odpowiedz #318 : Kwiecień 28, 2019, 15:23:10 »

Avengers Endgame

Ciężko pisać o filmie, którego trailery nie zdradzają nic poza paroma pierwszymi minutami.  Więc będą w mojej opinii spoilery, bo inaczej nie da się omówić tego filmu, ale będę starał się napisać jak najogólniej by nie zdradzić za dużo. Napiszę też jak widzę przyszłość MCU po tym finale długiego serialu oraz to jak przedstawiono niektórych z bohaterów w filmie. Zwłaszcza mam na myśli jednego z superbohaterów, którego wizerunek w Endgame podzielił widzów. Część jest zachwycona, a część widzów nie kupuje tego co zrobioną z pewną postacią w filmie i odniosę się do tego, ale później.

Zacznę od tego, że  całościowo film mi się podobał, działa na poziomie emocjonalnym, jeśli polubiliście wszystkich bohaterów, zwłaszcza pierwszą ekipę Avengers, ale jak go porównam ze wszystkimi poprzednimi filmami braci Russo, czyli znakomitymi Zimowym Żołnierzem, Wojną Bohaterów i Infinity War to najsłabszy film braci Russo, ale wciąż dobry.

Choć też ciężko oceniać Koniec Gry jako pojedynczy film, bo jest to koniec pewnego etapu w kinie superbohaterskim, jest to w sumie druga część finału kinowego sezonu. W sumie to nie jest tylko część druga Infinity War, ale  finał serialu trwającego ponad 10 lat, składającego się z ponad 20 odcinków, w którym zakończono wiele wątków, ale też pozostawiono nowe furtki otwarte dzięki którym reżyserzy i scenarzyści będą mogli wymyślać nowe historie w kolejnych fazach uniwersum MCU.

W przypadku IW mówiło się, że to film, który lepiej się odbiera jak się zna większość filmów i bohaterów, ale w przypadku Końca Gry to jest pociągnięte na jeszcze większą skalę jak w filmie z zeszłego roku. Moim zdaniem, żeby odczuwać pełną satysfakcję z seansu nie da się go oglądać bez jakiejkolwiek wiedzy z poprzednich filmów. Twórcy nawet nie próbują tłumaczyć widzom poszczególne historie, czemu bohaterowie sie zachowują tak a nie inaczej, bo nie ma  to czasu.

Wrzucają od razu na głęboką wodę i dla mnie to jest logiczne, bo to jest finał. Zaskoczony byłbym jeśli na seans EG wybrał się ktoś kto nie widział poprzedniego filmu, a przynajmniej większości filmów, bo sie pogubi zwyczajnie, to trochę tak jakby oglądać w telewizji finał serialu, ktorego wcześniejszych dwudziestu odcinków się nie widziało.

Moim zdaniem to jedyne słuszne rozwiązane, bo było ponad 20 filmów gdzie rozwijano bohaterów, i w tym filmie nie ma na to czasu.   Nie mam na myśli tylko ważniejszych wydarzeń z poprzednich filmów, które lepiej kojarzyć, jak choćby wątek dotyczący Iron Mana i Kapitana Ameryki z Wojny Bohaterów, ale też jest pełno nawiązań w finale do takich niby nic nieznaczących scen z poprzednich filmów, jak np. próba podniesienia młotu Thora przez Kapitana Amerykę w jak mnie pamięć nie myli Age of Ultron.

I to jest malutka kropla w morzu, bo cały film, a przede wszystkim drugi akt, to jeden wielki fan serwis. Zaskoczyło mnie to, że pomimo tego, że dawno poprzednich filmów nie widziałem to dużo nawiązań wyłapałem. Ale też nawiązania do nowych komiksów udało mi się wyłapać, choćby w doskonałej scenie z Kapitanem Ameryką w windzie, pomimo tego że w komiksach nie siedzę od dawna.

Ale muszę przyznać, że trochę mnie bawi to jak twórcy proszą widzów o nie zdradzanie nic z fabuły filmu i sami nic nie zdradzili w trailerach, tak jakby film miał nie wiadomo jak zaskakującą i skomplikowaną fabułę. A zaraz po premierze Infinity War  fani zgadli jak odkręcą scenarzyści wydarzenia z zakończenia IW, bo  jest tylko jedno logiczne rozwiązanie skoro będą powstawać kolejne filmy MCU. Jedyna różnica jest taka, że to odkręcenie wydarzeń następuje w taki sposób, że emocje związane z IW i z tym co się tam wydarzyło nie znikają o co wielu się obawiało.

Infinity War nie przestaje działać jak obejrzy się z wiedzą z EG,  jak odkręcili wydarzenia z poprzedniego filmu.
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)

Wspomniałem wcześniej o drugim akcie i dodam, że oprócz fanserwisu dostajemy coś na kształt  heist movie połączonego z filmami o podróżach w czasie. Wiele osób ma problem z tym aktem, a wcale nie jest gorszy od pozostałych aktów w filmie. Moim zdaniem przez trzy godziny tempo w filmie nie siada i ogólnie podobał mi się ten akt, ale ja lubię heist movie i filmy o podróżach w czasie.

Niestety po seansie zacząłem się zastanawiać nad sensem podróży w czasie to wiele rzeczy wydaje mi się być na bakier z logiką. I chyba po prostu najlepiej przyjąć wszystko na wiarę, lepiej nie rozkminiać, bo znajdzie się w fabule dużo dziur i to wielkości Wielkiego Kanionu.  Zgadzam się z opiniami, że  można było pewne kwestie rozwiązać lepiej, ale też o wiele gorzej. Moim zdaniem EG to taka produkcja, w przypadku której lepiej w paru miejscach wyłączyć myślenie.

Czytałem też opinie gdzie wiele osób narzeka na pierwszy akt, wiele osób znudził, a mnie bardzo przypadł do gustu, bo był potrzebny bohaterom po wydarzeniach z IW. End Game to jest większy fragment całości, nie może ciągle być przecież akcja. I właśnie co mnie w filmie najbardziej zaskoczyło to fakt, że jest bardzo mało akcji. Można nawet powiedzieć, że to bardzo kameralny film przez sporą część seansu. Jeśli nie liczyć może jednej bójki Kapitana w połowie filmu nie powiem z kim to mamy, tylko finałową epicką bitwę, a tak to bohaterowie głównie rozmyślają, rozmawiają i próbują rozwiązać problem w stylu filmów z gatunku heist movie.

Pierwszy akt też dlatego podobał mi się, bo przypominał mi jeden z najlepszych seriali ostatnich lat, czyli Pozostawionych Lindelofa, a dzięki takiemu zagraniu, czyli skupieniu się na emocjach bohaterów stali się bardzo ludzcy. Każda z postaci inaczej reaguje na wydarzenia z IW, inaczej traumę przepracowują. Dzięki temu aktorzy, zwłaszcza Robert Downey jr, Chris Hemsworth, Chris Evans, Mark Ruffallo i Renner mają co grać. Szczególnie zachwycony jestem rolą Downeya jr, który świetnie zobrazował starszego Starka, to jak zmieniła się ta postać. Choć dla mnie to żadne zaskoczenie, bo jeszcze przed jego debiutem w roli Iron Mana 11 lat temu uważałem go za świetnego aktora co wielokrotnie potwierdzał (polecam np. jego tytułową rolę w filmie Chaplin).

Odwalił kapitalną robotę, podobnie jak Evans w roli Stevena Rogersa, którego jest o wiele więcej jak w poprzednim filmie jak można było się spodziewać. Bardzo podoba mi się też jak zakończono jego rolę w całej serii.
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)

W przypadku Hemswortha to moim zdaniem dobrze zagrał, tak jak w poprzednich filmach, ale to jak pokazano Thora w EG wywołuje kontrowersje - są widzowie zachwyceni takim Thorem i tacy, którzy mają ogromny ból dupy o to jak go pokazano. Ja jestem po środku - nie mam bólu dupy o to jak go pokazano, ale też rozumiem tych co narzekają.

Dla mnie najlepszy Thor jest w filmach Ragnarok gdzie przeszedł dużą przemianę i Infinity War gdzie idealnie wymieszano humor i powagę tej postaci (w końcu to bóg). To jak ta postać się zmieniła, dojrzała, jaką stał się tragiczną postacią ładnie pokazano w części pierwszej finału. W sumie teraz to jest jedna z moich ulubionych przez to jak ciekawie poprowadzono tą postać i jak Hemsworth ją gra.

Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)

Mark Ruffalo w roli Bannera/Hulka też daje radę. No i przyznam, że jak niektórzy oburzają się o boga Hemswortha co z nim zrobiono to dziwne, że nikt nie czepia się co zrobiono z tą postacią. A mnie przyznam że spodobało się to co zrobiono z tym superbohaterem. A poza tym nie przeszarżowano z humorem w przypadku Hulka.

Jedynie kto mnie zawiódł aktorsko z głównej obsady czyli bohaterów z pierwszego składu Avengers, bo na nich w głównej mierze się skupia film, to Scarlett Johansson, który niby gra dobrze, jej wątek ma też wzruszające momenty, ale jakoś nie zrobiła na mnie takiego aktorskiego dobrego wrażenia jak reszta.

Też spotkałem się z krytyką, że Thanos to już nie jest tak interesująca postać jak w IW. I powiem tak, że pierwsza scena z nim w EG jest doskonała i bardzo zaskakująca.
Spoiler (kliknij, żeby zobaczyć)

Podoba mi się, że w filmie też dużą rolę mają Jeremy Renner oraz Paul Rudd, którzy mają co grać. Podobnie jest z Nebulą, w którą wciela się Karren Gillan, znana choćby z roli towarzyszki Doktora Who. W jej przypadku jest to zaskakujące, bo Nebula to była drugoplanowa postać w Strażnikach Galaktyki,  a w EG awansowała do może nie głównej obsady, ale to ważna drugoplanowa postać. Świetnie zagrała brytyjska aktorka i to pomimo doskonałej charakteryzacji pod którą ciężko ją rozpoznać.

Avengers End Game to tak po prawdzie trzy filmy w jednym - dramat o traumie, heist movie i rozpierducha. No i jeszcze mamy dość długi świetny prolog nim pojawi się tytuł filmu oraz epilog, który niektórzy porównują z przydługawym dla niektórych zakończeniem Powrotu Króla. Zaznaczam że mnie zakończenie PK nie nudziło, podobnie jest tutaj, w ogóle nie odczuwałem nudy. Zresztą nie mogło być innego zakończenia, bo to epilog 10 lat MCU, musi być odpowiednio długie zakończenie by ładnie pozamykać niektóre wątki. Choć i tak mi się wydaje,  że niektóre zakończono zbyt pośpiesznie, a o niektórych zapomniano pomimo długości filmu (wątek przyjaciela Kapitana Ameryki czyli Bucky'ego jest olany całkowicie).

Jak obejrzałem i poczytałem opinie to większość chwali wprowadzenie, akt pierwszy i trzeci za rozmach oraz podsumowanie, a najsłabszy akt drugi, a ja mam trochę inne zdanie, bo uważam, że najlepsze jest wprowadzenie, akt I i II, a akt III za bardzo nierówny co mnie zaskoczyło. W filmach braci Russo zawsze mieliśmy świetną choreografię pojedynków jeden na jeden i doskonale zrealizowane bitwy. Do dzisiaj pamiętam pojedynki jeden na jeden z Zimowego Żołnierza, czy bójki/bitwy z Wojny Bohaterów i Infinity War.

W każdym filmie z uniwersum MCU od braci Russo każdy z bohaterów w walkach mógł pokazać się z jak najlepszej strony i zawsze były nakręcone tak, że nie nudziły, ale niestety bitwa w EG to jest element filmu nad którym nie do końca rozumiem zachwytów większości. Prawda że finałowa bitwa jest DUŻA, EPICKA, rozmach aż wylewa się z ekranu, ale w przeciwieństwie do bitw z poprzedniego filmu, to nie zapamiętam z niej nic poza jednym, dwoma krótkimi momentami, czyli motyw z młotem Thora i gdy leci motyw Avengers i pojawiają się nie powiem kto i te momenty wywołują ciarki.

Ale tak poza tym to cała reszta bitwy zlała mi się w jedną wielką masę z której nic nie zapamiętam, w IW tak nie było. Nie mówię tylko o ostatnich minutach IW na którym to momencie wielu płakało, ale chodzi mi też o wcześniejsze bójki ze sługusami Thanosa na Ziemi i różnych planetach, a większość finałowej walki w EG jest przynudzająca. Moim zdaniem o wiele lepiej wypadły bójki jeden na jeden czy bitwa finałowa w Aquamanie, która też była epicka.

No i to jest bardzo rozczarowujące, bo nie dość że poza finałową rozpierduchą więcej scen akcji za wiele nie ma to też dlatego, bo bracia Russo znani są z ciekawie zrobionych scen akcji i wielkich rozpierduch. Niestety nie w tym przypadku. Najlepsze to co jest w ostatnim akcie zaczyna się od końcówki bitwy, a raczej jest już po bitwie i dostajemy piękne zakończenie 10 letniej przygody z MCU, które trwa do pojawienia się napisów (super pomysł z autografami głównej obsady), a przynajmniej jednego z jej etapów, gdy coś się kończy i coś się zaczyna. Ostatnie 10-15 minut jest na tyle piękne, że nie dziwię się, że nie było sceny po napisach, bo EG tego nie potrzebował. Ale przez to właśnie że film ma te kilka wad co wymieniłem, rzeczy nie mogę postawić więcej jak 7/10.  No i jednak każdy film braci Russo jest lepszy od tej produkcji.

Ale i tak szacunek dla braci Russo i scenarzystów, że udało im się zrobić tak dobre pięciogodzinne podsumowanie 10 lat MCU, liczę też Infinity War. No i nie mogę się doczekać seansu podwójnego, jak będzie się oglądało obie części finału razem. Oczywiście nie twierdzę że nie podniosę oceny, bo tez tak może być po drugim seansie. Ale na tą chwilę uważam, że Avengers End Game to dobre i piękne zakończenie pewnego etapu MCU, choć niepozbawione wad.

Ale też takie podsumowania, crossovery, nie mogą być idealne, bo to nie są filmy, które można oceniać jako osobne, autonomiczne dzieła, to tak jakby oceniać w serialu tylko finał sezonu/serialu, który zamyka wątki bez znajomości wszystkich poprzednich 20 odcinków. Jest to hołd od fanów dla fanów którzy byli z serią przez ponad 10 lat i w tym wypadku sprawdza się, jeśli przymknie się oko na pewne wady.

P. S. Tyle mówiło się przed premierą jak wielka role ma odgrywać Kapitan Marvel w filmie, a ja odniosłem wrażenie, że równie dobrze mogło jej w ogóle nie być. Zresztą sceny z nią wypadły trochę tak jakby nakręcono je w ostatniej chwili, wypadły tak jakby dodano je w postprodukcji. I ne wiem co o Marvel powiedzieć, bo wypadła Larson nijako co mnie zaskoczyło, bo bracia Russo pokazali w poprzednich filmach, że nowe postacie, które u nich debiutują albo mają za sobą tylko jeden film, genezę, gdzie jakoś super nie wypadają to w filmach Russo prezentują się o wiele lepiej, tak było z np. Doktorem Strange, który wypadł o wiele lepiej w IW jak w swoim filmie (inna sprawa jak zabawną rolę ma w EG, do czego rola Benedicta się ogranicza).

Nie wiem też czy to wina tego jak mało jest Marvel na ekranie, czy po prostu aktorka słabo grała. Nie mam jak porównać z filmem z Kapitan Marvel bo nie widziałem , ale w EG jest jej mniej niż myślałem że będzie. No i nawet jej moce nie prezentują tak jak się mówi o tej postaci, że to Superman w świecie MCU, że bardzo przepakowana postać, której nikt rady nie da.

Odniosłem wrażenie że scenarzyści i reżyserzy EG nie mieli na nią za bardzo pomysłu. No i jeszcze bawili się poziomem jej mocy, raz potrafi statek przenieść, rozwalić bez mrugnięcia okiem, dosłownie jest jak broń, która niszczy wszystko na swojej drodze, ale są też sceny gdy nie daje sobie rady, jak z Thanosem właśnie. Byłem pewien że ona będzie ostateczną bronią drużyny, która pokona Thanosa a w sumie tak nie było. Więc wygląda na to, że dobrze się stało że nie widziałem poprzedniego filmu.
Zapisane
valar0

*




« Odpowiedz #319 : Kwiecień 28, 2019, 17:30:03 »

Avengers Endgame
Ckliwe dziadostwo 4/10
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 29, 2019, 09:31:46 wysłane przez valar0 » Zapisane
Strony: 1 ... 14 15 [16] 17   Do góry
Drukuj
Skocz do: